Przyjaźń · 4 min czytania
Czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Był to bardzo ciepły i słoneczny dzień, a ponieważ takich tego lata tyle co kot napłakał postanowiłem wybrać się na spacer po plaży. Więc zaraz po kolonijnym śniadaniu, gdy dostaliśmy chwilę wolnego, zapakowałem do plecaka książkę, koc plażowy i oczywiście drugie śniadanie. Powolnym ruchem wyruszyłem samotnie z ośrodka i skierowałem się na dróżkę prowadzącą na plaże. Stwierdziłem, że ta okolica jest naprawdę piękna. Do tych czas miałem okazję oglądać ją jedynie po deszczu. Kiedy kamienista ścieżka zmieniła się w piaszczystą zdjąłem buty i szedłem boso. Piasek był jeszcze trochę wilgotny, ale mimo wszystko jego dotyk był bardzo przyjemny. Plażę zapełnili turyści, którzy pili zimne napoje, grali w siatkówkę lub siedzieli na kocach plażowych. Tylko nieliczni kąpali się w morzu. Zaciekawiło mnie to i postanowiłem sprawdzić temperaturę wody. Była zimna. Zrezygnowany znalazłem sobie jakieś nasłonecznione miejsce i usiadłem na kocu. „Żyć nie umierać” –pomyślałem wsłuchując się w szum morza. Nie potrafię powiedzieć ile czasu minęło, gdy dostrzegłem mojego kolegę z pokoju już miałem rzucić się w jego stronę, kiedy zobaczyłem, że nie jest sam. Trzymał za rękę wysoką dziewczynę z ładną opalenizną w białej, zwiewnej sukieneczce. Miała szeroki uśmiech i czarne włosy, które rozwiewał jej wiatr. Oboje śmiali się i wygłupiali. Jednak najbardziej zadziwił mnie ich długi i namiętny pocałunek na pożegnanie. Patrzyłem na nich jak ciele na malowane wrota przez bite dziesięć minut. Może i nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby Piotrek nie miał już dziewczyny, tylko tyle że w naszym mieście. Kiedy po chwili oprzytomniałem i zobaczyłem go samego w okolicach budki z lodami, postanowiłem, że ustalę co się stało. -Stary kopę lat! –rzuciłem na przywitanie i podaliśmy sobie ręce. Piotrek uśmiechnął się…