Inne · 24 min czytania
Czat
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Siedziałam i wpatrywałam się w ekran komputera. Nie wiem czego tam szukałam. Szczęścia tam przecież i tak nie znajdę. Jak na razie to komputer zdenerwował się na mnie i zamiast niebieskiego tła pulpitu, pokazał mi akwarium wygaszacza ekranu. I teraz przede mną pływały kolorowe rybki na tle koralowców. Nie dotykałam myszki, a niech sobie pływają. Podobno akwarium relaksuje, a że ja nie jestem jego posiadaczką, co mi szkodzi popatrzeć na to co technika oferuje. W końcu ten symbol nowoczesności kosztował mnie takie pieniądze, że może służyć też do relaksu. Akwarium mi się spodobało, więc zrobiłam sobie kawy i wróciłam przed monitor. Niestety siadając przesunęłam myszkę i miejsce rybek zajął nijaki pulpit. Szkoda. Komputer zajął w moim mieszkanku honorowe miejsce dwa dni temu. Został przywieziony i zmontowany. Zainstalowano dodatkowy sprzęt, po czym zostałam z nim sam na sam. A moja umiejętność obsługi tego ustrojstwa, była daleka od biegłej. Nie wiem po co go kupiłam. Chyba, żeby zastąpił mi mojego chłopaka, który wyprowadził się tydzień temu, do nowej miłości. Podobno była to miłość jego życia. Ha ha ha! Miał wprawę w mówieniu tego. Powtarzał to wyjątkowo często, bowiem miłości swojego życia spotykał kilka razy w roku. Widocznie lubił cygański tryb życia i związane z tym częste przeprowadzki. Doszedł w tym do perfekcji. Nie zostawiał nawet jednej zagubionej skarpetki. Znikał jakby go nigdy nie było. I nie wracał. Co też miało swoje plusy, bo nie ma chyba nic paskudniejszego niż powroty kiedy człowiek już pogodził się ze stratą. Wyprowadził się nagle i bez uprzedzenia, nawet nie zdążyłam poczuć się zraniona. Na razie bowiem szok jeszcze nie minął. Dziwne, nie miałam do niego nawet pretensji. Tylko ta pustka w domu była denerwująca. Cisza była przygnębiająca i ani głośna muzyka, ani telewizja nie wypełniały jej. Lubiłam z kimś pogadać, a z telewizorem nie umiałam. Gadać z martwym pudłem... Nie, tak w piętkę jeszcze nie goniłam! Musiałam więc wypełnić tą pustkę i zająć czas po pracy. Na randki w ciemno i klin na byłego, było za wcześnie. Szok się utrzymywał i w ogóle nie miałam ochoty na towarzystwo, żadne. Lubiłam lizać rany w samotności. Za najlepsze wyjście uznałam więc zakup komputera. Przymierzałam się i tak do tego od dawna. Zajmę myśli nauką obsługi, wypełnię czas, no i będę w kontakcie ze światem. Same plusy. Witamy w XXI wieku. W czasach globalnej wioski! Patrzyłam więc bez entuzjazmu w niebieski pulpit i nie wiedziałam co dalej. Żadna z ikon nie kusiła, aby na niej kliknąć. Nawet gry, nigdy nie byłam zresztą wielbicielką gier komputerowych. DVD i inne programy do odtwarzania filmów też mnie nie zachęciły. Byłam rozkojarzona i na oglądanie filmów nie miałam ochoty. Upiłam łyka kawy i zerknęłam na telefon, a może zostawić komputer w spokoju, a zadzwonić do kogoś. Ale ofuknęłam sama siebie. Nie! Nigdzie nie dzwonię! Bo wszyscy znów będą się nade mną litować, jaka jestem biedna po odejściu mojego pana i władcy. I oczywiście każdy nagle przypomina sobie jakiegoś samotnego, przystojnego faceta, z którym chętnie by mnie umówił. Bo przecież najlepszym lekarstwem na nieszczęśliwą miłość jest nowa miłość. Telefon więc odpadał. Mogłam poczytać książkę, ale po kilku stronach musiałam zaczynać do początku, bo gubiłam wątek. Wróciłam więc do punktu wyjścia, czyli do komputera. Ciągle jednak miałam ochotę z kimś pogadać. Mam znajomych, którzy twierdzą, że pogadać można tylko na czacie. Może bym i ja spróbowała. W końcu i tak nikt nie będzie wiedział, że to ja. Nie widać mnie tam, nie słychać. Lepsze niż telefon zaufania. Wjechałam więc kursorem na przeglądarkę internetową i kliknęłam. Po chwili pojawiła się na niej strona portalu, nie zastanawiałam się i kliknęłam na czat. Ładował się długo, co mnie zdenerwowało, ale doczekałam się. Wybrałam sobie pokój, tam gdzie