Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantasy · 25 min czytania

CZAS WILKA I

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Stoję tu ... w moim świecie ciemności Świecie bez światła, świecie bez wrażeń Pozostaw za sobą dzienne cierpienia wtul się w cienie i wstąp w moją noc. Na złudną drogę w bezsenną wieczność, na ścieżkę cierni, do mogiły duszy... Zajmij swe miejsce wśród żaru płomieni, wśród nas pozostających w świecie mroku, odrzuć wspomnienia słonecznego blasku... To me królestwo... tu ja jestem księżną. Jesteś tu ze mną i tu pozostaniesz...

[„Wspomnienie słońca” - ze zbioru „Kyuuketsuhime Miyu”]

Ze specjalną dedykacją Rafałowi Kuźminowi

Trzynastoosobowa grupa zakapturzonych mężczyzn szła w milczeniu na szczyt porośniętego gęstym gajem wzgórza... Spomiędzy rozłożystych gałęzi drzew spływały ku nim pojedyncze strumienie sre-brzystego światła Księżyca w pełni. Las zatopiony był w głuchej ciszy rozpoczynającej się dopiero nocy... złociste światło niesionych przez nich pochodni, majaczyło niczym błędne ogniki, między czarnymi pniami drzew... Kiedy wreszcie stanęli na samym szczycie wzgórza, znaleźli się na małej polance otoczonej wysokimi kamieniami, które niczym czarne słupy wznosiły się ku granatowemu niebu rozświetlonemu przez miliardy gwiazd... Zakapturzone postacie zaczęły okrążać koło wyzna-czone przez kamienie zgodnie z ruchem wskazówek zegara, po czym ustawiły się w milczeniu przy każdym z nich... Jedynie na krótką chwilę zapanowała znów głucha cisza, przerywana jedynie przez szum wiatru, który poruszał koronami dębów, gdy spomiędzy olbrzymich drzew zaczęły wyłaniać się trzy postacie. Mleczna mgła osnuwająca zatopione w ciemnościach wzgórze rozrzedziła się nagle i już niebawem ich oczom ukazała się Wysoka Kapłanka i Wysoki Kapłan, odziani w ciemnozielone szaty kapłańskie, oraz podążającego za nimi w milczeniu mężczyznę. Kiedy tylko przybliżyli się do Świętego Okręgu trzynaście postaci zgodnym i płynnym ruchem uniosło ku środkowi koła swoje blade dłonie, po czym wznosząc je ku niebu oddało cześć srebrzystemu Księżycowi. Wtedy wiatr nagle ucichł i cisza zdawa-ła się tylko jeszcze bardziej pogłębić, co przeraziło tylko jeszcze bardziej mężczyznę, który odważył się zechcieć zostać zainicjowanym. Cisza zaczęła się niemiłosiernie przeciągać, aż nagle pośrodku koła zobaczyli wyłaniającą się z nicości delikatną i ulotną Boginię, która miała na sobie białą, prostą sukienkę, a w lniane, długie włosy wpleciony wianek z polnych kwiatów. Zaraz za nią przybył wyso-ki, potężny Bóg, który nosił na głowie poroże jelenia... Trzynaście milczących osób uniosło jednocze-śnie ku czołom wyprostowane dłonie, krzyżując je tam, na znak oddawanej bóstwom czci. Przestra-szony mężczyzna popatrzył bezradnie na Wysoką Kapłankę i Wysokiego Kapłana, którzy przybliżyli się w milczeniu do niego i zaczęli go rozbierać. - Musisz być gotowy – wyszeptała, jakimś niepodobnym do ludzkiego głosem, Kapłanka – By odrzu-cić swoją maskę, którą prezentujesz nieświadomemu światu... Musisz być gotowy, by wejść w nasz krąg, tak jak przyszedłeś na świat - nagi i bezbronny... - Jeśli chcesz – kontynuował, nie mniej przedziwnym głosem, Wysoki Kapłan - rozpocząć podróż w głąb siebie samego, musisz się wyzbyć swoich fałszywych przebrań i póz... Musisz być gotowy, by wejść w nasz krąg, tak jak przyszedłeś na świat nagi i bezbronny... Kapłani zawiązali oczy inicjowanemu czarną opaską, a potem podtrzymując go opiekuńczo za ramio-na weszli do Świętego Okręgu wyznaczonego przez kamienne słupy. - Słuchajcie słów Wielkiej Matki, Tej którą zwano Atermis, Astrate, Diana, Meluzyna, Afrodyta, Cerrdwen, Aria, Brygida, i wieloma innymi imionami - odezwała się przepięknym, słowiczym głosem Bogini - Kiedy przyjdzie do was potrzeba osiągnięcia czegoś, wtedy raz na miesiąc, a lepiej gdy Luna promienieje pełnym blaskiem, zbierajcie się razem w sekretnym ustroniu i czcijcie me Imię, Królowej wszystkich Mądrych. Nie godzi się być wam niewolnikami, ani niewolić innych, na znak żeście wolni, czcić mnie macie ubrani w niebo samo. Śpiewajcie, świętujcie, grajcie, kochajcie się w mej Obecno-ści, bo Moja jest radość ducha i Moja jest radość Ziemi. Mym prawem jest Miłość jednaka dla wszystkich istot żyjących. Moim jest sekret co młodości drzwi otwiera i Mój jest Kielich Wina Żywo-ta, który jest Czarą Cerrdwen i świętym Graalem nieśmiertelności, jam jest dawczynią mądrości o duchu wiecznie żywym i poza śmierci bramami, Ja daję Pokój i Wolność i złączenie, z tymi którzy odeszli. Nie żądam ofiar, albowiem wiedz, że Jam jest Matką Wszechrzeczy, a Miłość ma rozlewa się na Ziemię całą. Słuchaj Słów Gwiezdnej Bogini, z której pyłu stóp powstały gwiazdy, której ciało otacza cały Wszechświat. Jam Jest pięknością zielonej, pierwotnej Ziemi i białą Luną pomiędzy gwiazdami, i tajemnicą wód. To ja wzywam Twą duszę by powstała i do Mnie przybyła bowiem Jam Jest Duszą Natury, która daje życie wszechrzeczy. Ode Mnie wszystko wychodzi i do Mnie powrócić musi. Niech oddanie Mi i radość w sercu twym będzie, po wieki wieków zawarte. Radujcie się! Al-bowiem wszystkie akty Miłości i Rozkoszy Mymi są rytami. Niechaj będzie w Tobie Piękno i Siła, Moc i Współczucie, Honor i Szczerość, Radość i Oddanie, I Ty który szukasz Mego poznania wiedz, że twa wiedza zdobyta i zamysły twe wszelakie, nie dadzą Ci ukojenia, o ile nie doznasz w Misterium Me Wtajemniczenia. A proste ono jest i takie, że tego nie znajdziesz na zewnątrz czego w swym sercu wprzódy nie znajdziesz. Wiedz więc, że Jam Jest z tobą od początków istnienia Twego. I Jam Jest Tym Co Osiągasz . I Jam Jest twym ostatnim Pragnieniem... Nowo przybyły opadł z cichym jękiem na kolana i uchwyciwszy mocniej bicz, który trzymał przez cały czas w dłoni, poddał się samobiczowaniu. Robił to tak długo, aż po jego jasnych plecach zaczęła ściekać purpurowa, ciepła krew. Piękna Bogini i Rogaty Bóg wpatrywali się w niego w milczeniu, nie powstrzymując go... Wysoka Kapłanka odwróciła powoli zakapturzoną głowę w stronę ściany lasu otaczającej kamienny krąg, gdyż spomiędzy czarnych słupów zaczęła wydobywać się czarna, wirująca chmura, która niczym mgła zbliżyła się do biczującego się mężczyzny i otoczyła go ze wszystkich stron. Oto strach tego człowieka, przywołał do nich