Kryminał · 2 godz. 2 min czytania
Czternaście
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
Scena pierwsza: Złap muchę.
W pomieszczeniu siedzi dwóch mężczyzn. Pierwszy ma czarne włosy postawione na żel. Ubrany jest w czarną, skórzaną kurtkę, ciemnozieloną koszulkę, czarne dżinsy i czarne buty wyjściowe. Jest szczupły, ale dobrze zbudowany. Siedzi w fotelu na przeciwko niewielkiego stolika. Trzyma w ręku drinka. Drugi jest łysy. Ma na sobie granatowe spodnie dresowe, białą bluzę sportową i białe adidasy. Jest masywny i znacznie potężniejszy. Siedzi po przekątnej do stolika oraz swojego towarzysza. Pije piwo z dwóch butelek na raz. Pierwszą ma w ręku, drugą po wzięciu łyka odstawia na stolik. Pierwszy Mężczyzna: Ile to już minęło, Kanion? Kanion: Bodajże dwa lata. Pierwszy: Nie powinniśmy na tak długo się rozstawać. Kanion: Sorry, Sektor, ale to nie szkoła. Ciężko znaleźć dostatecznie dużo czasu. Sektor: Ale żeby aż dwa lata? Kanion: Wiesz, że ja dużo podróżuje. A kiedy już jestem dłużej w kraju, to i tak rzadko bywam w mieście. Sektor: No tak. Biznesmen. Kto by pomyślał? Kanion: Spadaj! Sektor: Sam musisz przyznać, że raczej w szkole to smykałki do interesów nie miałeś. Pamiętasz ile ci zajęło znalezienie kupca na to twoje cholerne BMW? Kanion: Bo nikt nie potrafił docenić wnętrza duchowego mojej Kasi. Samochód ma duszę i godność. A z tym wiąże się i cena. Sektor śmieje się głośno. Po czym bierze ostatniego łyka swojego drinka. Podchodzi do barku, który jest zaraz koło jego fotela, robi sobie kolejną Krwawą Mary i wraca na miejsce. Sektor: Słyszałeś jakieś wieści od Wisienki? Albo Łyżeczki? Kanion: Łyżeczka jest w Londynie. Pracuję jako menadżerka w hotelu. Nadal się puszcza. Po czym oboje śmieją się i biorą po łyku. Kanion: Co do Wisienki, to nie wiem. Arsen będzie wiedział. Sektor: O! Dobrze, że mi przypomniałeś. Już dwudziesta. Powinien być lada moment. Kanion: No to widzę, że się szykuje prawdziwe spotkanie po latach. Sektor: Dokładnie. Zupełnie jak wtedy po maturze. Przyjechaliśmy tu na cały miesiąc. Kanion: Ta. Już pierwszej nocy skułem się tak, że spadłem ze schodów. Sektor: Do tej pory balustrada się rusza. Kanion: I dobrze. Nie chciała mnie utrzymać, to niech cierpi. Nadwyrężyłem sobie wtedy bark. Sektor: A już nie pierdol i nie zwalaj na bark. Tak się najebałeś, że nie mogłeś wstać. Dlatego spałeś na schodach. Bark nie miał z tym nic wspólnego. Kanion: Ty wcale nie byłeś lepszy. Zatrzasnąłeś się z Łyżeczką w kiblu, sieroto. Sektor: Wcale nie byłem taki spity. To Arsen, fujara, nie mógł sobie poradzić z zamkiem. Kanion: Może byś się wreszcie przyznał po latach, co wyście tam robili? Kanion puszcza oczko do swojego towarzysza zadając to pytanie. Po czym rozlega się dzwonek do drzwi. Sektor: O! A oto i nasza ślicznotka. Sektor wstaje odkładając drinka na stolik. Udaje się w stronę drzwi. Gdy je otwiera wchodzi do środka blondyn. Jest bardzo wysoki. Ma na sobie czarną koszulę, z krótkim rękawkiem oraz ze smokiem na