Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Akcja · 9 min czytania

Czekając Na Sztorm - zajawka

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Jak ja nienawidzę tego miasta.

Nienawidzę jego barw, a właściwie to ich braku. Dominuje tylko kolor szary, wszędzie jest go pełno. Szare są ulice, szare są budynki, szarzy są ludzie, szara jest woda, szare jest żarcie, szare jest w s z y s t k o.

Nijakość i zwykłość... mam z tym do czynienia codziennie. Budzę się rano i co widzę? Nie, nie widzę ciemności - widzę szarość, jakby półmrok. Jak to, kurwa? Przecież nie pali się żadne światło! Jak nie ma światła, to jest ciemno, logiczne. Albo jest jasno, albo jest ciemno! Ale nie w tym mieście.

Oni, miejscy architekci, już się, kurwa, postarali, bym budził się w szarości, zasnął w szarości, jadł w szarości, srał w szarości i umarł w szarości! Dlaczego? Cholera wie. Mniejsza z tym, myślę sobie. Wstaję z łóżka i zapalam światło. I co? Nadal szaro, nadal półmrok! No ale światło, kurwa, świeci!

Gdy moje oczy przyzwyczajają się do jasności, próbuję odnaleźć włącznik zewokna. Jest, wciskam go. Na ciekłokrystalicznym ekranie pojawiła się panorama tego przeklętego miasta. W prawym górnym rogu widać godzinę: 0837. Niebo nad betonowymi budynkami powoli jaśniało od wschodzącego słońca. Niech Bogu będą dzięki, że chociaż niebo i słońce nie są szare.

Rozciągam się, tępo patrząc na ekran zewokna. Kości mi trzeszczą, niczym zardzewiałe drzwi wagonu metra, gdy się otwierają. Spostrzegam swoje odbicie w ciemnej części ekranu. Kurwa! Jak ja wyglądam!? Jak trup! Gorzej, kurwa, wyglądam jak jakiś, nie wiem, półtrup? Półtrup? Jak półtrup może być gorszy od trupa? Kurwa, nie muszę nawet pić, by gadać bzdury! Muszę doprowadzić się do porządku… No ale w sumie po co? Mam zamiar wyjść tylko na dwie, trzy, góra pięć minut. Potem wracam i znowu będę siedział cały dzień w domu, więc... chuj tam, ubiorę się i spierdalam.

Dotknąłem matowej powierzchni ekranu zewokna, które zamigotało i sczerniało, właściwie to zszarzało się, i rozglądam się po pokoju. Łóżko niepościelone... chuj z łóżkiem, gdzie moje ubranie? O, tam jest, leży na krześle.

Zawsze się zastanawiałem, czy dom przeciętnego obywatela Unii ma taki sam surowe wnętrze, jak moje. W końcu ogromna większość ludzi ma chatę z przydziału, więc wszystkie powinny wyglądać tak samo. Czyli jak? Dwupokojowe mieszkanie, kuchnia połączona z sypialnią, kibel z łazienką; ściany, sufit i podłoga oczywiście w jedynym, słusznym kolorze; standardowe wyposażenie to łóżko pojedyncze (twarde jak sam skurwysyn), jakieś metalowo-plastikowe biurko i krzesło (też twarde, no ale to nie fotel, by się tam rozpłaszczać), jakaś komoda (na klucz, który gdzieś zgubiłem), w kuchni mam elektryczną kuchenkę, nieduży stolik do przygotowania sobie żarcia, zlewozmywak i lodówkę; w łazience wiadomo. Takie to wszystko... nijakie, zwykłe.

Szare.

Jak ja nienawidzę tego miasta.

Nienawidzę jego zapachu, a właściwie to jego braku. Bo czy brak zapachu jest zapachem? Na pytanie "Co czujesz?" ktoś odpowiada "Nic". Nie mówi "Nie czuję niczego", bo coś jednak czuje. To czym jest to "nic"? Czy "nic" jest właśnie czymś? Czy nic może mieć zapach?

W tym przeklętym mieście tak.

Tutaj brak zapachu jest zapachem, jedynym, jaki czujesz przez całe życie. Próbowałem sobie kiedyś wyobrazić, jak pachnie cokolwiek, trawa, drzewa, chmury, niebo, słońce, księżyc, kwiaty, ptaki, jaszczurki, karaluchy, wszystko, co jest wokół mnie nieobecne (pojęcie trawy i drzewa znam jedynie ze szkoły, nigdy w życiu ich nie widziałem. Chmury, słońce i księżyc trudno poczuć, bo są dosyć daleko, a ptaków, jaszczurek i karaluchów nigdy na oczy nie widziałem). Próbowałem z całych swoich sił, ostatecznie doszedłem do wniosku, że to wszystko pachnie... niczym. Niczym, czyli zapachem tego miasta. Opanował on w s z y s t k o. Równie dobrze mógłbym sobie odciąć nos, ale i tak jakimś sposobem bym czuł zapach miasta. Nie wiem, jak, kurwa.

Boże... jak mi się nie chce wychodzić na zewnątrz. Ale muszę. Muszę wyjść. Ale nie chcę. Nie jest to jednak zwykłe, dziecinne "nie chce", jakie mówią kilkuletnie bachory na widok tej paskudnej nanoowsianki, którą są karmione dzień w dzień. Jest to "nie chcę" w rodzaju, gdy jesteś więźniem w

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%