przedwieczny Cień. - Ja... – odezwała się znów Bogini - ...która jestem pięknem zielonej Ziemi i białego Księżyca pośród gwiazd, tajemnicy wód i pożądania w sercach kobiety i mężczyzny, mówię do twej duszy: powstań i wejdź do mnie. To czego szukasz, nie znajdziesz w sobie, nigdy nie znajdziesz tego bez siebie. Pamię-taj, że byłam z tobą od początku i jestem tym, co jest na końcu pożądania... Mroczny Cień coraz bardziej spowijał mężczyznę, aż w końcu otoczył go dużą czarną półkulą, zato-pioną w ziemi i biczujący się człowiek znikł z oczu Kapłanów... Cień wił się wokół niego, zatapiając jego duszę coraz bardziej w magicznym transie, odbierając mu możliwość logicznego myślenia, a kiedy upojenie sięgnęło zenitu Rogaty Bóg podniósł ku czarnej półkuli swoje duże, silne dłonie i oparł się na niej, wpychając ją bez większego trudu pod ziemię. Mężczyzna znalazł się wtedy w zupełnie innym wymiarze, w wymiarze, w którym odbyć miał podróż do zaświatów, do Krainy Nieświadomo-ści, by właśnie tam poznać potężną istotę uosabiającą Rogatego Boga... Mimo, że na oczach miał czarną opaskę widział przed sobą czarne, szerokie, kamienne schody wijące się w dół pomiędzy stro-mymi ścianami skalnymi. W dole panowała ciemność osnuta błękitnawą mgłą, kłębiącą się pod wpływem delikatnego podmuchu wiatru... Był zupełnie sam. Jego ostrożne i niepewne kroki odbijały się głuchym echem o ciemne skały, od których wionęło lodowatym zimnem. Oto, nawet o tym nie wiedząc, schodził do zaświatów, tak samo jak to przed wiekami uczyniła Wielka Bogini, która zstąpiła do Krainy Śmierci, aby tam spotkać się z Bogiem będącym Ciemnym Władcą Śmierci... Kiedy stanął u podnóży schodów pod wpływem silnego podmuchu wiatru błękitnawa mgła rozwiała się niespodziewanie spod jego nóg i jego oczom ukazały się dziesiątki rozkładających się trupów. Wrzasnął przerażony, cofając się do tyłu, ale potknął się tylko i upadł na kamienne schody. Szczękając ze strachu zębami wpatrywał się w makabryczne zwłoki, po których pełzały obrzydliwe, białe larwy i które obsiadały stada czarnych much. W powietrzu unosił się nieznośny fetor, który przyprawiał go o mdłości... Chciał wstać i uciec, jednakże nogi odmówiły mu posłuszeństwa, wydawało mu się bo-wiem, że te trupy porozwieszane na krzyżach w kształcie litery „X” i przybite do ścian wielkimi gwoździami, patrzą na niego swoimi wyblakłymi oczyma, które poza cierpieniem i panicznym stra-chem, już nic nie wyrażały. Jęknął przeciągle, próbując się podnieść, jednakże wtedy zobaczył, że z ciemności groty, która wydawać by się mogło ciągnęła się w nieskończoność, wyłania się Rogaty Bóg. Mężczyzna zamrugał zdumiony oczami i odetchnął z ulgą... Rogaty Bóg przechadzał się w mil-czeniu pomiędzy gnijącymi zwłokami, lecz jego świdrujący, władczy wzrok skupiony był całkowicie na nowo przybyłym mężczyźnie. - Oto jesteś w czeluściach Krainy Zmarłych – odezwał się, rozkładając dłonie i pokazując mu maka-bryczne trupy – Tutaj będziesz gnić również i ty... - Nie...! – jęknął załamującym się ze strachu głosem – Nie...! Ja chcę jeszcze żyć. Ja chcę jeszcze żyć! Błagam nie....! Błagam... - Jesteście tacy nędzni! – mruknął