plecach, jasne dżinsy i czarne mokasyny. Na prawym przedramieniu daje się dostrzec fragment tatuażu. Wita się z kolegami po czym siada w drugim fotelu, ustawionym równolegle do Kaniona. Sektor podchodzi do barku. Sektor: Co pijesz, Arsen? Wódka z sokiem pomarańczowym i czterema kostkami lodu? Arsen: Jak zwykle. Sektor: Nihil novi. Arsen: Dobrych zwyczajów się nie zmienia. Sektor wzdycha. Po czym podaje koledze drinka. Arsen: Dzięki. Kanion: Właśnie chciałem z niego wycisnąć, co robił wtedy z Łyżeczką w tym kiblu, jak się zatrzasnęli. Sektor: A co niby takiego mieliśmy robić? To było zaraz po maturze. Mieliśmy po dziewiętnaście lat. Orgii nie było. Arsen: No Łyżeczka już wtedy dziewicą nie była. Cała trójka śmieje się. Sektor siada i chwyta ponownie szklankę. Sektor: Nie spałem z nią. Ani wtedy, ani nigdy potem. Kanion: No ja też nie. Po czym oboje patrzą ze zdziwieniem na milczącego Arsena. Sektor i Kanion: Kiedy?! Arsen: Tego lata jak wyrzucili mnie ze studiów. Jakoś tak zaprosiłem ją, żeby pogadać. Chciałem się tylko wyżalić, ale chyba wyszło inaczej. Dowiedziałem się wtedy, że może i z nią nie spałeś, ale wcale tak niewinnie nie było. Sektor: Trochę maranka i zabawy ustne to jeszcze nie zbrodnia. Co niby mieliśmy robić? Siedzieliśmy tam przez ciebie całą noc. Arsen: Nie przeze mnie, tylko przez Bezę. Sektor: A co ona miała do tego? Arsen: Nie chciała zejść na dół do kuchni, bo się bała, że Kaniona nadepnie. Sektor: To było do przewidzenia. To czemu sam nie zszedłeś, albo nie wysłałeś Wisienki? Arsen: Reszta dziewczyn już spała. A ja stwierdziłem, że jak już przestałeś się dobijać, to może ci przeszkadzam. Sektor: Jakże wspaniałomyślnie z twojej strony. Arsen: A tak a propos, to co tam, Kanion, u Bezy słychać? Po czym nastaje cisza. Sektor kiwa tylko głową na boki. Kanion siedzi w milczeniu, dopija piwo i wpatruje się w pustą butelkę. Sektor: Sorry, Stary, jakoś nie miałem okazji mu powiedzieć. Arsen: O czym? Kanion: Beza przedawkowała. Arsen: Przepraszam, Kanion, nie wiedziałem. Naprawdę mi przykro. Kanion: Dobra. Looz. Może zmienimy temat? Może byś, na przykład, nam wreszcie powiedział, co cię naszło, żeby zorganizować to 'spotkanie po latach', co Sektor? Sektor: Stęskniłem się za wami. Kanion: Zawsze wiedziałem, że jesteś pedałem. Arsen: Nie no, Kanion ma rację. Skąd ten pomysł? I czemu teraz? Sektor: Wygłupiacie się, prawda? Pozostali jednak nadal wpatrują się w niego pytająco. Sektor wychodzi do kuchni i przynosi kolejne dwa piwa dla Kaniona. Gdy siada z powrotem raz jeszcze pyta. Sektor: Naprawdę nie wiecie, co dzisiaj za data? Kanion z Arsenem myślą chwilę. W końcu Sektor nie wytrzymuje. Sektor: Czternastego września, dokładnie dziesięć lat temu... Kanion: ...zacząłeś walić konia? Sektor: Nie, tumanie jeden! Arsen: Wściekły! Sektor: No wreszcie ruszyły jakieś trybiki. Już myślałem, że wam alkohol wyżarł całą pamięć. Kanion: To już dziesięć lat? I to na pewno był czternasty? Arsen: Tak, to był czternasty. Zaczynaliśmy