Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Zbrodnia · 45 min czytania

CZERWONA WSTAZKA

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

CZERWONA WSTAZKA

1

Od północy zasiekał drobny, przenikliwie zimny kapuśniak. Uwalniał się z ciężkich jak smolny dym chmur, sunących tak nisko, że zdawało się, że mogą zahaczyć o widoczną stąd wieżę kościoła. Staremu Fornolowi pozostało już tylko kilka mocnych pchnięć szpadla by osiągnąć wymaganą głębokość. Potem tylko łopatą wybrać poluzowany piach, wyrzucić go wysoko nad głową i najcięższą robotę miałby już za sobą. Dzielił robotę z grubsza na ciężką czyli nieprzyjemną i męczącą, kosztującą go dużo energii oraz na „zabawę”, czyli prace najczęściej wykończeniowe i nie wymagające mobilizacji wielu sił. Zasypywania grobu po pogrzebie nie zaliczał już do ciężkich prac.

Nie był już najmłodszy, często myślał nad tym by rzucić tym wszystkim, zimne poranki spędzać w łóżku lub w fotelu przykryty kocem, z książką lub krzyżówką w ręku.

Ale nie bardzo mógł sobie poradzić z tą perspektywą fizycznej bezczynności. A poza tym to tak jakby zdradzał tych wszystkich dopiero co umarłych i tych co w krótkim czasie do nich dołączą, odmawiając im ostatniej posługi. Przecież on tak jak ksiądz proboszcz spieszący do umierającego z olejkami i wodą święconą, należy do tych z którymi zmarły załatwia ostatnie interesy na ziemi. Nie, mimo reumatyzmu, goścca i paru innych utrapień ciała nie potrafił oddać łopaty w inne, młodsze ręce. Co prawda już od dość dawna znajdywał zawsze kogoś do pomocy ale jeśli w jakimkolwiek kręgu rozmowa toczyła się na temat grabarza to tylko jego miano na myśli. – Chyba będę tak długo kopał aż kiedyś nie dam rady wyjść z dołu i wtedy tylko mnie przysypiecie w moim własnoręcznie wykopanym grobie – prorokował często w gospodzie po kilku kuflach.

Dzisiejszego poranka wilgoć i zimno szczególnie dawały mu się we znaki. Bolały go ramiona i plecy, czuł, ze woda dostawała się do gumiaków i stopy zaczynały mu drętwieć. Zaklął ostro ale zaraz się zmityngował i uczynił dwukrotnie znak krzyża. Dziękował Bogu, że jego cmentarz to tylko żółte piachy pokryte cieniutką wartewką czarnej ziemi. Rzadko zahaczał łopatą o okrągły kamień. Bywał w odwiedzinach u swego syna w Westfalii w Niemczech i często podczas spacerów zatrzymywał się przy płocie cmentarnym w miasteczku gdzie mieszkał i obserwowal pracę tamtejszych grabarzy. Łopat używali rzadko; mała, zwrotna koparka uwijała się zawste między grobami. Pracowali na bardzo ciężkim i skalistym terenie. Nie mógł wyobrazić sobie jak tam kopano groby przed wynalezieniem koparki.

Ale i on, z tym grobem, w którym właśnie pracował, namordował się wczoraj niemiłosiernie. Kopali go przy samym płocie od strony lasku; grube korzenie sosen oplatały wybrane miejsce i musieli - już nie pamiętał kiedy robił to ostatnim razem - wspomagać się w górnej warstwie siekierą. Zaczęli wczoraj we dwójkę. Skowronek, dużo młodszy od niego, mocny jak koń i z jeszcze mocniejszą głową towarzysz do kufla, wykonał za niego najcięższą robotę. Obiecał przyjść dzisiaj pomóc ustawić podest wokół grobu i właściwie już powinien tu być. Fornol teraz tylko „bawił się w piasku” – jak mawiał. Nie spieszył się - pogrzeb dopiero jutro, lubił mieć dużo czasu.

