Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Inne · 6 min czytania

Czerwony konik

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Znowu nie mogłem spać. Przewracałem się z boku na bok, marząc o chwili wytchnienia, o kilku godzinach snu. Serce waliło jak oszalałe, a czoło miałem mokre od potu. Myśli o tej kurwie nie dawały mi spokoju. Kolejną już noc. Dziwka, pierdolona szmata. Podniosłem się i usiadłem na skraju, zaciskając pięści. Uderzyłem prawą raz, drugi, w ścianę. Za lekko, jeszcze raz. Ból w knykciach pozwolił mi się uspokoić na ułamek sekundy. To za mało. Wciąż. Hałas zbudził Kota. Przybiegł po chwili, merdając ogonem. Ze szczęścia, cholera wie, jak to z psem. Pogłaskałem go po wielkim, czarnym łbie. W odpowiedzi usłyszałem warknięcie. Dziwne to było bydle. Zawsze się łasił, ale warczał, gdy się go dotknęło. Nie raz już mnie ugryzł. Nawet nie wiem po co go tyle trzymałem. Głupi kundel. Do tego śmierdział potwornie. Chociaż przynajmniej jeden, jedyny cieszył się na mój widok w chwilach jak ta. Żałosne. Spadaj, nie zareagował, spadaj!, już lepiej, niezadowolony odszedł. Wstałem z łóżka i trochę po omacku poszedłem w stronę kuchni. Nigdy za dobrze nie widziałem po ciemku. Za mało witaminy A czy co. Kroki skierowałem do lodówki, otworzyłem jej drzwi i wysunąłem szufladę zamrażarki. Zmrożona butelka wódki. Jeszcze nie napoczęta. Tego potrzebowałem. Gdybym tylko nie musiał rano iść do pracy. Zegar na mikrofalówce wskazywał trzecią w nocy. Za cztery godziny powinienem był wyjść. Kurwa. Jedna szklanka. W tym przypadku kubek, który podniosłem z suszarki przy zlewie. Otworzyłem butelkę i polałem sobie. Wypiłem. Poczułem przyjemne ciepło w gardle. Jeszcze raz. Zauważyłem, że ręka mi się trzęsie. Nie pierwszy raz. Nie ostatni. Napiłem się. Prawa stopa też często drgała. Napełniłem znowu kubek i odstawiłem butelkę. Chce mi się spać. Masturbacja nie pomogła. Nic już nie pomaga. Znowu będę wyglądał jak umarlak rano. A to wszystko z powodu byle kurwy. Mam dość siebie. Mam dość tego życia. Mam dość tego, że nie mogę spać. Dzień w dzień ta sama żenująca monotonia. Nie mogę się wyrwać. Nie mogę nic zrobić. Gapię się pół dnia na ścianę, słucham muzyki i przeczesuję włosy palcami. I nic. Potrzebuję zmiany. Planu. Tak by wyłamać się z tej rutyny, odrętwienia. Zapału jednak starcza mi na kilka dni. Iść pobiegać rano, iść pobiegać wieczorem, czytać więcej, obejrzeć przynajmniej jeden ambitny film dziennie. Przestać się nad sobą użalać. Coraz bardziej mam ochotę zrobić sobie krzywdę, zrobić komuś krzywdę, lepiej. Czasem się zastanawiam, nie, bez przerwy, kiedy mi tak odpierdoliło. Kiedy wszystko zaczęło mnie tak wkurwiać? Nie mam przyjaciół. Nigdy…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Czerwony konik — czytnik · opowiadania