właśnie siódmą klasę. Był trzeci tydzień zajęć, kiedy Wściekły pojawił się po raz pierwszy na lekcjach. Kanion: Macie rację. Pamiętam już. Wisienka dostawała orgazmu na jego widok chyba do końca tygodnia. Sektor: Chyba do końca podstawówki. Po czym cała trójka wybucha śmiechem. Wtedy Kanion marszczy brwi. Zrywa się z fotela chwytając za telefon. Dopija bardzo szybko oba piwa i udaje się na górę do toalety wybierając numer. Arsen: A temu co? Sektor: Nie mam pojęcia. Arsen: Jeszcze raz dzięki za zaproszenie. W sumie mogłem skojarzyć datę, ale nie pomyślałem. Sektor: Obiecaliśmy. Nie wiem jak ty, ale ja danego słowa zawsze dotrzymuję. Arsen: Ja też, ale to było już tak dawno temu, że jakoś tak wypadło mi z głowy. Sektor: Ja nigdy nie zapominam o takich sprawach. W tym momencie Kanion wraca do pomieszczenia. Jest wyraźnie czymś zdenerwowany. Sektor: Przyniosę ci piwa. Siadaj. Po czym Sektor udaje się do kuchni. Wraca akurat w momencie kiedy w telefonie Kaniona rozlega się dźwięk przychodzącej wiadomości. Kanion czyta ją szybko, ale z uwagą. Sektor odkłada piwa na stoliku i idzie wynieść puste butelki do kuchni. Arsen: Może byś wreszcie wykrztusił, co się stało? W tym momencie rozlega się dzwonek do drzwi. Sektor szybko idzie je otworzyć. Do pomieszczenia wchodzi czarnowłosa kobieta. Ubrana jest w jasne obcisłe dżinsy, białe buty sportowe i jasnozieloną bluzeczkę. Ma wyraziste piersi i jest bardzo zgrabna. Lewą ręką wymachuje torebką, w prawej niesie jakieś naczynie. W oczy rzuca się silna opalenizna i koczyk w nosie. Porusza się bardzo szybko. Po obcałowaniu trójki kolegów maszeruje do kuchni. Mężczyźni nadal są w szoku. W końcu Arsen nie wytrzymuje. Arsen: Ej, Łyżeczka, co ty tu robisz?! Łyżeczka: Chyba nie myśleliście, chłopcy, że zapomniałam? Sektor: Oni zapomnieli. Łyżeczka: Oj, nieładnie, serduszka. Arsen: Ale skąd wiedziałaś, gdzie będziemy? Łyżeczka: A gdzie moglibyście być, jak nie w naszej 'chatce miłości'? Sektor idzie do kuchni, chwyta dziewczynę za ramiona i prowadzi do pomieszczenia, gdzie siedzą pozostali. Sektor: Arsen, zrób jej Sex on the Beach. Trzeba wznieść toast! Łyżeczka: Oj, jaki ty słodki. Po czym całuje Sektora lekko w policzek. Arsen przygotowuje drinka. Kanion sadza ją na swoim fotelu, a sam udaje się do kuchni po krzesło. Kładzie je pomiędzy Arsenem i Łyżeczką. Ona rozgląda się uważnie po pokoju. Łyżeczka: Serduszka wy moje, to już wszyscy, czy jestem za wcześnie? Mężczyźni patrzą na siebie pytająco. Arsen podaje jej drinka. Po czym chwyta swojego. Sektor napełnia swoje puste szkło. Kanion podnosi obie ręce z butelkami w dłoniach. Po czym razem z Łyżeczką wstają. Kanion: Za czternastego września! Za nas! Kiedy wszyscy biorą po łyku dziewczyna zaczyna się niecierpliwić. Łyżeczka: A gdzie reszta? Sektor: Znaczy się kogo masz konkretnie na myśli? Arsen: Wisienka to twoja najlepsza kumpela. Ty powinnaś wiedzieć czemu jej tu nie ma. Kanion: A z 'innymi', albo nie mamy kontaktu, albo nie mają takiej możliwości, żeby