Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantastyka · 24 min czytania

Człowiek śniegu

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

W potężnej zamieci śnieżnej Wędrowiec nieubłaganie piął się na szczyt góry. Stopy owinięte w królicze skóry powoli, acz systematycznie, krok za krokiem, coraz bardziej zapadały się w śnieg i nic nie pomogły zaimprowizowane z wierzbowych witek, naprędce sklecone rakiety śnieżne. Potężny kostur dawał oparcie umęczonemu ciału, które coraz wyraźniej domagało się odpoczynku, lecz Wędrowiec wiedział, że ta właśnie chwila odpoczynku będzie już oznaczać odpoczynek wieczny. Przystanął na moment, aby wyciągnąć z niewielkiego skórzanego woreczka kawałek magicznego grzyba i włożyć go do ust. Wiedział, że musi przemóc wstręt i przeżuwać to świństwo; wiedział też, że tak ohydny smak postawi go na nogi i przyniesie orzeźwienie. Rana zadana podstępnie z boku przez napastnika dawała o sobie znać coraz wyraźniej, więc Wędrowiec przełożył do drugiej ręki ciężki kostur i wznowił wspinaczkę po stromym zboczu. Wiedział, że do wlotu jaskini pozostało mu jeszcze sporo drogi…

* * *

- No, nareszcie! – zgorzkniały głos wyrażał skrajne niedowierzanie. – Ty wiesz, że tu można jajo urodzić? Zdążyłem się trzy razy umyć i pięć razy ogolić i do tego poopalać się pod kwarcówką! - Jajo się znosi, drogi Eskulapie, jajo się znosi! – czarownik Pierwiosnek wszedł do biura targając całe naręcze jednorazowych reklamówek. Od kiedy śledczy Eskulap Wontorek został jego kuratorem sądowym, zdążył już polubić tego przedwcześnie stetryczałego policjanta. - Czekaj, zaraz wrzucę te twoje ciuchy do szafy pancernej. – pochylił się, aby uchwycić ciężkie pokrętło opasłej, stalowej szafy - … to pogadamy, ufff! - Tak właściwie, to agencja ma kasy, jak lodu, a nie kupiliście sobie nawet porządnych mebli. – przyznał z przekąsem Wontorek i miał w tym twierdzeniu odrobinę racji. Agencja Czarownicza „1001 Życzeń Spółka z Wielce Ograniczoną Odpowiedzialnością” dysponowała sporym kapitałem, a od wielu lat jej jedynym majątkiem ruchomym było biurko, stół, bufet w aneksie kuchennym, leciwa maszyna do pisania, szklana kula i bardziej wiekowa, niż masywna szafa pancerna. Piękny, wielki holowizor nie wchodził w stan posiadania spółki, gdyż był własnością samego Wontorka. - A po co mamy zagracać biuro? – zadudniło z głębi szafy. – Zresztą wujowie są tego samego zdania. Oczywiście Pierwiosnek miał na myśli Prezesa firmy oraz dwóch jego wspólników, przy czym, choć tylko dla jednego był siostrzeńcem, do wszystkich trzech czarowników mówił per „wujku”. - Przyniosłeś wszystko? - Chyba tak. – skulona postać z szafy poczęła się delikatnie wycofywać. – Nie mogłem tylko znaleźć twojej marynarki w kratę. Długo się tu będziesz ukrywać? - Nie wiem, co też korporacja wykombinowała. - Dobra, zreasumujmy posiadaną wiedzę. – drzwi do szafy zamknęły się z hukiem. Czarownik obrócił się i stanął jak wryty. Przed nim siedział murzyn.

