Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Psychologia · 6 min czytania

człowiek

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Nie wychodził z domu gdy nie musiał. Bał się tego. Jeśli był do tego zmuszony i musiał wchodzić w interakcję z innymi ludźmi, bardzo się denerwował. Patrzono na niego nieprzychylnie, czasem trwożliwie. Unikano go a on unikał innych. Nie bano się jego zachowania, lecz jednego szczegółu w jego wyglądzie-miał niepokojące oczy. Nie posiadały one niecodziennego koloru, źrenice były najzwyklejszymi źrenicami jakie może posiadać człowiek. Białka miały zdrowy kolor mimo iż czasem były przekrwione. Tęczówka posiadała szarawy odcień, bez miejsc o większym nasileniu pigmentu. Oczy te wpisywały się w kanon ludzkiej przeciętności i nie wyróżniały by się gdyby nie fakt, że jednak czegoś w nich brakowało. Tego czegoś co sprawia, że zaglądając w nie drugiemu człowiekowi, można dostrzec uczucia, które skrywa w swym wnętrzu. Te oczy były puste, wyprane z brudów ludzkich emocji czy przebłysków świadomości. Budziły instynktowny strach, który to przeistaczał się w niechęć nawet w dopiero co napotkanej osobie. Lecz nie zawsze tak wyglądały. Zmieniły się z biegiem lat i zdobyciem doświadczenia, łamiącego jego osobę. Kiedyś patrzył jak świat rozkwita, obserwował cud życia i uśmiechy na twarzach ludzkich. Takie też było jego marzenie, pragnął ogrzać się płomieniem życia innej osoby, mieć kogoś z kim mógłby dzielić swe troski. Poskąpiono mu tego, zmuszając do samotnej wędrówki. I tak w odosobnieniu, cierpiąc męki chłodu, który zawsze go otaczał zaczął unikać rozmyślania o swoich potrzebach, skupiał się na swym gniewie, do każdej istoty, którą dojrzał, zrodzonym przez zazdrość o delikatne ciepło bijące z ich ciał. Swoją nienawiścią zbudował wokół siebie mury, broniące go przed cierpieniem pochodzącym ze świata, który go odrzucił i w jego mniemaniu nakrył znamieniem hańby, które to widział wymalowane na swej twarzy każdego dnia. Trwał tak w tym wściekłym obłędzie tak długo, aż śnieżna zawierucha, która szalała w jego wnętrznościach zaczęła milknąć, uczyniwszy nieodwracalne szkody. Mury które stworzył dla swego bezpieczeństwa rozsypały się, i pogrzebały go pod jałową, martwą ziemią. W takich też warunkach przyszło mu spędzić najwięcej czasu. Uciekł ze świata ludzi, żądny spokoju, licząc, że samotność da mu upragnione ukojenie. Nie było wtedy już w nim ciepła żywych istot, lecz martwota przykryta tkanką i człowiecza melancholia, umysł otępiał a serce obrosło szronem Przebywał więc z samym sobą, czując wstręt do siebie, i pustkę, która stopniowo ogarniała całą jego zdeprawowaną osobę. Nie pozwalała mu odpocząć, nie było chwili wytchnienia od jej obecności. Nic nie potrafiło jej zagłuszyć, chociaż nie wydawała żadnego dźwięku. Nikt nie próbował jej zagłuszyć. I tak mijały lata, wszystkie takie same,…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
człowiek — czytnik · opowiadania