tu być. Łyżeczka: Oj, słyszałam co się stało, Kanionku. Tak mi przykro z powodu Bezy. Po czym całuje go serdecznie w policzek. Odkłada drinka na stolik i wtula się w niego. Arsen: Wiesz, że do tej pory nie poznałem żadnej dziewczyny, która by miała swój pierwszy raz 'na łyżeczkę'? Sektor: Ja też. Po czym chłopacy wybuchają śmiechem. Po chwili Kanion też dołącza. Łyżeczka: Bo ja jestem jedyna w swoim rodzaju. Arsen: Nikt w to nie wątpi. Łyżeczka puszcza Kaniona i udając się z powrotem do kuchni, rzuca przez plecy. Łyżeczka: A gdzie jest Random? Sektor: Wiedziałem, że o kimś, kurwa, zapomniałem. Kanion: No to ładna lipa. Arsen: Skoro już znowu mowa o nieobecnych, to czemu nie ma z tobą Wisienki? Łyżeczka: A co? Stęskniłeś się? Słyszałam o tej waszej 'przygodzie'. Po czym rozlega się chichot z kuchni. Kanion siada w fotelu, który odstąpił Łyżeczce. Arsen rumieni się. Lecz po chwili znajduje powód, żeby zmienić temat. Arsen: No to, o co właściwie chodziło, Kanion, z tym telefonem i smsem? Sektor: Właśnie. Łyżeczka: Wisienka musiała coś załatwić w mieście. Powiedziała, że będzie najdalej za godzinę. Kanion: Zadzwoniłem do Alienki. Arsen i Sektor siadają patrząc na niego w szoku. Sektor: Po co? Kanion: Bo wiedziałem, że ty tego pewnie, kurwa, nie zrobiłeś! Ona też jest częścią tego. Ma prawo tu być. Arsen: I co odpisała? Kanion: Nie mam pojęcia. Nigdy nie rozumiałem tych jej rebusów. Sektor: Pokaż! Kanion przekazuje telefon. Arsen wstaje i podchodzi do Sektora. Sektor: 'Na ostatnią chwilę to się taksówkę łapie.' Arsen: 'Ja wiem, gdzie mam być.' Po czym obaj patrzą na siebie, a potem na Kaniona. Sektor: Ta to umie zamącić. Wtedy do pomieszczenia wchodzi Łyżeczka z przygotowaną sałatką w naczyniu, które przyniosła. Kładzie ją na stoliku i siada na krześle. Bierze łyka swojego drinka. Arsen wraca na swoje miejsce. Sektor: Wymyśliłem nową grę. Nazywa się 'Złap muchę'. Kanion: A ten znowu ze swoimi durnymi grami. O co chodzi tym razem? Sektor: Zasady są proste. Ja opowiadam historię i zmieniam w niej jakiś szczegół. Następna osoba w kolejności musi zgadnąć, co zostało zmienione. Musi złapać muchę. Znamy się tak długo i na tyle dobrze, że nie powinno być żadnego problemu. A przy tym sobie powspominamy. Ja zacznę, zrobimy rundkę próbną i zobaczycie, że będzie zajebiście. Kanion: Tak samo jak w grze 'Nasikaj do stojącej na ziemi butelki po coli na stojąco'? Arsen: Przynajmniej nie będę musiał myć podłogi i wietrzyć przez tydzień. Łyżeczka patrzy na chłopaków z przerażeniem. Kanion: Spoko, to było w piątej klasie. Dziewczyna kiwa głową porozumiewawczo. Sektor: Dobra, zaczynam. Arsen, bądź czujny. Pamiętasz jak w szóstej klasie pojechaliśmy na wycieczkę do Torunia? Błądziliśmy po Rynku. Random wpierdalał piernik za piernikiem. Ja paliłem fajkę i niechcący przypaliłem mu jednego. Wtedy Kanion powiedział, że mu odkupi, bo ja stałem cienko z kasą... Arsen: To nie był Kanion, tylko Grymas. Sektor: No i widzisz? To nie było takie trudne. Teraz