Fantastyka · 6 min czytania
Czas letni
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Bardzo lubiłem swojego dziadka, ze smutkiem więc patrzyłem na kolekcję starych zegarków i pozytywek, zajmujących każdy wolny kawałek półki czy blatu szafki w jego pokoju. Właśnie wróciliśmy z cmentarza. Mama z babcią zajmowały się gośćmi na parterze, a ja siedziałem w gabinecie dziadka na piętrze, wśród jego wspaniałych zbiorów. Wiele godzin spędziłem w tym pokoju, słuchając historii związanych z tymi przepięknymi przedmiotami. Dzięki nim właśnie i pasji dziadka zostałem zegarmistrzem. Od małego przyglądałem się ich mechanizmom, pomagając dziadkowi przy ich naprawie i konserwacji. Drzwi zaskrzypiały wpuszczając do środka babcię. - Wiedziałam, że tu cię znajdę. - rzekła, podchodząc do fotela, w którym siedziałem. - Trochę się martwiłam, gdy ślęczałeś tu z nim godzinami, zamiast bawić się z kolegami na dworze. Zaraził cię tą swoją manią. - uśmiechnęła się smutno, burząc mi czuprynę jak za dawnych czasów. Ja też uśmiechnąłem się na wspomnienie dzieciństwa. - Będzie mi tego brakowało, babciu. Tego pokoju, tego fotela, a przede wszystkim dziadka, który w nim zasiadał, biorąc do ręki jeden ze swych skarbów i snuł swe wspaniałe opowieści. - przytuliłem się do niej, wstrzymując łzy napływające do oczu. - Wszystkim nam będzie go brakowało, Pawełku. Ale tak już musi być. Jego czas już nadszedł. Przez chwilę trwaliśmy w milczeniu. W końcu babcia wyzwoliła się z mych objęć, tłumacząc, że musi zejść na dół zająć się innymi. Stojąc już w drzwiach, obróciła się i rzekła: - Zabierz tę kolekcję, wiem, że on by tego chciał. - i wyszła. Ponownie rozejrzałem się po pokoju. Oczywiście, będąc dzieckiem wiele razy marzyłem o posiadaniu tych wspaniałości, ale teraz myśl o ogołoceniu z nich tego pokoju, zakrawała na bluźnierstwo. Jednak ktoś musiał się tym wszystkim zająć. Bez odpowiednich konserwacji, te stare mechanizmy szybko mogą popaść w ruinę. Wstałem i zacząłem po kolei podchodzić do każdego z eksponatów, planując już gdzie każdy z nich stanie.
Dwa tygodnie po pogrzebie przyjechałem ponownie do domu dziadków. W samochodzie pełno miałem różnej wielkości pudełek, w które zapakuję kolekcję dziadka. W moim warsztacie przygotowałem już kilka półek, na których ją ustawię. Babcia powitała mnie z radością, zagarniając od razu do kuchni na gorące mleko i kanapki ze śliwkowymi powidłami, moimi ulubionymi. Porozmawialiśmy chwilę o nowinach, o rodzinie i takich tam różnych. W końcu wziąłem się do pracy. Zaniosłem na piętro stos pudeł i zacząłem pakowanie. Kiedy już wszystko leżało w bagażniku, zajrzałem jeszcze do szuflady w biurku, przy którym dziadek pracował i gdzie trzymał narzędzia i środki do konserwacji swych mechanicznych skarbów. Większość z tego miałem również w swoim zakładzie, ale babci i tak na nic by się nie przydały, a mnie zapasowy zestaw tak. O dziwo, prócz spodziewanej zawartości w szufladzie było coś jeszcze. Leżał w niej kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem, dość zwyczajny, ale popularny ostatnio wśród biznesmenów, którzy uważali, że…