Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

dla-dzieci · 11 min czytania

Czerwony Kapturek

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Pewnego dnia mama zawołała swoją ukochaną córeczkę.

– Czerwony Kapturku, choć tutaj szybko.

Czerwony Kapturek niechętnie odłożył tablet i poszedł do kuchni, skąd dobiegał głos matki. – Słucham mamusiu.

– Córeczko, jesteś już duża i wiele się już nauczyłaś, a niestety jestem w dużym kłopocie. Moja mama a twoja ukochana babcia zachorowała, a była umówiona u ortodonty. Miała odebrać sztuczną szczękę. Ja niestety nie mogę pójść, gdyż wizyta jest umówiona jutro na godzinę trzecią, kiedy będę w pracy. Babcia ma grypę, więc i ona nie pójdzie. Gdyby chociaż miała swoją starą szczękę, to przełożylibyśmy wizytę. Niestety dzwoniła wczoraj, iż szczęka pękła i oprócz kaszek nic innego nie jest w stanie jeść.

– Mamuś, ale kaszki są bardzo dobre. –dziewczynka spróbowała wymigać się od wizyty u ortodonty.

– Dziecko, nie przerywaj – Mama fuknęła na córkę i spokojnie kontynuowała. – I tutaj mam prośbę do ciebie. Jak jutro będziesz wracała ze szkoły, to po drodze wstąpisz do ortodonty, odbierzesz szczękę i zaniesiesz ją babci.

Czerwonemu Kapturkowi prośba mamy nie podobała się zupełnie. Dlatego też ponownie spróbowała się wymigać.

– Mamo, ale po drodze do ortodonty jest duży park, a ja boję się nim chodzić.

Dziewczynka sprytnie zagrała na uczuciach matki, jednak ona niewzruszona odpowiedziała.

– Czerwony Kapturku będzie jeszcze jasno, dodatkowo po parku chodzi wiele ludzi, więc z pewnością nic ci się nie stanie.

– Mamo, ale od ortodonty do domu babci jest las. Ja się boję lasu.

Błagalne spojrzenie oraz cichutki żałosny głosik niejednego zmusiłby do ustępstwa. Jednak matka dobrze znała zagrania córeczki i zignorowała jej próby.

– Oj córeczko kochana. Lasek ten jest krótki, a że będzie dzień, to nic złego nie może ci się przydarzyć.

Czerwony Kapturek widząc, iż nic nie jest w stanie wskórać, przytaknęła tylko i zrezygnowana poszła do swojego pokoju.

Kolejny dzień przywitał wszystkich wyśmienitą pogodą. Rodzice Czerwonego Kapturka wyruszyli do pracy, po drodze podrzucając córkę do szkoły. Jako że Czerwony Kapturek słuchał swoich rodziców, po lekcjach poszedł do ortodonty. Wchodząc do parku, dziewczynka poczuła, iż ktoś się jej przygląda. Niedługo potem na ścieżce zobaczyła starego wilka. Już chciała uciekać, gdy usłyszała jego głos.

– Nie uciekaj Czerwony Kapturku, nic ci przecież złego nie zrobię. Zobacz jestem już bardzo stary i nie mam żadnego zęba.

Dziewczynka z uwagą spojrzała na wilka. Rzeczywiście w jego paszczy nie było żadnego zęba. Momentalnie strach minął zastąpiony uczuciem współczucia.

– A co ci się stało, stary wilku?

Spłoszony wilk popatrzył na Czerwonego kapturka. Głupio mu było mówić o swojej przygodzie, jednocześnie nie chciał zniechęcić do siebie tej przesympatycznej dziewczynki.

– Słuchaj, jak się lepiej poznamy, to ci opowiem moją historię –odpowiedział Wilk i zmienił temat. – A dokąd idziesz Czerwony Kapturku?

– Do ortodonty – odpowiedziała i momentalnie chwyciła się za buzię.

– A po co tam idziesz? – Wilk kontynuował zadawanie pytań.

Czerwony Kapturek wgapiał się w wilka i nie wiedział co robić. Czy może temu staremu zwierzakowi mówić o wszystkim, czy też lepiej ugryźć się w język. Wybrał to pierwsze rozwiązanie.

– Po nowe zęby dla babci.

Taka odpowiedz zdziwiła wilka i jednocześnie ucieszyła. Wyglądało na to, iż ludzie umieją odzyskać zęby. Może i jemu się uda?

– Mogę iść z tobą?

Czerwony Kapturek machnął ręką na zwierzaka i razem poszli do ortodonty. Już mieli wejść do środka, gdy przez głowę dziewczynki przebiegła niepokojąca myśl. Przecież nie może wejść do ortodonty z wilkiem, nie mogła go także zostawić na ulicy. Rozejrzała się i zauważyła, iż naprzeciwko gabinetu ortodonty otworzony został nowy ciucholand. W jej głowie pojawił się chytry plan.

– Wilku, schowaj się tutaj za murkiem i czekaj na mnie. Wrócę za chwilkę, a twoje wielkie oczy pewnie z zachwytu wyjdą z orbit.

Czerwony Kapturek zaśmiał się i pobiegł do ciucholandu, gdzie kupił ubranie najbardziej odpowiednie dla wilka.

– Widzisz wilku, już jestem. Ubieraj się żwawo i idziemy do ortodonty.

Wilk do tej pory nigdy nie nosił ubrania, toteż włożenie na siebie ciuszków przygotowanych przez dziewczynkę zajęło całkiem sporo czasu i jak się okazało wymagało także jej pomocy. W końcu jednak efekt przerósł najśmielsze oczekiwania dziewczynki i mogli z czystym sumieniem wejść do ortodonty.

– Dzień dobry. Przyszłam po szczękę mojej babci Hani.

Ortodonta spojrzał na dziewczynkę i uśmiechnął się. Lubił, jak dzieci pomagały rodzicom. Dziwił go jednak towarzysz dziewczynki, który na pierwszy rzut oka wyglądał okropnie. Jego bezzębny uśmiech niestety nie dodawał mu uroku. Póki co zignorował towarzysza dziewczynki i przywitał się z nią.

– Dzień dobry Czerwony Kapturku. Oto szczęka twojej babci.

Wilk łakomie patrzył na nią. Mimo iż zęby w sztucznej szczęce nie były zbyt wielkie, to i tak zdecydowanie poprawiłyby mu komfort życia. Jakież było jego zaskoczenie, gdy wkładając rękę do kieszeni spodni, poczuł pieniądze. A było ich całkiem sporo. Zdobył się na odwagę i także podszedł do ortodonty.

– Przepraszam, a czy i ja mógłbym dostać nową szczękę? Proszę, tyle pieniędzy mogę dać. – Wilk uśmiechnął się, wręczając nieznajomemu zwitek banknotów.

Ortodonta spojrzał z nieufnością na nowego klienta.

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Czerwony Kapturek — czytnik · opowiadania