Romans · 5 min czytania
Czas Powietrza
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Cisza. Drgnięcia ciszy, przerywane tykaniem zegara. Odliczającego minuty, niczym bomba zegarowa. Wybuchnę. Pewnego dnia wybuchnę i nie będę miał nic więcej do powiedzenia. Nie zobaczę Paryża, nie porozmawiam z tyloma ludźmi i nie obejrzę następnego meczu. Zniknę, jak znikają chmury, jak znika dym. Jak znikają uczucia. Drgnienia ciszy rozsadzają mi umysł, prowadząc krwawy bój w mojej głowie, rozbijając się wrzaskiem i krzycząc boleśnie przy zetknięciu się ze wspomnieniami. Siedzę nad fortepianem, ale boję się go dotknąć. Mlecznobiała klawiatura razi moje oczy i zabiera mi spokój, rozpraszając moje myśli, płosząc je w dal. Karty z nutami unoszą się delikatnie na sierpniowym wietrze, ciepłym, ale przejmująco odległym i zimnym.
Staram się zebrać myśli, wsłuchując się w niezliczone wymiary ciszy. Każda sekunda jest inna, tak wyjątkowa. Przerażają mnie jej wielorakie oblicza, nieodgadnione przesłania i tajemnice, jakie kryją się za jej powłoką. Cisza jest wiecznością.
Za oknem powoli świta. Dochodzi czwarta nad ranem, a ja zastanawiam się, jak trafiłem w to miejsce, przepełnione niebezpiecznym spokojem i kruchym milczeniem. Jeszcze kiedyś o tej porze siedziałem wpatrzony w ekran monitora, czekając na każdy znak, na wiadomość. To dzisiaj tak powszechne, elektroniczny kontakt, uczucia i myśli sprowadzone do systemu zerojedynkowego. Prawda i kłamstwa pędzące po sieci z prądem. Wirujące elektrony. Co ja tu robię?
Butelkę whisky mam na wyciągnięcie ręki, ale jestem całkowicie trzeźwy. Nawet jej nie otworzyłem. Mimo to - czuję się, jakbym stoczył poważną walkę z kieliszkiem i zasnął. Wszystko dookoła zdaje się być snem. Nieprzyjemnym, kłującym w boku. Pomyśleć, że niedawno pod sercem roztaczała się fala ciepła, na samą myśl nieprzespanych nocy. Gdzie podziało się całe ciepło, jakie dotąd niosło ze sobą słońce?
Bredzę i zdaję sobie z tego sprawę. Patrzę w taflę lustra, idealnie czystą, ale zbrukaną moją obecnością. Byłaś jak lustro - nigdy nie miałaś własnej twarzy, przybierałaś obraz innych. Zależnie od sytuacji, światła, otoczenia - ubierałaś inne kolory i słowa, mimika twarzy zmieniała się jak w kalejdoskopie. Jaka byłaś? Kim byłaś?
Mógłbym Cię wspominać. Nie chcę. Nie mam zamiaru po raz kolejny rozmyślać o…