Inne · 7 min czytania
Czerwonowłose krasnoludki
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Czerwonowłose krasnoludy
Jak wiadomo, na świecie istnieją zarówno dobre, jak i złe czarownice. Każdemu dane było spotkać jedną, zetknąć się z nią w taki czy inny sposób. Zazwyczaj wyglądają niepozornie, ot kolejni indywidualiści – lub dążący do indywidualizmu. Zdają się starać odbić od codzienności, stwarzają odrębne światy gdzieś na granicach rzeczywistości. Naszej własnej, oczywiście. Weźmy na przykład pewną konkretną, istniejącą i jak najbardziej realną postać. Kobieta, zbliżająca się do 40 (starająca się za wszelką cenę udowodnić światu, że wciąż jest przed 30), włosy farbowane – czerwone, niskiego wzrostu (ona, nie włosy), raczej niezgrabna (w jej własnych oczach zjawiskowo piękna), twarz „namalowana” , jak sama to określa (tapeta jak się patrzy…). Uczy w szkole. Języka polskiego. Niezły paradoks – nigdy nie widziałam jej z książką (podobno naczytała się na studiach). Wciąż zdarzają jej się dziwne rzeczy, wręcz niemożliwe! Spotyka samych INTELIGENTNYCH ludzi. Albo WSPANIAŁYCH. Albo Z WIELKIMI MOŻLIWOŚCIAMI. Albo PIĘKNYCH, PIĘKNYCH! Marzycielka? Nie. SĘP. Nawet haczykowaty nos się znajdzie. Mowa prawie kwiecista. Wyraz twarzy – prawie miły. Tylko gdzieś w głębi oczu można wyczytać prawdę – GŁUPIUTKA. Można by pomyśleć – WOLNY DUCH. Przejawia ludzkie uczucia, nawet te najwznioślejsze. Miłość – do „ubranek” i siebie samej. Uwielbienie – dla pieniędzy… i siebie samej. Sympatia – dla bogatych (i najlepiej nieżonatych). Wierzy, naprawdę wierzy – że jej DOWCIP, SPRYT i IN-TE-LI-GEN-CJA dadzą jej to wszystko, czego pragnie. Nie jest potworem. Jest jak najbardziej prawdziwa. Mieszkam z nią… Cóż, jadamy razem (jak mi podkradnie z talerza), używamy tych samych kosmetyków (ona podbiera moje), całe szczęście nie nosimy tych samych ubrań (jestem wyższa) – ale pierzemy w tym samym proszku (podobno ona woli szare mydło bo nie uczula). W myślach pojawia mi się nowe słowo na określenie jej. PASOŻYT. A może PIJAWKA? Niepotrzebne skreślić. Albo pozostawić obydwa. Tup-tup-tup, piskliwy głos, „czeeeeść!” – oto przybyła. Prawdziwe Wejście Smoka. Gadzina pełną gębą. Krokodyl. Paszcza nie z tej ziemi. I oto przemawia, prawie ludzkim głosem:
- Zaczepiła mnie na schodach cieciowa, wiesz, ta w okularach, i mówiła, że petujemy papierosy na ścianie. Sąsiedzi jej to powiedzieli. No kto by pomyślał! Tacy IN-TE-LI-GEN-TNI ludzie! Pan w śliwkowym szlafroczku na przykład – zawsze, ZAWSZE mówi „dzień dobry”! Ale NO KTO BY POMYŚLAŁ, że ktoś tak o NAS mówi! Przecież u nas nikt nie pali!-
Tak to się zaczyna. Plotki, plotki, plotki. Kto komu, co dał, ile kto zarobił, co ONA znowu sobie kupiła i jakie to wszystko drogie, zwłaszcza jedzenie i chemia (dlatego podbiera mnie – to musi być to!) a ona przecież pracuje w szkole i niewiele zarabia (tere-fere szkoła jest prywatna), ale od pani X (która obchodzi mnie tyle, co zeszłoroczny śnieg) dostała bluzkę, brzydką, ale za DARMO. Dlaczego jest czarownicą? Dobre pytanie i prosta odpowiedź. Podejrzewa się powszechnie (mamy jeszcze 2 współlokatorki), że potrafi kontrolować czas. Nikt nigdy jeszcze nie złapał jej za rękę. Raz tylko wydawało mi się, że widziałam ją z naszym faworkiem w ustach, ale byłam zaspana i to się nie…