Wyjął paczkę „popularnych” z bocznej kieszeni drelichowej bluzy, zapalił i z wielką rozkoszą inhalował niebieski dym. Na ewentualne pozostałości po dawnych pochówkach nie musiał uważać - według ksiąg i planów cmentarnych nigdy jeszcze tutaj nie chowano. Zdarzało mu się często, kopiąc na - to znowu jego określenie - „zaludnionej” części cmentarza, znajdować resztki szkieletów ludzkich, spróchniałe deski i zardzewiałe okucia trumienne. Zbierał je zawsze bardzo starannie i składał w wykopanym na dnie grobu dołku przysypując piaskiem.

Tym razem nie spodziewał się żadnej – jak mawiał - „archeologii”.

Ostatnie łopaty piachu na zewnątrz i Fornol zaczął wyrównywać szpadlem dolne ściany grobu a odpadający piasek udeptywać na dnie. Prawa strona była gotowa, lewa wymagała tylko przy samym dnie kilku poprawek. Stary prowadził szpadel równając dół ściany kiedy nagle wydłubał się, jak rodzynek z ciasta. podłużny kamień. Już chciał wdeptać go w podłoże ale zaciekawił go jego nietypowy kształt. Schylił się i jeszcze przed wzięciem go do ręki zauważył, że to nie kamień tylko ludzka kość. - Przecież tu jeszcze nikogo nie chowano - przeleciało mu od razu przez głowę.

Za jego czasów, jak daleko tylko mógł sięgnąć pamięcią wstecz nie było w tym paśmie cmen-

tarza pod płotem nigdy grobów. Nie było takiej potrzeby. Cmentarz był duży i chociaż służył

trzem wsiom to jednak tak daleko do tej pory nigdy nie grzebano. Dopiero teraz przybyło gro-

bów na tyle, że przyszła kolej i na tę część. Fornol pociągnął szpadlem jeszcze raz i od razu napotkał na opór. Dla niego ludzkie kości to nic szczególnego ale teraz przeleciał po nim lekki dreszcz: tutaj ich być nie powinno! Odłożył szpadel i wyszedł po drabinie z dołu. W torbie z narzędziami stojącej obok roweru opartego o płot wyszukal kielnię murarską i duży, zardzewiały śrubokręt; tymi przyrządami szukał zawsze resztek ludzkich gdy się ich podczas kopania na przepisowej głębokości spodziewał. Nie znosił łamania łopatą lub szpadlem zachowanych kości. - Nikt sobie na to nie zasłużył by po tylu latach po śmierci skręcano mu łopatą jeszcze raz kark – mawiał kiedy pytano go o przeznaczenie tych narzędzi.

Przestało padać ale gęsta wilgoć okrakiem siadła nad ziemią. Fornol zdjął nieprzemakałną kurtkę i powiesił na rowerze. Zrobiło mu się gorąco ale nie mógł powiedziec czy od wyrzu- cania piachu czy też z powodu znaleziska. Będąc znowu w grobie zaczął kielnią zbierać piasek znad miejsca gdzie zadźwięczał przedtem szpadel. Już po kilku ruchach rozpoznał, ze miejsce to przykryte było grubą na ok 5 cm kamienną płytą, położoną prawie równolegle do ściany kopanego grobu. Fornol wstał z klęczek, rozejrzał się pobieżnie po piaszczystych ścianach ale nie znajdując tam żadnych szczegółów wyjaśniających pochodzenia jego odkrycia, pochylił się znowu nad płytą, zdrapując dalej piach. Im głębiej wgryzał się kielnią w ścianę grobu tym większe było niebezpieczeństwo osunięcia się piaszczystego nawisu. Wstał ponownie i łopatą zaczął ociosywać ścianę.

U góry dały się słyszeć odgłosy krzątania. Metaliczny dźwięk mówił mu, że ktoś opierał rower o jeden z kamieni nagrobnych stojących w sąsiednim rzędzie.

Skowronek stanął nad dołem.

- Dobry – powiedział – nie mogłem prędzej bo stara kazała mi jeszcze wyczyścić budki królikom. Nie były czyszczone całą zimę i.....

