Fantasy · 9 min czytania
Czerwona Góra - cz. I
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
{i}"Nic nie jest tym, czym się wydaje na pierwszy rzut oka. Poczekaj, aż wytrzeźwiejesz i przyglądnij się
drugi raz, dokładniej."{/i} - {b}Warrdi Wiecznie Szukający{/b}{/i}
"Złe czasy, drodzy synowie, jak najbardziej złe. Nie dla herosów ani wielkich wojowników rodem z najwspanialszych sag, lecz właśnie dla tych podłych i zepsutych, a jednocześnie przebiegłych i rozumnych.
Każdy, kto spróbuje kierować się tu zasadami honoru i sprawiedliwością, ten padnie prędzej czy później, a wtedy już nie jego sława i miejsce w Wielkiej Księdze, a co najwyżej urna i pół kufla za godny spoczynek. Nie trzeba nam przegranych czy też zdradliwych. Tu trzeba kogoś z rozumem, ale i instynktem dzikiego zwierza, polującego w ciemności na struchlałą ofiarę. Trzeba wiedzieć, kiedy się wycofać, by wrócić i skoczyć do gardła, nie znając litości, porzucając wszelką łaskę i miłosierdzie. Bo jeśli okażesz słabość, to podpisujesz jednocześnie na siebie wyrok. Wyrok natomiast oznacza oczekującą na ciebie śmierć. A kto padnie, temu nie chwała, a co najwyżej odrobina szacunku i chwila zadumy. Bo oto już trzeba chwytać za młot i ruszać dalej.
Część 22 / 2
Wyrównać szereg i odbębnić dwie zwrotki "Krwawego Młota". Poprawić chwyt i strząsnąć pot. By znów ruszyć, walczyć. By znów grzebać kolejne truchła. Obok siebie leżeć będą i cham, i zacny, i weteran, i krótkobrody, i bogacz, i łajza. A Ciemność nie zna litości, jak chwyci, to zarżnie niczym świnię. Potem obedrze ze skóry i zawiesi na haku, by obdzierać go po kawałku, delektować się cudzymi uczuciami oraz honorem. Bo własnego nie ma i mieć nie będzie.
No podajże coś, Borrik, bo mi już w gardle zaschło."
Tak, mąż to zacny, bez dwóch zdań. Nie boi się nikogo ani niczego. Przez pół gęby szrama, ślepy już na oboje oczu, a jęzor wisi smętnie na wierzchu, spuchnięty od epickich wręcz ilości spożytego samogonu. Ale nigdy nie przesadzał, co to, to nie. Z resztą, czy ktoś kiedykolwiek przesadził? Nie ma wszak ilości zbyt dużych; są tylko takie, które co najwyżej gnębią umysł i tępią zmysły przez kilka kolejnych wschodów. A wiem co mówię, choć to ledwie kilka dekad, ale pochodzenie i ciążace z racji tego na mnie brzemię zobowiązuje. A brzemię ciężkie to niesłychanie, jak diabli. Czasem zastanawiam się dlaczego to akurat ja jestem pierwszym. Jakież to szczęście być choćby drugim czy trzecim, wszak to pierworodny zawsze ma to wielkie zadanie do wykonania. Łeb, i to największy, jaki się znajdzie, a najlepiej taki, który po jednym łupnięciu nie rozwali się od razu na kawałki, a będzie mógł wisieć sobie spokojnie u wrót, nie śmierdząc mokrym ogrem po każdym deszczowym dniu. Taka tradycja, a tradycji przerwać nie wolno. Prędzej bym się zgolił i przeszedł na kolanach wysypaną kamieniami drogę do świątyni Harad-Dum, wylewając co milę ćwierć... no, kroplę... cholera, to za dużo.. W każdym razie teraz padło na mnie. Jestem już chyba niedaleko wschodniego wzgórza, bo słychać wycia i głośne odgłosy ostrzenia broni o skały. To oczywiście "Gorrai", najważniejsze w roku święto wszystkich wojowników i łowców, po raz ostatni święcących swoje olbrzymie, runiczne topory, rycząc przy tym jak stado rozochoconych niedźwiedzi. Znałem kiedyś jednego z nich - kompletny wariat i degenerat. W okresie wytoczenia z każdego browaru na ulicy zwyczajowej beczki piwa, dostepnej dla każdego przechodzącego, czym prędzej biegł właśnie tutaj, na wschodnie wzgórza, i zatykał uszy, nie chcąc słyszeć tego, co się dzieje w siedzibie. Podobno mu to bardzo szkodziło - gorzałka, znaczy się. Ale, kto mu tam by uwierzył, wykręcał się po prostu. Chodziły słuchy, że jego ojciec nie był jednym z nas, tylko jakimś dziwnym odmieńcem, nijak do reszty niepodobnym. A on taki sam. Podobno w końcu kiedyś wyszedł tak i już nie wrócił. Może i słusznie, bo tu nie pasował. Ojczulek gadał mi coś jeszcze na ucho o Ciemności, że muszę się jej wystrzegać i tak dalej. Od niedawna bowiem zaczyna się dziać wokół Gered-Gum coś dziwnego. Góra jak góra, nic niezwykłego na pierwszy rzut oka. Ale to właśnie stąd zaczęło się roztaczać to diabelstwo. Podobno nawet w sąsiednich prowincjach jest już to samo. Ani jednej gwiazdy, jedynie wszechogarniający mrok. Dla mnie i moich braci to nie problem, wystarczy…