Dla dzieci · 10 min czytania
Człowieki
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Bezik siedział na złamanym pniu drzewa i machał nóżkami. Był zły i miał wszystkiego dość. Konkretnie miał dość swojej krainy. Od urodzenia mieszkał w miejscu nazywanym: Happylandia. Wiedział, że istnieją „inne światy”, z opowiadań starej żółwicy Reginy. Uwielbiał słuchać, o planecie, gdzie żyją dziwne stworzenia, „trochę podobne do elfów”. „Stwory”, zamieszkujące tamto miejsce miały swoje problemy, pracowały, a ich życie było ciekawe. „Nie to, co tu”- pomyślał zeskakując na trawę. Życie w Happylandii było idealne. Elfy żyły w zgodzie ze zwierzętami. Nie istniały tu problemy. Brak było: zazdrości, zawiści i smutku. Dzień mijał mieszkańcom na zabawie i rozmowach. Wszystko było ustalone i przewidywalne. Właśnie tego Bezik miał dość. Dla niego dni były nudne i łudząco do siebie podobne. Nie chciał już uczyć się czytania i śpiewu. Nawet zabawa z rodzeństwem nie sprawiała mu przyjemności. Maszerował przez wysokie trawy w stronę domostw- centrum Happylandii. Bezik był niewysoki, miał zaledwie metr wzrostu. Z rozczochranej, miodowej czupryny wystawały spiczaste uszy. Całe ciało miał pokryta króciutką, jasnobrązową sierścią. Nosił połatane ogrodniczki, a przy pasie zabawkę- drewniany nóż. Przywiązał go sznurkiem, który zabrał mamie z szuflady. Nad dużymi, zielonymi i wesołymi oczami znajdowały się gęste brwi. Nikt nie wiedział, że w jednej z kieszonek spodni nosi drewnianego kotka, z którym nigdy się nie rozstaje. Bezik podobnie jak inne „elfie” rodziny mieszkał w pniu drzewa. Musiał się spieszyć, nadchodziła pora kolacji. Wbiegł do kuchni, w której na szafkach wykonanych z drewna, były poustawiane słoiczki z różnymi przyprawami i owocami. Przy suficie wisiał długi sznurek, na którym suszyły się grzyby i jarzębina. Jak codziennie zasiadał do stołu z rodzicami i dwiema siostrami. Gdy zjadł swoją porcję jagód z nektarem z mleczy, po wieczornej toalecie, ułożył się do snu na posłaniu z liści brzozy i niebywałka (rośliny o ogromnych liściach rosnącej nad brzegiem rzeki). Obudził go krzyk Kulki- jego młodszej siostry. Tego dnia Bezik obchodził urodziny. Szybko zbiegł na dół, gdzie powitali go rodzice, ale jubilat nie mógł oderwać oczu od ogromnego tortu. Za jednym razem zdmuchnął wszystkie świeczki. Po wspólnym śpiewaniu „urodzinowych” piosenek Bezik wyruszył w stronę jeziora. Musiał znów porozmawiać z Reginą o „innym świecie”. Ponad wszystko pragnął dostać się tam. Żółwica mieszkała nad brzegiem wody. Było to czarodziejskie miejsce. Podobnie, jak sama Regina. Posiadała ogromną wiedzę o magii i, jak kiedyś przez przypadek mu się przyznała, posiadała moc spełniania marzeń. Właśnie wylegiwała się w południowym słońcu. Była bardzo duża. Miała ciemnozieloną skorupę i brązową, pomarszczoną skórę. Bezik lubił, gdy patrzyła na niego swoimi mądrymi, pełnymi doświadczenia życiowego oczami. -Cześć Renia!- krzyknął Bezik. -Witaj Rozrabiako, wesołych urodzin. -Mam, do ciebie prośbę- elf niepewnie patrzył na przyjaciółkę. -Znowu zaczynasz- Regina przewróciła oczami. -Długo nad tym myślałem, chcę żebyś spełniła moje życzenie urodzinowe. Wiele o tym rozmawialiśmy, a ja podjąłem decyzję- powiedział Bezik jednym tchem -Skoro tego chcesz. Znam twoje życzenie.. Bezik wyjął z kieszeni kawałek kory, gdzie miał zanotowaną treść życzenia. Podał ją Reginie, a ta posypała go zielonym, błyszczącym proszkiem. -Jeżeli zechcesz wrócić, wypij to- powiedziała, podając mu flakonik z fioletowym płynem.- Dobrej zabawy dziecko. Bezik poczuł, że unosi się do góry. Wirował w długim różowym tunelu. Nagle zaczął spadać w dół. Z hukiem upadł na twardy beton. Podniósł się ciężko, sapiąc i rozcierając guza na głowie. Gdy spojrzał przed siebie, otworzył szeroko usta, a jego ręka opadła wzdłuż ciała. Stał na środku czegoś twardego, i mijały go dziwne stworzenia. Były większe od niego, choć różnego wzrostu, całkiem bez sierści, jedynie z marną resztką na głowach. Chciał podejść do jednego z nich, ale ten minął go nie zwróciwszy na niego uwagi. Po kilku próbach zwątpił. Oni go nie widzieli. „No ładnie- pomyślał.- Jestem niewidzialny”. Postanowił, że ten fakt nie popsuje jego planów. Zamierzał zwiedzić tą planetę. Zaczął iść przed siebie. Z zadowoleniem stwierdził, że rozumie, o czym rozmawiają. „Ta planeta nie może się dużo różnić od mojej krainy – stwierdził - skoro „stwory” mówią tym samym językiem i podobnie wyglądają.”. Bezik jeszcze nie wiedział, jak bardzo się myli… Wszedł do dużego, białego budynku z napisem: „Bank”. Odniósł wrażenie, że jest tu więcej „stworzeń”, niż elfów w…