Fornol przerwał mu ruchem ręki drugą wskazując w dół grobu.

- Co jest?

- Właź i zobacz sam.

Po chwili Skowronek obmacywał bardzo dokładnie płytę.

- Tak to znalazłeś jak to jest?

- A ty co? Myślisz, że ja ją tu wtachałem? Pod płytą są kości, jedną już wydłubałem, o tu – podał mu wilgotny i zapiaszczony przedmiot.

- No kość.

- Kość, kość! Przecież mówię! Ale patrz gdzie ją znalazłem! – stary wskazał butem miejsce pod płytą.

- Mówiłeś, że tu jeszcze nigdy nie chowali.

- Do dzisiaj tak myślałem. Zresztą proboszcz też tak twierdzi – stary był wyraźnie podniecony.

Kilka chwil stali tak obydwaj, bezradni i zdziwieni, nijak nie znajdując nawet najbardziej fantastycznego - ale w jakiś sposób do zaakceptowania - wyjaśnienia tego co widzą.

- I co robimy? – przerwał wreszcie Skowronek. Zapalił papierosa i postawił stopę na szczeblu drabiny, łokciem opierając się o kolano.

- Nic – odparł Fornol – zasypiemy i po sprawie. Nikt nie zauważy, że coś jest w ścianie.

Znowu chwila milczenia gdy nagle Skowronek zaczął przesuwać szybko dłoną po podbródku co było prawie zawsze oznaką, że z czymś się nie zgadza, lub że coś wymyślił.

- No niby tak, ale jak będziemy kiedyś kopać po sąsiedzku to znowu na to wdepniemy. Nie lepiej teraz to wyciągnąć, kości do dołka, zakopać w tym grobie i po sprawie? Przecież pogrzeb dopiero jutro, mamy czas.

Miał rację. Fornol przyznał w duchu, że Skowronek jak był trzeźwy to logicznie myślał. Nie od razu jednak zgodził się z jego zdaniem. Nie chciał poddawać własnego autorytetu doświadczonego grabarza pod dyskusję. Przyoblekal twarz w różne miny, które miały przekonać kumpla, że rozpatruje jeszcze i inne ewentualnosci. Takowych jednak nie było. Skowronek miał po prostu racje.

- Dobra – zgodził się wreszcie - wyciągniemy płytę ze ściany i położymy na dnie grobu. Przysypie się piaskiem, nie będzie nic widać.

Okazało się, że płyta była mniej więcej w połowie skośnie pęknięta. Ułatwiło to podniesienie jej i wysunięcie z odsłoniętej niszy bez przesuwania jej po podlożu co niechybnie zdemolowało- by ewentualne przedmioty leżące po płytą. Po przeniesieniu obu polówek ukazał się grabarzom zaskakujący obraz: skulony ludzki szkielet, dobrze zachowany, ułożony na boku, z rękami wykręconymi do tyłu i głową skierowaną w dół ziemi. Stary dolożył przedtem znaleziony piszczel w miejsce anatomicznie mu się należne i oparł się o przeciwle- głą ścianę grobu.

- Wygląda jakby niedługo leżał w ziemi, prawie wszystkie kości na miejscu, w dobrym stanie - Fornol nachlił się nad znaleziskiem.

- No ale jak niedługo? – Skowronek rozłożył ręce - Co ty ślepy? Korzenie grubsze od ramion a i ziemia nigdy nietknięta łopatą – zatoczył prawą ręką wkoło. - Chociaż nie! Stop! - Stanął obok Fornola i zaczał wzrokiem bardzo dokładnie badać ścianę. – Nie, nie. O tu i tu, widzisz? – przesuwał zygzakowato palcem po ścianie wdłuż tylko jemu widocznych linii. - Tu ktoś już kopał! No przecież musiało być kopane bo jak te kości by tu, no tego, trafiły?

Teraz i Fornol zauważył we wskazanych miejscach ledwo uchwytne jego starym okiem różnice w kolorze piachu.