pogardliwie Bóg – Troszczycie się o swoje ciało bardziej niż o du-szę, zatracając ją w Świecie Form... Dopóki twe ciało będzie dla ciebie ważniejsze od twej jaźni zo-staniesz potępiony i uwięziony w Nicości... - Ja nie chcę umierać... błagam, ja nie chcę umierać...! – jęczał, łapiąc się za głowę mężczyzna. Rogaty Bóg przypatrywał mu się przez chwilę z nieukrywanym rozdrażnieniem i pogardą, a potem zrobił krok do przodu, jakby chciał do niego podejść, jednakże zatrzymał się w porę i zaczął mówić dalej. - Jesteście przeklęci właśnie za to, że nie doceniacie możliwości swej duszy. Zapominacie, że to wła-śnie w was tkwi najpotężniejsza magia i jeśli tylko umielibyście pokonać swoją głupotę, nakazującą wam kierować się rozsądkiem, zrozumielibyście wreszcie na czym polega właściwa istota tego świa-ta... Wasze ciała są śmiertelne... Jednakże to nie w nich jest wasza siła, ani nie w nich jest wasze ży-cie... To w waszej duszy jest nieśmiertelność! Ona trwała i będzie trwać na wieki, bez względu na to, co stanie się z waszym ciałem...! Wasz strach przed unicestwieniem jest bezsensowny w sobie samym, marnujecie tylko czas, troszcząc się o swoje ciało... Wasza dusza zaś będzie trwać wiecznie... Śmierć jest jedynie etapem w cyklu życia... Jest pojedynczym szczeblem w łańcuchu niekończących się wcie-leń. Jednakże wy mimo całej wiedzy, którą wam przekazuje Natura i Wszechświat nie potraficie tego docenić i przyjąć...! Roztrzęsiony mężczyzna uniósł na niego rozbiegane oczy i z dłońmi zaciśniętymi na głowie, popatrzył niepewnie na Rogatego Boga, a potem na gnijące trupy, po których wiły się białe larwy. - To, co widzisz, jest jedynie marną, śmiertelną otoczką, która nadaje kształt twojej duszy... Ta skoru-pa, którą kazano ci nakładać na siebie w tym świecie, jedynie cię ogranicza. Nie wiesz nawet, cóż to jest za szczęście - móc być czystą jaźnią, czystą energią, bez tego ciała, które już od chwili twoich narodzin zaczyna obumierać, przygotowując się na ostateczny kres... * * * Czarna półkula wyłoniła się nieoczekiwanie z ziemi i znikła tak niespodziewanie jak się pojawiła. Mężczyzna, który klęczał nadal w tej samej pozycji, co wcześniej, przez chwilę oddychał głośno i nierówno, nie umiejąc złapać tchu... Nagle opuścił na ziemię bicz, który trzymał w dłoni i zerwał so-bie z oczu opaskę. Wokół niego nie było już nikogo. Nie było ani Wysokich Kapłanów, ani bóstw, ani zakapturzonych mężczyzn. W kamiennym kręgu, na szczycie mrocznego wzgórza, które zaczęło tonąć w pierwszych, krwawych promieniach poranka, był już tylko on sam. Oparł zakrwawione dłonie na trawie, czując mdłości i zawroty głowy... - Wszystkie podziały są tylko złudzeniem – wyszeptał drżącym głosem - Ja i Reszta jesteśmy jedno-ścią... * * * Ubrany na czarno jeździec jechał karkołomnym galopem przez kasztanową aleję. Jego czarny wierz-chowiec okazywał wszelkie oznaki zmęczenia po długiej i wyczerpującej podróży, do której zmusił go mężczyzna o czarnej pelerynie przymocowanej do szerokich ramion. Lodowaty deszcz smagał jego zakrytą kapturem…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
CZAS WILKA I — czytnik · opowiadania