było najwięcej osób, czyli " Randki", wpisałam nicka i zostałam "Super gwiazdą". Nick został przyjęty i przede mną pojawił się zapis rozmów. Przez dłuższy czas nie włączałam się do rozmowy, śledziłam tylko jej przebieg. Nowe osoby przychodziły i odchodziły. Rotacja była szybka i nie bardzo za nią nadążałam. Nicki jakie ludzie przybierali przyprawiały o ataki śmiechu. Pojawiła się "Napalona laska", zaraz po niej przyszedł "Młody ogier" i Matyj@s, "Wygłodniała suczka". Po kilku takich nickach mój okazał się bardzo grzeczny i skromny. Zorientowana już w tematyce, postanowiłam się przywitać. - Witam wszystkich! - wysłałam i zobaczyłam swoje przywitanie wśród innych. - Miło przywitać Gwiazdę! - odpowiedział na moje powitanie "SupeRMan" - Naprawdę taka Gwiazda jesteś? - "Kicccia" włączyła się do rozmowy. - Nie wiem, pewnie jestem. - odpowiedziałam. - Te co mają najlepsze nicki potem okazują się do bani! - "18cmrozkoszy" wydało swoją opinię. - Dlaczego tak uważasz? - zdziwiłam się. - Mam doświadczenie w tej dziedzinie! - "18cm.." przyznało dumnie. - Aha! Już widzę to Twoje doświadczenie. Jesteś prawiczkiem z liceum w grubych okularach! - "PolskiMacho" dość nieładnie potraktował "18cm.." - Taaa.. jak wszyscy tu! Sami erotomani gawędziarze! - "Lisssssica" miała już wyrobioną opinię na temat mężczyzn. - A jakie Ty masz doświadczenie, że tak twierdzisz? - nie mogłam się powstrzymać, żeby nie spytać - Pogadaj z nimi trochę dłużej sama się przekonasz! Same safanduły! - napisała "Lisssssica" - Może i safanduły, ale takie feministki jak Ty też nie mają czego tu szukać! - "Piękny Imłody" widocznie nie lubił kobiet, które mają własne zdanie. - Zostaw ją w spokoju! To pewnie jakaś lesba! Zmień pokój na Les! - "PanszukaPani" - potraktował Lisicę dosyć ostro - Masz rację, albo jakaś gruba w okularach, z pryszczami i owłosionymi nogami, której nikt nie chce, to się tutaj wyżywa! - "Ostry__samczyk!!!" trzymał stronę mężczyzn, zrobiło mi się żal Lisicy, tak na nią wsiedli. - Nie przejmuj się, faceci zawsze się tak zachowują, to im zostaje z dzieciństwa, tak jak ciągnięcie za warkocze - starałam się ją jakoś pocieszyć, ale chyba nie potrzebnie. - Lubię ich tak drażnić, wtedy można łatwo poznać interesującego faceta, nie wdaje się w głupie gadki, a taka jak ja nie chciałaby nawet na nich spojrzeć. - Lisica lubiła chyba wzbudzać kontrowersje na czacie. Bawiła mnie ta rozmowa. Nie znający się ludzie toczą wirtualną kłótnię. Śmieszne. Przez chwilę znów obserwowałam tok rozmów. Dotyczyły głównie seksu. Rzadko kiedy pojawiał się inny wątek. Nicki też miały podteksty seksualne. Upiłam łyka kawy i nie rozważałam więcej tematyki bo pojawiła mi się Priva. Ucieszyłam się, sam nie wiem z czego. Jakaś nowość. Postanowiłam przyjąć gościa. Tym bardziej, że brzmiał sympatycznie "MałeLwiątko". Kliknęłam i pojawiło mi się nowe okno. Lwiątko już czekało - Cześć ! - napisało - Cześć, skąd jesteś? - odpisałam - Z Częstochowy, a Ty? - Też, ale fajnie! - ucieszyłam się - A ile masz latek?Bo ja 31. - A ja 29, mój były też miał tyle co Ty. - dodałam - Rozstaliście się? - spytał. - Tak jakby, właściwie nie jakby, tylko tak, rozstaliśmy się. - Przykro mi, ja też niedawno zrobiłem komuś świństwo, chyba do końca życia będę tego żałował. Rozmowa wciągnęła nas i nie wracałam już na czat. Mój gość okazał się sympatyczny. I razem wylewaliśmy łzy. On na swoją głupotę, a ja na mojego Artura. Sorry już nie mojego. - Wiesz co, przepraszam Cię bardzo! Ale muszę trochę popracować, masz GG? Spróbuję Cię jakoś złapać. -MałeLwiątko chyba mnie polubił. - Mam GG - odpowiedziałam, bo chodziło mu chyba o gadu - gadu. - A dasz numer? - spytał. Zastanowiłam się, chyba dam i tak mam tam niewiele osób wprowadzonych. Będzie jedna więcej. Może będzie przy okazji z kim pogadać. Chociaż i tak nie wierzyłam, żeby się jeszcze kiedyś odezwał. Bo i po co. W końcu wyprał swoje sumienie, a ja wylałam żale. Oboje