Bo tak naprawde, nawet jeśli wydaje się, tak jak tutaj, że piasek jest strukturalnie jednolity i w tym samym kolorze, to jednak wprawne oko zawsze wychwyci warstwy o różnej grubości i, choćby bardzo lekkich, przebarwieniach. Jeśli wykopie się w ziemi dół a potem się go znowu zasypie to na zawsze pozostanie już ślad. Nigdy nie uda się odtworzyć warstw tak jakie były przedtem. Dla grabarza to chleb powszedni. Fornol nie zauważył tego gdyż zakładał, że to dziewiczy teren, nieruszany jeszcze łopatą i ta sugestia sprawiła, że nie dość dokładnie przyglądał się ziemi. No i nie założył okularów. Wstyd mu było, że to umknęło jego uwadze.

- Jadę do księdza, za chwilę kończy mszę. Musimy mu to pokazać, może będzie wiedział o co chodzi. – Fornol wyszedł na powierzchnię. – Acha, a ty nie uciekaj na piwo, zaraz będę z powrotem.

- Ale pomału, zaczekaj – Skowronek jakby sobie coś przypomniał i też wyszedł z dołu – Pojedziesz do księdza i co? Opowiesz mu, że znaleźliśmy szkielet? Takie coś to normalne. Na cmentarzu zawsze będzie się wykopywało kości.

- Ale nie tak jak te! Mówię ci tu nie powinno być żadnego szkieletu a już na pewno nie tak leżącego jak ten! Ja, stary, różne rzeczy już odkopywałem ale czegoś podobnego jeszcze nie widziałem. No przyjrzyj się jeszcze raz jak ten nieszczęśnik leży! I do tego jeszcze ta cholerna płyta! Nie Paweł, nie możemy tego tak zostawić - Fornol zaczął przestępować z nogi na nogę, kręcić się wokół własnej osi, wkładać i wyjmować ręce z kieszeni.

- Uspokój się się Karlik – Skowronek przejął inicjatywę. - Pomyślmy pomału. Zawołasz proboszcza, ten obejrzy sobie to wszystko i jak myślisz co zrobi? Powiem ci: zawoła policję. Jak zobaczy tego tutaj na dole z rękami wykręconymi do tyłu to nie będzie się zastanawiał ani minuty, gwarantuję ci to. Zjadą się zaraz jacyś gnoje. Zrobi się szum, ludzi się nazlatuje, sensacja na cały powiat. Pewniakiem przyjadą też zaraz te kutasy z gazety, narobią nam zdjęć, naplotą głupot i tyle po naszym spokoju. Będą nas włóczyć po urzędach i Bóg jeden wie gdzie jeszcze. Chcesz tego? Bo ja nie! A jako pierwsze to każą nam wykopać nowy grób bo ten oczywiście zaraz zabezpieczą. Będziemy ryć dzisiaj do nocy! Ani mi się śni! Jak chcesz to jedź ale nie mów, że ja tu byłem.

Fornol nie pomyślał o tym, że to może rozwinąć się tak jak to widział Skowronek. Ale musiał przyznać mu znowu racje: tak sie może zdarzyć. Wtedy naprawde koniec ze spokojem, który tak lubił, koniec z piwkiem przy pracy. Będą patrzeć im na ręce jakby to oni osobiście mieli coś z tym wspólnego.

- Kurwa mać – wyjął z torby dwie puszki tyskiego i jedna podał Skowronkowi – masz racje, jak się to rozdmucha to koniec. Temu na dole to zupełnie obojętnie. Zaszkodzimy sobie tylko.

Skowronek z widoczną rozkoszą robił małe łyczki. Raczej rzadko udawało mu się przekony-

wać Fornola do swoich racji. Stary bywał uparty a poza tym dużo wiedział, czytał dużo, rozwiązywał krzyżówki a i świata ostatnimi laty zwiedził niemało. Co roku wyjeżdżał na parę tygodni do syna w Niemczech i razem obejrzeli już trochę Europy. Dzisiaj udało się Skowronkowi już drugi raz pokazać staremu, że on też potrafi pomyśleć, że ma wyobraźnię, i że należy zawsze liczyć się z jego zdaniem. Tyskie smakowało mu teraz jak rzadko kiedy.

