Inne · 7 min czytania
,,Człowiek w złotych szelkach"
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
,,Człowiek w złotych szelkach’’ Fragment.
1.
Gdy chłopiec odprowadził wzrokiem odjeżdżający samochód rodziców poczuł się samotnie. Stał teraz na podjeździe przed bramą, ze spuszczonymi rękami i plecakiem leżącym przy prawej nodze. Po chwili samochód zniknął za zakrętem. Konrad poczuł się jeszcze gorzej. Za plecami doszedł do niego zgrzyt otwieranej furtki. Gdy się odwrócił ukazała mu się postać starszej, podchodzącej pod pięćdziesiątkę kobiety. Była niezwykle postawną osobą. Młodemu, zaledwie dziewięcioletniemu chłopcu mogłoby się wydawać że stoi przed ogromną trzydrzwiową szafą. Podeszła do niego na odległość metra co sprawiło że młodzieniec musiał wysoko zadrzeć głowę. -Konrad, co tu jeszcze robisz? Chodź szybko do domu na obiad. Zrobiłam właśnie zupę pomidorową, powinna ci smakować- oznajmiła, po czym spytała- lubisz zupę pomidorową? Chłopiec skinął głową. Wzrok ponownie powrócił na pustą, piaszczystą drogę. Nagle poczuł silny uścisk dłoni kobiety na swoim ramieniu. -Nie martw się- powiedziała spokojnym głosem- jutro ci przejdzie. Zobaczysz. Chodź już bo ci zupa wystygnie. Chłopiec nawet nie zareagował, po bladym policzku spłynęła pojedyncza łza. Wytarł ją rękawem swojej zielonej bluzki z Kaczorem Donaldem na piersi. -Zaraz przyjdę- powiedział, cichym, ledwie słyszalnym głosem. -Dobrze- odpowiedziała starsza kobieta po czym wróciła z powrotem przez furtkę na podwórko. Konrad słyszał tylko kroki odchodzącej ciotki. Stał tak jeszcze dwie, może trzy minuty w nadziei że polonez jego rodziców znów pojawi się na żółtej, piaszczystej drodze i zanim kurz opadnie będzie wracał z powrotem do swojego domu w Łodzi. Po chwili oczekiwania zrezygnował. Podniósł z ziemi plecak, odwrócił się na pięcie by następnie ruszyć nie zdecydowanym krokiem w kierunku obdrapanej furtki. Gdy ją popchnął zardzewiałe zawiasy wydobyły z siebie zgrzyt, który od razu skojarzył się chłopcu z kreskówką o Scoobym Doo. Przekraczając ją wszedł na wąski beton, który był marną imitacja chodnika. Nierówno wylany ciągnął się tuż przy ścianie domu aż do schodów na które to właśnie wszedł. Stanął przed głównymi drzwiami, nacisnął zimną klamkę i pociągnął do siebie. Czerwcowe promienie słońca wpadające przez niewielkie okienko przy drzwiach rozjaśniało krótki, czterometrowy przedpokój. Kłęby kurzu unosiły się w pomieszczeniu. ,,Dawno nikt tutaj nie sprzątał’’ pomyślał w duchu chłopiec przekraczając próg. Od ostatnich wakacji wystrój przedpokoju uległ znaczącej zmianie. Znajdujący się wcześniej pod prawą ścianą kredens, który obity był nieciekawie wyglądającą żółtą okleiną został wymieniony na nowy, ciemnozielony. Na końcu korytarza znajdowały się drzwi, które prowadziły do łazienki. Z łazienki natomiast można było przejść do spiżarni pełnej ciast i przetworów owocowych. W połowie przedpokoju po lewej stronie znajdowały się drugie drzwi za którymi znajdował się duży pokuj w którym pewnie będzie spał wraz z ciotką, babcią i siostrą cioteczną. Pod ścianą, przy oknie stał drewniany stół przykryty obrusem, na którym znajdował się telefon. -Konrad! Gdzie jesteś?- krzyknął ktoś z zewnątrz. -Tutaj- odpowiedział równie głośno. -Chodź do parnika na obiad. -Już idę- odpowiedział- i tak też zrobił. Parnik kojarzył się Konradowi z pomieszczeniem w którym podczas ciepłych dni lata panował uciążliwy zaduch. Znajdowały się w nim dwa małe, zabite gwoździami, prostokątne okienka, które dawały mało światła. Do panującego wewnątrz półmroku przyczyniły się również wysokie topole rosnące tuż za…