Psychologia · 8 min czytania
czego nie zapisałem
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Niezapisane wierszem myśli, które wiatr ścigał od słowa do słowa, lub prorok na górze, zatrzymany w pół zdania. Połowa szczęścia, połowa lat i połowa życia, ogrzane kłębkiem chmur, lub fioletową strzałą wyrzuconą przez niebo. Oto woda cicho przepływa szurając stopami o dno, a szybujące pod niebem ptaki, pluskają się w niej, odbite. Pora obiadowa. Wielu jeszcze pracuje, a my przechodząc obok, nie omieszkaliśmy do niej zajrzeć. Knajpka usytuowana nieco w cieniu, ale przy najlepszej i dość ekskluzywnej, nawet jak na nasze warunki, ulicy. Wchodząc z upału do środka, witał nas półmrok w białej koszuli i całkiem niezłym wydaniu. Wraz z nim chłód, a to chyba drugi właściciel lokalu. Reszta jak na razie mniej istotna w postaci barmana, kelnerki i kilku współpasażerów, którzy jadąc po drodze do jutra, przez gorące, sierpniowe popołudnie dzisiaj, usadowili się wygodnie na okrągłych stołkach przy barze, piwem najczęściej skutecznie znieczulając niewygody taniej podróży życia. Spokojnie zajęliśmy miejsce, po chwili otrzymując karty dań i uśmiech od zgrabnej i na pewno białoskórej, jednak przez kruczoczarne włosy i ogniste spojrzenie, nieco jaśniejszych tylko oczu, wydającej się czarną, kelnerki. Delikatnie rozejrzałem się. Delikatnie, bo emocjami kieruje jeszcze dystynkcja, i niewielki procent zaufania do nowego otoczenia, każe kontrolować każdy ruch i nie zachowywać się jak świnia, tuż po wejściu. Moja partnerka nie była cicha, raczej konkretna, o szlachetnej, wrażliwej urodzie i głowie odrobinie większej od większości osób jej płci. Jakiś czas przyglądałem się jej, ot po prostu, z upodobaniem. - wiesz mam kumpla, zacząłem, wychylając pierwszy, dość spory łyk ze szklaneczki wódki z grejpfrutem, z apetycznie wyglądającymi kostkami lodu, który dziwnie okazuje swą grzeczność. Kiedy mnie spotyka, na przykład w knajpie, podchodzi, wita się po czym twierdzi, że nie chce przeszkadzać. O rzesz kurwa, myślę, to ja mam ci specjalne zaproszenie do rozmowy wysyłać? - Ma jakieś takie wystraszone oczy, a ja myślę, że to z poczucia niższości - kontynuowałem. Bo w sumie to koleś ma talent, jest błyskotliwy i mówi do rzeczy, mógłby się nawet nieźle ustawić, ale za dużo czasu i zdrowia marnuje przez wódę. Nie wie czego chce, a świat wydaje mu się idealnym syfem, co raczej nie zachęca, jak się domyślasz, do podejmowania rzuconej mu przez niego rękawicy. A w dodatku podrósł trochę, już przestaje go cieszyć wolna miłość. Przez jeden szczegół, wyklepaną formułkę, udowodnił, że brakuje mu stabilizacj. Solidnego oparcia z którego mógłby startować i wybijać w górę, chlejąc po drodze, ale tylko p-o d-r-o-d-z-e. Na razie skończyłem. Odstawiłem szklaneczkę i zamówiłem następną. Rozejrzałem się po lokalu. Moja dziewczyna nie odpowiadała, bo też nie musiała nic mówić, wystarczyło, że wysłuchała. Lubiła słuchać, nawet gdy ktoś przez nieszczęśliwy zbieg okoliczności, nie miał daru wymowy. Spojrzeliśmy przed siebie. Obiektywnie był to ten sam co przedtem, zanurzony w cieniu i chłodzie, z tą samą garstka osób, lokal, tylko wewnętrznie nabrałem pewności, że miejsce to na dziś jest dobre. To mi wystarczyło. Rozluźniłem się, chwyciłem rękę swojej towarzyszki i zamknąłem w swoich dłoniach. - A teraz – patrząc jej prosto w oczy - muszę skoczyć do toalety. Rzekłem. Uśmiechnęła się. Przechodząc między stolikami zauważyłem na podłodze niewielką, zgiętą w pół karteczkę. Przypadek? – Nie, nie ma przypadków. Podniosłem ją, ale nie zaglądając do środka, włożyłem do prawej kieszeni spodni, dalej spacerując w kierunku wcześniej obranego celu. Nie lubię luster, zajmują czas i nic z tego, ani z nich w ogóle nie wychodzi. Dostrzegłem tylko to, że mam podkrążone oczy. Wytarłem ręce