- Karol, przecież widzisz te korzenie grubsze od ramienia, nikt mi nie powie, że te drzewa stoją tu dopiero dziesięć lat.

- Nie, te sosny są dużo starsze ode mnie – zgodził się stary.

- No właśnie, czyli ten biedak tam na dole leży tu już conajmniej siedemdziesiąt lat.

- Conajmniej.

- Co jemu da policja, ksiądz, i cały ten ruch wokół? Leżał se tu tyle lat w spokoju to nich se dalej leży. Jak się tu dostał to też chciałbym wiedzieć ale pomóc mu już nie pomożemy.

Fornol pokiwał głową i pociągnął większy łyk z puszki. Wyjął paczkę papierosy i poczęstował kompana. Na niebie pokazało się blade ledwo widoczne przez chmury słońce.

- Zbierzemy kostki do kupy i zakopiemy pod płytą w tym grobie, tak jak zawsze, co? – podjął ostateczną decyzję Skowronek, chociaż to nie on tutaj dowodził - Gówno kogoś obchodzi cośmy wykopali.

Fornol nie odpowiedział od razu, jakby się nad czymś jeszcze zastanawiał.

- Dobra – skinął wreszcie głową - ale potem trzeba będzie zalepić jakoś tę dziure w ścianie, tak tego nie możemy zostawić.

- Zrobi się. Wiesz Karol, najbardziej to mi siedzi w głowie ta płyta. Po co ona? Nigdy o czymś podobnym nie słyszałem? – Skowronek szukał w pamięci jakiś punktów, które pomogłyby mu uporać się z tym problemem. Niczego nie znalazł. – Mam pomysł, co byś powiedział na to gdybyśmy to sfotografowali, tak na wszelki wypadek?

- Ale po co?

- No nigdy nic nie wiadomo. A w końcu chociażby na pamiątkę, że coś takiego

się wykopało. Nie będziemy tego nikomu pokazywać, broń Boże, ale tak tylko dla nas. Co ty na to?

- Ee, mnie tam obojętne, chcesz to to fotografuj ale się pośpiesz bo jeszcze nam tu ktoś wdepnie. Pogoda się poprawia zaraz ktoś tu może przyjść.

- To tylko moment, zaraz będę z powrotem.

Skowronek szybko poprowadził rower do głównego ganka. Po chwili pędził już główną ulicą w kierunku wsi.

Fornol podszedł do wykopanego dołu. Połówki płyty leżące na dnie zaczęły obsychać. Przyglądał im się z góry bardzo dokładnie. Też nie mógł pojąć przeznaczenia tego kamienia.

Wygląda na to, że Skowronek miał racje: kamień położono bezpośrednio na zwłokach. Nic nie wskazuje na to, że te leżały kiedyś w trumnie. Przy takim układzie szkieletu jak ten na dole, trumna musiałaby mieć kształt raczej kwadratowy niż klasyczny. Nigdy nie spotkał się z taką praktyką. A najdziwniejsze w tym wszystkim było to, że po tylu latach od pochówka – zakładając, że minęło naprawde tyle lat na ile wskazują korzenie drzew – kości były w tak dobrym stanie. Nie znaczy to, że to było niemożliwe, zdarzało mu się wykopywać od czasu do czasu dobrze zachowane resztki ludzkie i to w miejscach bardzo starych pochówków, ale szkieletu w tak dobrym stanie dawno już nie widział. Czuł, że ewentualne wyjaśnienie leży w tej kamiennej płycie. Zszedł jeszcze raz do grobu, założył okulary i bardzo dokłanie zaczął badać obie połówki. Nie znalazł niczego szczególnego. Już chciał wychodzić na powierzchnie bo wydawało mu się, że usłyszał jakieś odgłosy, zapewne Skowronek wrócił, kiedy przyszło mu na myśl by odwrócić płytę. Po wyciągnięciu jej z niszy położyli ją tak jak leżała na kościach. Przewrócił teraz obie połówki na drugą stronę, resztki piasku, które przylgnęły do powierzchni zgarnął dłonią. Zauważył kilka niewyraźnych, zaokrąglonych linii, trudno było tak od razu powiedzieć czy były to naturalne rysy czy też wytwór rąk ludzkich. Kamień i po tej stronie był tylko ciosany, niegładzony. W tym momencie Skowronek zszedł też na dół.

