Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Inne · 4 min czytania

Człowiek z przyszłości

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Było 31 sierpnia 1994 roku. Wielką salę spowijał mrok. Przy długich rzędach stolików siedzący obradowali nad czymś bardzo ważnym i poruszającym. W pewnym momencie do mównicy ustawionej na wielkiej scenie podszedł sam Lech Wałęsa i zaczął przemawiać. Gdy przyjrzałem się uważniej jego postaci, doszedłem do nieoczekiwanego wniosku, że to nie jest ten sam prezydent, którego podobizny widniały na pierwszych stronach gazet. Wałęsa miał długie włosy, wąsy, brodę i był podobny do... Andrzeja Gwiazdy. Przemawiając zaś, zachowywał się tak, jakby kogoś parodiował. Wytężając umysł próbowałem pojąć sens dziwnego widowiska, które rozgrywało się na moich oczach. Wałęsa rzeczywiście popisywał się jak aktor. Wykonywał dramatyczne gesty, stroił dziwaczne miny i było widać, że swoją grą stara się przekonać do siebie zgromadzonych w sali ludzi. — Ciekawe, co za kabareciarz pisał to żałosne przemówienie? — zastanawiałem się w myślach, obserwując jego zmagania ze źle napisaną rolą. Pomimo braku zrozumienia u publiczności stojący na mównicy nie ustępował. Przybierał udziwnione pozy, choć początkowe zaciekawienie słuchaczy przeistaczało się w trakcie przemówienia w coraz bardziej oczywiste oznaki niezadowolenia. Jego oratorskie wysiłki okazywały się nieskuteczne, a aktorska gra, którą prowadził na scenie, nieuchronnie zamieniała się w tragifarsę. Gdy skończył przemawiać, zabrakło aplauzu. Nikt nie zaklaskał i okazał aprobaty. Na twarzy prezydenta malowało się więc wielkie rozczarowanie. Jego zejście z wielkiej sceny publiczność przyjęła chłodnym, obojętnym i bezbarwnym milczeniem. Czułem, że powinienem zareagować. Chciałem coś powiedzieć tym wszystkim milczącym obok mnie ludziom, lecz nie mogłem wydobyć z siebie odpowiedniego słowa. Powstałem ze swego miejsca i czym prędzej pobiegłem za kulisy

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%