Inne · 4 min czytania
Czerwona M.
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Czerwona M.
Szedłem szybko. Pogoda była paskudna, ludzie opatuleni w swoje płaszcze szli do domów. Ściemniało się. Skręciłem w główną ulicę i tam ją zobaczyłem. Stała przed przejściem dla pieszych mimo, że światło było zielone i inni ludzie przechodzili. Zwolniłem kroku i patrzyłem na nią. Nie było w niej nic szczególnego, poza tym, że nie śpieszyła się. Podszedłem bliżej – tak czy inaczej musiałem przejść przez te pasy, aby dotrzeć do domu. Gdy ją mijałem podniosła rękę tak, że zagrodziła mi przejście. Nie wiedziałem czemu tak się dzieje. Wiedziałem jednak, że coś stało się we mnie. Ze mną. Jakbym stracił świadomość... Wszystko wokół zwolniło. Przynajmniej tak mi się wydawało. Ucichło. Słyszałem jedynie głos jakiejś kobiety. Dziwny głos, w którym mieszał się paniczny lęk i bezsilność. - Niech ktoś złapie wózek! Błagam! Ale nikt nie reagował. Dopiero po chwili zobaczyłem po środku ulicy dziecięcy wózek na 4 kółkach. Pędził. Widziałem podobną scenę w jakimś filmie, ale wtedy nie skojarzyłem nawet tego. Mogłem tylko patrzyć. Czułem dziwny zapach. Później dowiedziałem się, że to był zapach strachu. Czułem jej przerażenie na swojej skórze. Każda komórka mojego ciała czuła jej przerażenie. Kobieta biegła, ale nie miała najmniejszych szans złapać toczącego się wprost do zatoki wózka z dzieckiem. Wszystko to przesunęło się przed moimi oczami, zniknęło za ciężarówką, a potem usłyszałem plusk i rozpaczliwy krzyk kobiety. Uchwyciłem porozumiewawcze spojrzenie dziewczyny, która stała obok. Wszystko wróciło do normy – samochody odzyskały normalne tępo, ludzie znów biegli przez ulicę. Patrzyłem pytająco na towarzyszkę, a ona uśmiechnęła się tylko i ruszyła przed siebie.…