- Mam – powiedział – musiałem tylko wymienić baterie bo dioda z lamy błyskowej już nie świeciła. – Pokazał staremu tani aparat. – Zwykły taki ale robi dobre zdjęcia – dodał.

Odsłonił obiektyw, skierował na leżący szkielet i błysnął fleszem.

- Paweł, zobacz no tę płytę, obróciłem ją na drugą stronę i tak jakby coś na niej było. A może mi się tylko wydaje. Masz lepsze oczy. – Fornol wstał z klęczek i zrobił miejsce Skowronkowi. – Przyniosę zmiotkę i szmatę, mam w torbie, trzeba wytrzeć do sucha, lepiej będzie widać.

Wyszedł z grobu i po chwili rzucił Skowronkowi wymienione rzeczy.

- Faktycznie, tu coś pisze – odparł tamten po chwili – poczekamy moment aż przeschnie. Acha, kupiłem cztery piwa, są w torbie na rowerze, otwórz dwa, zaraz wychodzę.

Zrobił jeszcze dwa zdjęcia z różnych kątów i wyszedł na powierzchnię.

- Masz rację, coś tam jest wydrapane, jakby litery albo cyfry, poczekamy, zaraz będzie to lepiej widać.

Pociągnęli kilka zdrowych łyków z puszek, zapalili papierosy i obserwowali główną bramę. Kilka kobiet kręciło się już między grobami.

- Musimy się pospieszyć, ludzie się schodzą, jeszcze komuś wpadnie na myśl by tu zaglądnąć.

Fornol obejrzał się na wszystkie strony.

- Dobra, schodzimy.

Znaki wyryte na kamieniu były ułożone w czterech poziomych rzędach. Pod nimi od razu mogli odcyfrować liczbę 1798. Powierzchnia płyty obeschła na tyle, że stała się wyraźnie jaśniejsza od wszystkich wgłębień i rys, które zachowały jeszcze resztki wilgoci. Trafili na najlepszy moment by spróbować odczytać wyskrobane ostrym narzędziem litery. Ogłądali napis ze wszystkich stron ale nie potrafili rozpoznać tych znaków.

- Nie znam tych liter, nie wiem co tu napisane. Jakby coś po rusku czy po jakiemuś, „i” rozpoznaję bez problemu, o tu, tu, i tu – Fornol wskazywał palcem znaki na płycie – „e” i duże „U” ale z resztą to nie dam rady. A to wygląda mi na „a”, ale wszystkie jakieś takie ozdobne i zawijane. – Fornol był zawiedziony i zniecierpliwony. – Zrób zdjęcie napisu ale z bliska. Ta cyfra to chyba rok ale reszta to czarna magia.

- Ee, po rusku chyba to nie jest, pamiętam jeszcze litery ze szkoły ale tych to nie znam – Skowronek przysunął się z aparatem tak blisko, że mógł w wizjerze wyraźnie widzieć napis. Po każdym pstryknięciu migawką zmieniał nieznacznie odległość od płyty, chciał dokładnie trafić na idealną odległość. Zrobił pięć zdjęć.

Stary nagle zaśmiał się głośno i klepnął się dłonią w czoło - A ja głupi widziałem w tym ruskie litery. To przecież litery gotyckie! No jasne, tak wtedy pisano w Prusach - Stary wyjął z kieszeni wyświechtany notes, wertował w nim jakąś chwilę aż znalazł czystą kartkę i krótkim ołówkiem zaczął przepisywać napis.

- W Prusach?

