Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantastyka · 6 min czytania

Czas rozstania

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

- Tu nasze drogi rozchodzą się Morgenie. - Spójrz tylko na niego Azlalu. - Widziałem go już, wielokrotnie. - No tak, te Twoje sny. I co jeszcze wyśniłeś? - Że ziemia nie zginie. - Ha ha ha! To nie jest kwestia wiary, ale matematyki i fizyki. - Też tak myślę. - Nie kpij, przecież oboje wiemy, że orbita planety jest na kursie kolizyjnym. - Oczywiście, że wiem, inaczej Rasulowie by wam nie pomagali. - Azlalu, przerażasz mnie. - Ty mnie też Morgenie. - Przerażasz mnie tym, że nigdy nie zapytałeś o zapłatę. Nagrodę. - Jak to nie zapytałem? Przypomnij sobie. - Chcesz ziemię tylko dla swojego ludu. - Dokładnie. Ufasz mi? - Nie wiem, paradoksalnie tak. - Proszę zatem, włącz transmisję do naszych ludów. - Już chcesz oficjalnie? - Niech słyszą, nasze słowa. Prawdziwe, szczere i bez frazesów. Potrafisz prawda? - Tak, hmmm, nie boję się być sobą. Włączam. - Mówiliśmy o zapłacie za naszą pracę. - Tak, mówiłeś, że w zamian chcesz starą ziemię dla swojego ludu. Ale jak jest naprawdę? - Nic się nie zmieniło. - Ale ziemia za pół roku przestanie istnieć! Co wam po takiej ziemi? - To będzie ziemia bez was. - Ha, ha. No dobrze. - Ale, to nie wszystko, obiecałeś coś jeszcze. - Tak, tak. Jeden kurs holownika. Pamiętam, co obiecałem. - To dobrze. - Jeden kurs, maksymalnie 2 dni lotu, bez waszej załogi. Myślę o tym bezustannie. - I? - Nie wiem, czyste szaleństwo. Lot bez Was, ale dla Was. A potem okręt jest nasz. Żaden Rasul nie leci. Wszystkie stacje kosmiczne, platformy wydobywcze, cały nasz wspólny dorobek zabierają Azi. - Dokładnie tak. - Azlalu jak Ty to robisz, że ludzie Cię słuchają? Przecież prowadzisz ich do nikąd. - Mam wiarę. - No tak. Coś, czego Azi nigdy nie mieli. - Ależ macie. - Nie Azlalu nie mamy. Mamy naukę. - Skądże znowu. Uwierzyliście nam, że pomożemy wam wybudować okręt, który zabierze miliony waszych ludzi. Który pociągnie za sobą wszystkie stacje kosmiczne i orbitalne miasta. - Nie mieliśmy wyjścia. - Mieliście, ale uwierzyliście, że tak się da. - Azlalu nawet teraz jak patrzę na tę piękną dwukolorową konstrukcję. Gdzie nasza stal płynnie miesza się z waszą. Nie mam wiary, że dacie nam odlecieć. Obawiam się, że za chwilę zażądacie byśmy zabrali Was ze sobą. Że spróbujecie go odbić lub ukraść. - Obrażasz nas, choć tak naprawdę wiem, że wierzycie, że nie łamiemy obietnic. - Nie, to nie jest wiara. Sprawdziliśmy każdą dostawę od Was. Czy nie ma bomb, ukrytych żołnierzy, braków jakościowych, wirusów, nieznanych urządzeń, zaburzeń pola, DNA. Przez te kilkanaście lat infiltrowaliśmy kilkadziesiąt razy każdą Rasulską fabrykę mogącą produkować okręty lub broń. Szpiegowaliśmy każdego naszego pracownika pracującego nad okrętem. Nie macie nic. - Wierzycie, że wszystko o nas wiecie.

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Czas rozstania — czytnik · opowiadania