Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Western · 10 min czytania

Czekając na tytuł

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Dwukrotnie trzasnęły drzwi wyjściowe, gardłowo szczeknął zamek antywłamaniowy, i błysnął tytanowym bolcem, a Kosma był już na schodach. Zawsze po paru dniach spędzonych na pisaniu czuł się lekki, nieważny, jakby narysowany palcem na szybie. Dłuższy czas wypełniony niepisaniem sączył w niego coraz większy ciężar zdań, sentencji, akapitów i rozdziałów, podczas gdy teraz ledwo muskał podbiciem stopy kolejne schody. Zatrzymał się na półpiętrze i spojrzał przez dekadę pięter w górę, przez kratki balustrad i liście usychających fikusów. Gdzieś tam nad nim czaiło się dziesięć pięter, o których nie miał pojęcia, dziesięć pięter wypełnionych ludźmi, których widział nieledwie przelotnie na skwerku przed blokiem, lub też w kolejce po bułki i bibułki. Kosma nigdy nie zapuścił się jeden stopień powyżej piętra na którym mieszkał, co napawało go wstydem. Myślał, że gdyby postawił już nogę na tym pierwszym schodku, i ktoś by go przy tym zauważył, aby nie sprawiać wrażenia domokrążcy lub złodzieja, musiałby krokiem pewnym i zdecydowanym iść dalej. Wyobrażał sobie, jak mijałby kolejne piętra, a ta osoba wchodziłaby z cichym uporem, tuż, za nim. Kosma bałby się zatrzymać u jakichkolwiek drzwi i udawać, że szuka kluczy, bo a nuż okazałoby się, że jest to mieszkanie właśnie tej osoby. I tak pięli by się przez dziesięć pięter, sapiąc i dysząc. A w momencie gdyby Kosma zblizył się do ostatnich drzwi, i ciągle czuł na plecach oddech tej właśnie osoby, i zrozumiał, że mieszkała w ostatnim mieszkaniu, na ostatnim piętrze, pozostawałoby mu tylko, aby nie sprawić wrażenia domokrażcy lub złodzieja, otworzyć lufcik na dach i rzucić się przez dziesięć pięter, znajdując kres swojego lotu na skwerku przed blokiem. Kosma nigdy, przenigdy nie odważył się postawić nogi na stopniu powyżej piętra na którym mieszkał. Zbiegał teraz na parter, wesoło pogwizdując, śledząc z zaciekawieniem barwne bazgroły, które wykwitły jak grzyb na ścianach klatki w trakcie jego snu zimowego. Krótkie i oszczędne przesłania miłości i nienawiści nawarstwiały się od wielu lat, tworząc rodzaj ekspresjonistycznej kroniki dokumentującej wzajemne animozje i afekty mieszkańców. Napisy z powodu ograniczeń dostępnej przestrzeni stopniowo nachodziły na siebie, co skutkowało rosnącym pomieszaniem pojęć. Coraz trudniej było dociec, kto kogo kochał, kto kogo nienawidził, kto miał najlepsze cycki na całym osiedlu, a kto był kurwą, cwelem, i z kim generalnie nie warto się zadawać. Kosma ze skupieniem wodził opuszkami po ozdobnych tagach i bogato ornamentalnych hasłach, śledząc biografie ich twórców, ich wzloty i upadki, okresy różowe i niebieskie, alkoholowe deliria i narkotyczne traumy. Kiedy na dole otworzyły się drzwi dozorcy z trudem się od nich oderwał, zbiegł z ostatnich sześciu schodków i wyszedł na zewnątrz. Śmiertelna rzeczywistość była przygnębiająco szara i wilgotna, mokry wiatr chlastał raz po raz poły kurtku Kosmy. Wysoka lipa roztaczała słodką woń unoszoną daleko wiatrem. Na dawno nie koszonym skwerku rozpaliły się kwiaty dzikich bratków, czerwonych i fioletowych, ginących w kiściach chwastów, lśniąych perełkami kropel. Kiedy Kosma spojrzał za siebie, zobaczył kaskadę dziesięciu balkonów, spływających kurtyną różnokolorowych pelargonii, nakrytych szczelnie szarymi grożnymi cumulusami. Pobliskie bloki, dawno nie malowane, trzeszczały szczerbatymi rynnami i zwichniętymi szklanymi lufcikami pod guzami ciemnogranatowego tynku. Wszystko było dokładnie takie, jak zapamiętał je Kosma, kiedy zapalał papierosa 6 miesięcy temu. Skręcił w chodnik który wił się między blokami w kleszczach silnego młodego żywopłotu. Chodnik kończył się czterema schodkami wychodzącymi na pętlę tramwajową, za którą rozpoczynały się ogrodki działkowe. Na pętli tramwajowej Kosma kupił komplet dzisiejszych gazet i papierosy. Rozciągnął się na ławeczce nieopodal, i nie bacząc na krople wody rozlewające mu się ciemnymi kleksami na kredowobiałych kartach, przeglądnął strony tytułowe. Premier wygłosił przejmujące expose w wyniku którego, ku zaskoczeniu opozycji, obecnej koalicji, jak również samego siebie, otrzymał votum zaufania na następny rok. W Poznaniu podczas przedsprzedaży książki młodej ambitnej pisarki doszło do rozruchów – trzy osoby zostały ciężko ranne, splądrowano kilkanaście sklepów. Ukazała się autobiografia jednego z kandydatów do fotela prezydenckiego, w wyniku której poparcie dla niego przewyższyło kilkakrotnie poparcie dla reszty pretendentów. Deszcz przybrał na sile, i Kosma zmuszony był przenieśc się z dalszą lekturą pod blaszane zadaszenie kiosku z gazetami. Pobieżnie i bez większego zaangażowania przebiegł wzrokiem nekrologi, zatrzymując się na epitafium malarza Franciszka Ptaka, które bezczelnie zajęło całą jedną stronę. Parę kolumn wstecz wyczytał,…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Czekając na tytuł — czytnik · opowiadania