- A ty jak myślisz, kto tu miał do powiedzenia dwieście lat temu? Sląsk był w Pruskich rękach.

- W Pruskich czyli Niemieckich?

- Jasne. To jest po niemiecku. Znam niemiecki ale nie potrafię tego cholera przeczytać! – Fornol nie mógł już spokojnie ustać w miejscu.

- Pokażemy to mojej omie*, chodziła na długo przed wojną do niemieckiej szkoły, może da temu radę – Skowronek też zaczynał się zapalać.

- Jak to jej pokażesz? Co, przyprowadzisz ją tu? – Fornol uśmiechał się pod nosem..

- Ach! Zdjęcie jej pokażę. Ale teraz zasypujemy bo jeszcze kurwa ktoś tu wlizie. I to zaraz! Zdjęcia mamy, nie ma się co zastanawiać.

Wziął do rąk szpadel i po oparciu połówki z napisem o ścianę grobu zaczął kopać niewelki dołek.

- Co zbieramy kostki?

Fornol skinął głową i pomógł mu w przenoszeniu kości do wykopanego dołka. Zbierał po kilka do ręki, podnosił niekiedy na wysokość oczu, oglądał dokładnie a następnie delikatnie układał na dnie. Kiedy wszystkie szczątki przenieśli w wybrane miejsce, przysypali je piachem i przykryli płytą.

- Idę do góry i zrzucę troche piachu a ty wypełnij tę lukę, ile się da – Fornol wspiął się szybko na powierzchnię. Słońce, które już na dobre uwolniło się z chmur zdążyło osuszyć lekko cienką warstewkę na wierzchu hałd.

Skowronek rzucał pach tak długo do niszy aż ten w końcu zaczął wysypywać się z powrotem do grobu.

- Starczy – krzyknął temu na górze – więcej nie wejdzie, już jest dobrze.

Uklepali ścianę tak, że nikt nie powinien się domyślić, że coś z niej wydobyli.

Następnie szybko uwinęli się z podestem wokół grobu.

Poskładali narzędzia w kaplicy cmentarnej i wychodzili z cmentarza, prowadząc rowery obok siebie. Przed brama zatrzymali się na krótko.

- O kórej przyjdziesz do knajpy? – zapytał Skowronek na odchodnym.

- Nie wiem czy w ogóle pójdę, coś mi chodzi po kościach, napiję się w domu grzanego piwa z miodem i cytryną, i obejrzę jakiś film. Właściwie niczego już mi się dzisiaj nie chce.

Pożegnali się i rozjechali, każdy w swoją stronę.

2

Fornol siedział wygodnie w swoim głębokim fotelu. Mocna lampa stojąca obok, oświetlała izbę. W piecu buzował ogień i wokół rozchodził się zapach herbaty ziołowej zaparzonej przed chwilą. Na stoliku przysuniętym do fotela leżało kilka otwartych książek i notes Fornola, który ten nosił zawsze ze sobą.

Fornol uporał się z napisem z płyty znalezionej w grobie bardzo szybko. Znalazł na półce z ksiażkami kilka pożółkłych, starych powieści niemieckich drukowanych gotycką czcionką. Nie znał tych liter więc nigdy nie sięgał po te książki. Nieraz już przychodziło mu na myśl by je komuś podarować lub po prostu wynieść na strych. Ale teraz przydały się. Pomogły mu w szybkim odczytaniu tych kilku cmentarnych słów, ktore zanotował w notesie. Wyszukiwał w książkach krótkie słowa, w odczytaniu których nie miał problemu, zawierające nie znane mu litery z płyty. Dla pewności wybierał po kilka słów, których znaczenia był w stu procentach pewien. Tym sposobem odnajdywał i rozszyfrowywał każdą literę a potem każde słowo z płyty. Oczywiście litery z płyty były nierówne i tylko w przybliżeniu odpowiadały kształtem literom z książek ale z tym nie miał Fornol żadnego problemu. Był pewien, że napis brzmiał:

Die Sonne wirft

die Flügel dort

und Tote setzt

das Unheil fort.

- Jakiś niewinny…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%