szukaliśmy osoby, która by nas wysłuchała. Udało się. Po co pogłębiać taką znajomość. Wpisałam numer i wysłałam. - Znajdę Cię! - pokazało się w odpowiedzi. - Obiecujesz czy straszysz? - zażartowałam. - Obiecuję! Nie wiem kiedy znajdę czas, ale ja zawsze dotrzymuję obietnic! Uśmiechnęłam się pod nosem. - Taaaa... - napisałam - Wy wszyscy dotrzymujecie obietnic. - wysłałam. - Widzę, że były zalazł Ci za skórę! Zobaczysz mnie jeszcze w wirtualu. Nara... PAAAPAAA!!! - Papapa - odpisałam i rozłączyłam się. Miałam dość rozmów jak na pierwszy raz. Na czat już nie wracałam i tak rozmawiałam z Lwiątkiem ponad godzinę. Szklanka po kawie stała pusta. Dochodziła dwudziesta druga, a ja o szóstej muszę wstać. Pora spać. Od tamtej rozmowy minął prawie tydzień. W pracy miałam gorący okres i nie miałam czasu nawet nastawić komputera. Grypa położyła do łóżek część pracowników, efekt był taki, że pozostali, których epidemia jeszcze nie złamała, pracowali na dwie zmiany. Do domu wracałam więc głodna, potwornie zmęczona i nie miałam nawet siły myśleć. Padałam na łóżko i zasypiałam od razu. O istnieniu Lwiątka prawie zapomniałam. Przysięgłam kiedyś sobie, że znajomości zawartej przez komputer nigdy nie potraktuję poważnie. Nawet nie wiem jak to Lwiątko ma na imię, on o mnie też nic nie wie. A właściwie to śmieszne. Jesteśmy z jednego miasta, wiemy ile mamy lat, wypłakaliśmy swoje żale. A przecież po drugiej stronie może być ktoś znajomy. Dziwne uczucie, bo z tym kimś mogę pracować, albo spotykać go codziennie w autobusie, pracy, może być stałym klientem księgarni gdzie pracuję. Pierwszy raz od dawna usnęłam w dobrym humorze. W końcu jutro mam wolną sobotę! Obudziłam się i zrobiłam coś, o co sama siebie nie podejrzewałam. Ledwie otworzyłam oczy pobiegłam włączyć komputer. Kawa wydawała mi się niezbędna i szybko postarałam się o kubek gorącej kawy z mlekiem, której pierwsze łyki rozgrzały moje zaspane jeszcze ciało. Usiadłam przed komputerem sącząc ten najcudowniejszy napój pod słońcem i połączyłam się z Internetem. Nie zdążyłam nawet dotknąć myszki, kiedy na pasku w miejscu słoneczka gg pokazała nie koperta i napis "Nieznajomy przesyła wiadomość". Mało nie zakrztusiłam się kawą z wrażenia! Kliknęłam w tym miejscu i otworzyło się zółto pomarańczowe okno z zapisem kilku wiadomości. " Pamiętasz mnie jeszcze? To ja Małe Lwiątko. Obiecałem, że się odezwę, tylko, gdzie Ty się podziewasz? Szukam Cię codziennie, a Ty wciąż niedostępna, zupełnie jak księżniczka zamknięta w wysokiej wieży. " Patrzałam na to i nie wiedziałam, czy mam się śmiać, czy ... . Sama nie wiem. Ciekawość okazała się silniejsza. Lwiątko był dostępny, nie zastanawiając się zaczęłam rozmowę. Rozsiadłam się na fotelu i położyłam sobie klawiaturę na kolanach. - Puk, puk, można? - napisałam i wysłałam. - Pewnie, że można! Miło Cię wreszcie widzieć! Gdzie się podziewałaś? - dostałam w odpowiedzi. - Praca, praca, praca.... - odpisałam. - Moje biedne Maleństwo! Ale Ty masz chociaż dzisiaj wolne, a ja wciąż w pracy. Rozmowa zajęła nam prawie całe do południa. Dobrze, że mnie nie widział, bo żaden normalny facet nie chciałby ze mną rozmawiać. Siedziałam przed kompem nie ubrana, z resztkami wczorajszego makijażu i włosami... o włosach lepiej nie wspominać. Dalej posługiwaliśmy się swoimi Pseudo. Jakoś imiona nie wydawały nam się do niczego potrzebne. On był Lwiątkiem, a ja Gwiazdeczką. Wystarczyło. Ważne, że ktoś na mnie czekał. Choćby tylko w wirtualu. Zapomniałam już jakie to wspaniałe uczucie. Niedziela minęła już pod znakiem lepszego samopoczucia, Lwiątko dokonało cudu. Kilka słów zamienionych z nim dokonało cudu. Dwie randki wirtualne. Śmieszne. Nie znamy się, a wreszcie postanowiłam coś ze sobą zrobić. Wstałam rano i od razu spojrzałam w lustro. Nie spodobało mi się to co zobaczyłam. Odkąd Artur odszedł przestałam dbać o siebie, nie miałam dla kogo. A dla siebie samej brakowało mi motywacji i chęci. W…