Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Thriller · 11 min czytania

Czerń

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Było ciemno. Ciemno wszechogarniającą ciemnością. Czerń spowijała wszystko, nie pozostawiając odcieniom szarości nawet kawałeczka przestrzeni. Zachłannie i niepodzielnie panowała, zdawać by się mogło, nad całym światem… Takiej ciemności nie doświadcza się często. Na ogół oczy ludzkie po kilku bądź kilkunastu sekundach zaczynają rozróżniać sprzęty w promieniu pięciu metrów. Mimo to niektórzy mruczą: "egipskie ciemności" i lękliwie zapalają światła. Kiedyś też zaliczałam się do owych tchórzliwych zapalaczy. Dziś już nie. Albowiem poznałam, czym jest prawdziwa ciemność, ciemność absolutna. Czerń. Było ciemno…

…Nie było w tym nic dziwnego. W końcu zbliżała się północ, a ja znajdowałam się na działce. Tutaj nie zagrażał mi nikły blask latarni wpadający przez okna, czy reflektory samochodów świecące w oddali. Nic nie rozpraszało mroku, nawet księżyc i gwiazdy zakryte były chmurami. Siedziałam sobie w ciemności w jednym z przytulnych pokoi domku letniskowego przyjaciół. Byłam sama. Przede mną jaśniał ekran laptopa, kursor migał wyczekująco na wirtualnej, niezapisanej stronie. Właśnie usiadłam, aby napisać horror. Warunki ku temu były wyśmienite. Odludzie, noc i cisza, jeśli nie liczyć popularnej fugi Bacha, która, choć włączona cichutko, budowała nastrój grozy. Dźwięki organów niepokojąco brzmiały mi w uszach, a gotyckie pejzaże majaczyły w mojej wyobraźni, niczym statki-widma w filmach przygodowych. Ręce mi drżały, kiedy wystukiwałam na klawiaturze pierwsze słowa. Trochę z podniecenia, jakie zawsze towarzyszy twórczemu porywowi, a trochę z lęku… Teraz mogę się do tego przyznać: bałam się. Organowe kompozycje Bacha, mrok, świadomość, że w promieniu co najmniej trzystu metrów nie ma żywej duszy, straszliwe wizje w głowie, wszystko to przyprawiało mnie o nerwowe dreszcze. Jakaś cząstka mojej osoby, pragnęła wyłączyć komputer, zapalić lampę, położyć się i poczytać coś odprężającego; jednakże natchnienie i ambicja okazały się silniejsze. Zapału twórczego nie można lekceważyć, każdą jego iskrę trzeba chwytać od razu, gdy tylko się pojawi. Nie można powiedzieć: "Teraz nie mam czasu. Przyjdź później." Wzgardzona wena drugi raz nie przyjdzie, przynajmniej nie w tej samej postaci. Nie raz się o tym przekonałam. Niewykorzystany pomysł tkwi w umyśle twórcy jak wyrzut sumienia, dopóki kolejna wspaniała idea wraz z odpowiednim natchnieniem nie zajmie jego miejsca. Na to jednak trzeba czasem długo czekać. Zignorowałam instynkt i zostałam, coraz bardziej angażując się w opisywaną historię. Prawie nie odrywałam palców od klawiatury. W połowie ósmej strony przerwałam pisanie i tłumiąc ziewnięcie, spojrzałam na pasek narzędzi. Zbliżała się druga. Zazwyczaj w ciągu dwóch godzin nie udawało mi się napisać więcej jak dwie strony. Tamtej nocy moje pisarskie zdolności wzrosły do czterystu procent. Mogłam być z siebie dumna. - Hiperwydajność - powiedziałam na głos z uznaniem. W niczym nie przerywanej ciszy nocy (płyta cd dawno się skończyła), mój głos zabrzmiał dziwnie, jakby nienaturalnie. Rozejrzałam się nerwowo. Monitor laptopa pozwalał mi zobaczyć łóżko i ścianę, znajdujące się za mną oraz domyślać się większości kształtów mebli przede mną. Nie zauważyłam nic podejrzanego. Żadnych duchów czy upiorów, morderców albo złodziei. "A czego się spodziewałaś? - skarciłam się w duchu. - Może nie powinnaś pisywać horrorów, jeśli boisz się własnych wyobrażeń? Zastanów się nad tym. Może w ogóle nie powinnaś pisać?" Żachnęłam się i już miałam zacząć ze sobą polemikę, kiedy na ekranie pojawiła się informacja o słabych bateriach. Po omacku stwierdziłam, że wtyczka znajduje się w kontakcie, a drugi koniec przewodu tkwi w odpowiednim otworze komputera. - Dziwne - szepnęłam i wzdrygnęłam się na dźwięk własnego głosu przerywającego ciszę. Wyraźnie brzmiał w nim lęk. "Twoje baterie również są na wykończeniu. Czas udać się na spoczynek" - pomyślałam żartobliwie, siląc się na spokój. Wtedy monitor zgasł. Zamknęłam laptop i podeszłam do ściany, aby nacisnąć włącznik światła. Lampa u sufitu nie zapaliła się. Zrozumiałam, że musiała nastąpić przerwa w dostawie prądu. Zacisnęłam kurczowo pięści i starając się nie poddawać panice, zrobiłam kilka kroków w stronę niewidocznych w ciemności drewnianych schodów. Wyciągnęłam drżącą rękę przed siebie i wymacałam poręcz. Powolutku, aby się nie przewrócić, wchodziłam na piętro. Kilka godzin wcześniej urządziłam sobie na górze kąt do spania; tam były wszystkie moje rzeczy, w tym duża latarka na baterie. Wiedziałam, że gdy tylko ją włączę, poczuję się dużo lepiej. Wsunę się w śpiwór, poczytam pogodną książkę i moje nerwy ulegną rozprężeniu. Byle tylko pokonać schody i dwa metry korytarza, dzielące mnie od bezpiecznego schronienia. Byłam w połowie drogi, kiedy uświadomiłam sobie ze zdumieniem i przerażeniem, że panująca wokół ciemność jeszcze bardziej zgęstniała, zarysy kształtów znikły, zupełnie jakbym nagle zapadła na kurzą ślepotę. Kręciłam głową w obie strony, rozpaczliwie starając się zobaczyć cokolwiek, przebić czarną materię spowijającą wszystko. Na próżno. Przystanęłam obezwładniona wzmagającym się lękiem. Próbowałam iść…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Czerń — czytnik · opowiadania