Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Przyjaźń · 5 min czytania

Czerwona sukienka

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Weszłam do pokoju i rozejrzałam się uważnie. Mimo panującego półmroku dostrzegłam wysokie regały naprzeciw okien, w całości zniszczone, z rozpadającymi się półkami. Wciągnęłam znajome powietrze smakujące kurzem i westchnęłam głęboko. Dziwnie było wrócić tu po tylu latach. Walizkę postawiłam na podłodze i po omacku poszukałam kontaktu. Pokój zalało sztuczne, żółtawe światło, ukazując prawdziwy stan miejsca moich wielokrotnych powrotów. Kurz był absolutnie wszędzie: na półkach, łóżku, krzesłach. Syf, kiła i mogiła. Lata sprzątania, hektolitry wody i środków czyszczących i może uda się tu zamieszkać. I tak nie miałam wyboru, więc z miną cierpiętnicy związałam włosy na karku. Uważając, by nie wpaść w żadną pajęczynę, zgarnęłam ręcznik i mydło z walizki i przedarłam się do kuchni, czy raczej tego, co z niej zostało. Kran wystający ze ściany, pod nim zmurszałe wiadro od mopa. Obietnica miłej pani administrator, że woda na pewno jest w kranach, podnosiła mnie nieco na duchu. Po walce z opornym kranem, chlusnął z niego strumień wody. Z westchnieniem włożyłam pod zimną wodę ręcznik i rozpoczęłam proces odbudowy swojego życia.

To było tydzień temu. Dziś siedzę w Coffee Heaven i wystawiam twarz na kojące działanie pierwszych promieni słońca. Moje mieszkanie, zamienione w ruinę przez ostatnie kilka lat, stoi puste i wietrzy się po malowaniu. Moi przyjaciele stanęli na wysokości zadania: pojawili się następnego dnia po moim powrocie, jakby tylko na to czekali. Ruda przyszła uzbrojona w parownik do czyszczenia, szmaty i ścierki, Jarek przytachał dwie siaty proszków, płynów i innych dziwnych rzeczy do mycia, a Tomek wspaniałomyślnie pożyczył mi drabinę. Młoda też przyjechała, z kebabami dla wszystkich i dobrą nowiną, że zaliczyła sesję. Gdy chłopcy próbowali pozbyć się pajęczyn spod sufitów, my poszłyśmy wynieść śmieci i syf znaleziony w mieszkaniu: spleśniałe koce, substancje pochodzenia organicznego (tak myślę, wydawały się inteligentne) i kilka niepełnosprawnych lalek. Wszystko, co porzuciłam, wyprowadzając się z Warszawy.

Wszyscy dzielnie mi pomagali przez cały tydzień w doprowadzaniu ruiny do stanu mieszkalnego i nikt nie zadawał trudnych pytań: dlaczego wyjechałaś?, dlaczego wróciłaś? i tym podobnych, na które nie chcę odpowiadać, przynajmniej na razie. Chwilowo nocuję u Rudej, jutro jadę do Ikei z Jarkiem, kupić kilka mebli i będę się wprowadzać.

Teraz siedzę z kawą i czekam. Wiem, że niedługo przyjdzie. Musi, sama sobie z tym…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Czerwona sukienka — czytnik · opowiadania