* * * - Oj, przestań się pieklić! To nie moja wina! Nie mogłeś powąchać wody po goleniu? Nie podpadło ci, że nie pachnie lawendą? - Ale żeby coś takiego?!!! – wrzeszczał wciąż wpatrzony w lustro murzyn Eskulap Wontorek. – Co za głupi pomysł! Tylko ty mogłeś wpaść na taką niedorzeczność! - Niedorzeczność? Przepraszam! – tym razem młody mistrz podniósł głos. – To była moja butelka! A że wyglądała na dosyć solidną, wlałem tam dość dużą ilość azotanu srebra! A swoją drogą, dobrze, że tego nie wypiłeś! Korporacja Mardi nie musiałaby wynajmować profesjonalisty! Już samo wspomnienie kłopotów ostudziło wybuchowy zapał śledczego. Polował przecież na niego professional killer wynajęty przez zbrodniczą korporację Mardi. Co prawda korporacja już raz wynajmowała płatnego zabójcę, lecz tym razem podobno ściągnęli speca aż z Kieltz. - Czy będzie pan łaskawy – wycedził po chwili już całkiem spokojnie czarny jak smoła policjant. – obznajomić mnie, co to za klątwa spadła na moją fizys? - Ależ z największą sadystyczną przyjemnością! – odwarczał Pierwiosnek i usiadł naprzeciw murzyna. – Przygotowywałem wczoraj zestaw do wezwania Samaela, demona odpowiedzialnego za mądrość i oświecenie. Do tego potrzebowałem między innymi azotanu srebra, po to tylko, aby utworzyć srebrną kałużę, jako portal wejściowy wewnątrz magicznego kręgu… - Rozumiem. – westchnął Wontorek. – Wlałeś potrzebną ilość do buteleczki po wodzie kolońskiej „Antyczna”, ja goliłem się kilka razy i przez pomyłkę się tym wysmarowałem. No i dopadła mnie klątwa tego twojego Samuela…! - Samaela! – oburzył się mag. – To bardzo mądry demon, nie obrażaj go jakimś żydostwem! - Znowu jestem ofiarą czarów! – jęczał Wontorek spoglądając co jakiś czas na swoje czarne oblicze w lusterku. - Nie czarów, drogi Eskulapie, tylko własnego roztargnienia. – skwitował z filozoficzną miną czarownik, dodając po chwili: I elementarnej chemii. - Ufff! Więc to jednak nie czary! – odetchnął murzyn i rozsiadł się w fotelu. Po chwili w jego otworze gębowym zajarzyła się czerwonym blaskiem jego ulubiona stopięćdziesiątka. - Nawet czary cię nie oduczą palenia tego świństwa! – Pierwiosnek starał się rozegnać kłęby czarnego, papierosowego dymu, lecz chyba jednak na darmo. – To była elementarna chemia. Azotan srebra wniknął w twoje pory. Kiedy dokładnie się nim wysmarowałeś i wlazłeś z nudów pod kwarcówkę, zaszły dwa zdarzenia: zacząłeś się pocić z gorąca – to raz. Pot zawiera związki chloru, które weszły w reakcję z azotanem i wytworzył się na twojej skórze nowy związek, mianowicie chlorek srebra. Czyli – jak wolisz – sam się pokryłeś warstwą światłoczułą. Potem – także na własne życzenie – naświetliłeś sobie gębę… A co się dzieje z naświetlaną kliszą? - Hmmmm….! – na twarzy detektywa poczęło się malować zrozumienie. - Właśnie! Ciemnieje! Dokładnie, tak jak ty! - Cholewcia! – żachnął się Wontorek. – Czułem, że ta twoja woda kolońska, to jakaś lipa! Była prawie bez zapachu! - Eskulapie, pomyśl! Wszystkie panny twoje, tego lata opalenizna jest bardzo trendy! - Dwie dekady temu nie byłem spoko, dekadę temu nie byłem cool, to i teraz nie będę trendy. Powiedz mi, jak to zmyć. - Masz cztery drogi. – Pierwiosnek rozłożył ręce i pomyślał, że gdyby tak rozłożył cztery, byłby podobny do pewnej starożytnej rzeźby. Tylko minę miałby głupszą. - Po pierwsze. – kontynuował mag. – Czary. Bardzo czasochłonne i kosztowne. Tydzień wyjęty z życiorysu. - Tydzień? – śledczy podskoczył na fotelu, jakby miał w spodniach dwa wojownicze raki. - Uhm! Sposób drugi – chemia. Kosztowny i nie daje gwarancji. Do tego zanikają te… no… orzeszki. - Jakie orzeszki?! – śledczy podskoczył raz jeszcze nic nie kumając. – Nic nie kumam! - No… te…. Wiesz, użył tego kiedyś jeden taki znany piosenkarz. Urodził się jako czarnoskóry mężczyzna, zmarł jako biała kobieta…. - Aha! – zaświtało w głowie. – Jajca! - Sposób trzeci: polewamy cię odplamiaczem. Pewne jest, że wybieli, skóra zejdzie i będziesz wyglądał jak rasowy Indianin… - Się mi to coraz mniej podobie…. Coś tańszego i mniej bolesnego proszę. - Jest też sposób czwarty, najprostszy i najmniej kosztowny. Przy tym bezbolesny. - No to mów! – i znowu przerośnięte murzyniątko radośnie podskoczyło. - Nie robisz nic. – uśmiechnął się czarownik i przysiadł na biurku. – Jako ciemnoskóry jesteś nie do rozpoznania, a przecież musisz się ukryć. A w środę cała ta lipna opalenizna i tak zejdzie. Detektyw wstał spokojnie z fotela i podszedł do okna. - To nie mogłeś tak od razu powiedzieć? - Uwielbiam cię drażnić. - Jedno mnie martwi. – zasępił się policjant. – Komisarz Wyskrobek przekazał za pośrednictwem senatora dla ludzi korporacji Mardi moje akta osobowe. Po co im to? - Mam myśl!. – to mówiąc Pierwiosnek podszedł do szklanej kuli. Ściągnął z niej aksamitną, czarną narzutkę, po czym otworzył szufladę biurka, wyciągnął niewielkie pudełeczko, coś lepkiego w kolorze szarym, dwa pomarańczowe kabelki i zwykłą, telefoniczną słuchawkę. Do tego podręcznik majsterkowania Odona Kwaśnawego… - Znowu czarujesz słuchawkę? - Nie tym razem! – mag nachylił się nad częściami w zaczął je składać według schematu zamieszczonego w książce. – Słuchawkę można przesłuchać tylko raz, później domeny węglowe ulegają depolaryzacji. - Dupo co, przepraszam? - Przez grzeczność i szacunek do ciebie – mag pochylił się dla odmiany nad Wontorkiem – ci nie powiem. Masz, dzwoń do dyżurnej sekretarki, podobno cieszysz się jej specjalnymi względami. - Skąd o tym wiesz? – śledczy wybałuszył oczy kompletnie zaskoczony. - Za dużo przez sen gadasz. A teraz kręć i zapytaj, co jest z twoją teczką.

