Fantastyka · 6 min czytania
Czerwony Kapturek - cześć piąta
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Kapturek biegła. Gałęzie niemiłosiernie chlastały ją po twarzy. Kaptur już dawno opadł z jej głowy, a gumka spinająca długie, jasne włosy została zerwana przez któryś ze złośliwych konarów. A mimo to Kapturek czuła radość. Była już niedaleko! Poznawała okolicę i wiedziała, że do domku babci jeszcze jakieś pięćset metrów. - Bogowie błogosławcie popromiennym wilkom! - chciała wykrzyknąć, ale zadyszka odbierała jej możliwość mówienia. Wtem ciszę przerwał głośny dźwięk. Wystrzał. Pojedynczy wystrzał z broni dużego kalibru niósł się echem, gdy fale dźwiękowe odbijały się od pni niczym jakaś oszalała wiewiórka. - Babcia! - wrzasnęła Kapturek pokonując ból oplatający jej płuca i jakimś cudem wykrzesała z siebie jeszcze dosyć sił by przyspieszyć. Dotarła do polany. Obite grubą blachą ściany domku babci były całe porysowane, jakby setki długich szponów chciały rozerwać domek. Jedna z krat okiennych została wyrwana, a kuloodporna szyba za nią zbita w drobny mak. Panowała całkowita, nieprzenikniona cisza. Dziewczyna podbiegła do drzwi i nacisnęła klamkę. Oczywiście były zamknięte na wewnętrzną zasuwę. Z niemałym trudem wciąż łapiąc oszalały oddech wgramoliła się tą samą drogą, którą musiał wejść jakiś nieproszony gość. Wszystkie meble w sypialni, w której się znalazła były połamane, a na ścianach widniały szramy takie jak te, które zdobiły ściany budynku. Zza resztek łóżka dostrzegła jeden wojskowy but. - Babciu...? - niepewnie ruszyła w tamtą stronę dobywając rewolweru. - P...podejdź wnusiu...babci się cholernie mocno oberwało...- głos był podobny do tego, który zapamiętała, ale wewnątrz kryła się jakaś obca nutka. Zrobiła jeszcze parę kroków i wtedy zobaczyła co mogło być powodem ów zmiany tonacji. Babcia leżała na ziemi, a jej wojskowy mundur poplamiony był ciemną posoką. Na pomarszczonej twarzy widniały trzy długie zadrapania, a spięte zwykle w kok siwe włosy były w totalnym nieładzie. Broń, z której musiała niedawno strzelać musiała zostać gdzieś odrzucona, gdyż Kapturek nigdzie jej nie widziała. - Babciu! Co się stało?! - To te cholerne wilkołaki... - babcia przerwała w pół zdania i poczęła długo, charcząco kasłać. Oczy staruszki były...dziwne. Zdawały się lekko fosforyzować, a źrenica nie przypominała typowego okrągłego modelu spotykanego u ludzi. - Babciu... - Kapturek zaniepokoiła się na dobre. Rany to jedno, ale te oczy...mogła być otruta! - Co się stało z Twoimi oczami? - To wynik specjalnego środka...bym lepiej widziała wroga... - odparła spokojnym, zmęczonym głosem staruszka. Coś jeszcze przyciągnęło uwagę Czerwonego. Uszy babiny były spiczaste jak u elfów z bajek! - Ale babciu... a te uszy? - To wszczepy... bym lepiej…