* * *

Kompletnie zaskoczony Wontorek przysiadł na fotelu. Po chwili Pierwiosnek podszedł do przyjaciela i bardzo delikatnie, z widoczną troską w oczach zamknął jego rozdziawioną ze zdziwienia japę. Pogłaskał go czule po przerzedzonej czuprynie i zasiadł na obrotowym taborecie vis-a-vis szklanej kuli. - Dżemkujem. – wybąkał przez zaciśnięte wargi detektyw. – Czy wesz, czo ukradli ż mojej kartoteki? - Drogi Eskulapie, możesz już mówić normalnie. No, chyba że twoje zdziwienie trwa nadal. - Masz rację. Zniknął tylko raport z „Genographic Project Ltd”. - Policję stać na to? – zdziwił się mag. - Dofinansowanie ze środków strukturalnych IntPol-u dostajemy. – Wontorek westchnął jak skazaniec. - Po jaką grzybicę im to? - Czekaj... – czarownik pochylił się nad kulą i zaczął całą serię mamrotań w języku starosumeryjskim. Po dwudziestym którymś przetarciu kuli ręką ta rozbłysła różową poświatą. - O! – zainteresował się śledczy. – Masz podgląd klubu erotycznego? - Nie. – rzucił mistrz nie odrywając wzroku od szklanej kuli. – Twój plik jest zdrowo pozabezpieczany. Pierwiosnek wymarotał jeszcze jedną formułkę i dodał całkiem po naszemu „kierownik Piotr!”. I wtedy stały się dwie rzeczy: poświata w kuli zmieniła kolor na niebieskawy, natomiast sam czarnoksiężnik uśmiechnął się od ucha do ucha. - Jak mnie przymknęli pierwszy raz, widziałem jak komendant Kulomiot korzystał z bazy danych policji ... i zapamiętałem hasło. Ten dureń, który nastał po nim, nic nie zmienił! - Masz rację. – przyznał ochoczo Wontorek. – Dureń. Tymczasem Pierwiosnek już studiował dokument. Znad fotela detektywa uniósł się kłąb czarnego dymu, co oznaczać mogło tylko dwie rzeczy – kolejnego papierosa serii 150 w ustach detektywa, lub pożar mieszkania. - Mam! – wrzasnął mag. – Pamiętasz nasłanego mordercę, który cofnął się w czasie i kropnął twojego dziadka? - Taaaak? - Spróbują raz jeszcze! – z triumfalnym uśmiechem na twarzy czarownik oderwał się od błyskającego narzędzia pracy. - Phi! – Wontorek tylko wzruszył ramionami. – Chroni mnie fizyczny „paradoks Wontorka”! I tu mag założył ręce i przybrał poważną minę. - Teraz im się uda. - Niby jakim cudem? - Według badań GP zarówno i twoja matka, jak i ojciec musieli mieć wspólnego przodka – jakieś pięć tysięcy lat temu. Mówi ci coś nazwisko Oetzi? - Gdyby to był Uzi – tak. A tego to nawet nie aresztowałem... - Spokojna twoja kwadratowa... W każdym bądź razie dzięki temu ty i mister Oetzi macie identyczne DNA. Fantastyczny przypadek! Wontorek wstał z fotela i zgasił niedopałka. - Wiesz, nie interesuje mnie to DNO. – podszedł do wieszaka i ściągnął stary prochowiec. – Raczej to, co mnie czeka... Jakieś sugestie? - Punkt startowy już znamy: magazyn korporacji Mardi… - czarownik zamyślił się na chwilę. – Murzyna nikt nie rozpozna, ale i tak wzbudzisz sensację. Podaj mi proszę mój płaszcz czarowniczy. Po minucie odziany w płaszcz Pierwiosnek złapał mocno protestującego Eskulapa Wontorka za fraki i przykrył płaszczem. Pomimo szamotaniny obaj panowie nagle stracili na nieprzejrzystości, aż zniknęli całkowicie.

* * *

We wrześniu 1991 roku para niemieckich alpinistów podczas wyprawy na lodowiec Schnalstal w Alpach Tyrolskich natknęła się na wystające spod śniegu ciało. Ponieważ miało to miejsce na wysokości 3200 metrów nad poziomem morza, pomyśleli, że maja do czynienia z ciałem ofiary nieszczęśliwego wypadku. W związku z tym ciało sprowadzono do Niemiec, lecz po dokładnych oględzinach okazało się, że ofiara przeleżała pod lodem 5300 lat. „Oetzi” – bo tak ochrzciła nieszczęśnika prasa w całych…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Człowiek śniegu — czytnik · opowiadania