ty produkujesz historyjkę dla Łyżeczki. Arsen: Ok. Razem z Senną i Wisienką poszłyście z nami do kina na 'Piłę'. Senna wybiegła po pięciu minutach od rozpoczęcia się filmu. Łyżeczka: To byłam ja. Arsen: Oj, sorry, spaliłem. Sektor: Teraz to błysnąłeś, i pamięcią i intelektem. Arsen: No chciałem, żeby to było coś prostego. Łyżeczka: Arsenku, czy ty aby mnie nie obrażasz? Wszyscy śmieją się. Sektor robi kolejną rundkę drinków. Przynosi Kanionowi tylko jedno piwo. Arsen: Co, czwarta runda nadal niepełna? Kanion: Zawsze! Sektor: No dobra. Teraz ty, Łyżeczko, stwarzasz historyjkę dla Kaniona. Łyżeczka: Random, Sektor i Wściekły podłożyli kiedyś nauczycielce od biologii sztuczną kupę na krzesło. Kiedy wybiegła obrzydzona z sali Jaszczur na to rzucił: Nie zachowuj się jak gówniara! Kanion: To nie był Jaszczur tylko ten tam prześmiewny blondynek. Wskazuje na Arsena. W tym momencie Kanion, Łyżeczka i Arsen patrzą na coś w górze na schodach. Sektor wstaje oraz obraca się. Widzą kobietę w bokserkach i zapiętej na kilka guzików męskiej koszuli. Ma zgrabne nogi. Jest bosa. Ma rozpuszczone, kręcone, brązowe włosy. Na twarzy daje się dostrzec kilka piegów. Kobieta: Pożyczyłam sobie twoje bokserki i koszulę, Sektor. Chyba nie masz mi tego za złe? Musiałam je trochę spiąć agrafką, ale nie bój się nie zniszczyłam. Chyba nie chciałbyś, żeby mi tu przy wszystkich spadły? Arsen: Racja?! To ty? Kanion: Zmieniła się chyba trochę? Czy po prostu my nigdy nie widzieliśmy jej bez spodni? Łyżeczka: Sektor? Sektor: Ja nic nie wiem. Widzę ją pierwszy raz po latach. Racja: Czyli ta wczorajsza noc nic dla ciebie nie znaczyła? Z udawanym płaczem wbiega z powrotem w korytarz na piętrze. Sektor: W pokoju gościnnym, w dolnej szufladzie, są jakieś kobiece ciuchy! Wybierz coś sobie! Arsen: Zwariowałeś? Ona nigdy się nie zdecyduje. Wszyscy wybuchają śmiechem. Sektor siada w fotelu. Sektor: No i o to chyba chodzi? Dobra, Kanion, teraz ty. Kanion: W ósmej klasie, na sks-ach, pamiętasz? Ja stoję na budzie. Jaszczur i Grymas na obronie. Lecisz z piłką, bo jesteś w przeciwnej drużynie. Mówię sobie: jak strzeli to mu nogi z dupy powyrywam. Wściekły leci z lewej strony i krzyczy, żebyś mu podał. Ale ty uparcie do przodu. Kopiesz. Ale na nieszczęście w tej samej chwili co Jaszczur. Uderzacie w piłkę dokładnie w tej samej sekundzie. Słychać wrzask. Patrzę, a ty leżysz z nogą zgiętą w dziwnym miejscu. Sektor: Złamanie otwarte. Kanion: Wściekły się podnieca. Grymas wymiotuje. Sektor: A to słabe jest. Myślałem, że wymyślisz coś lepszego. Jak mogłem zapomnieć, że to nie Grymas rzygał, tylko Jaszczur, skoro puścił pawia prosto na mnie? Kanion: Tego nie wiedziałem. Odwróciłem się jak tylko zaczął się krztusić. To masakra była. Łyżeczka: Dobrze, Kanionku, że żadnej z nas tam nie było. Dopiero byś zobaczył masakrę. Sektor: Dobra, Arsen, słuchaj. Druga klasa ogólniaka. Ja dostaje trzecią pałę z historii. Nauczycielka patrzy w dziennik. Już myślę, że chce mnie wziąć do odpowiedzi i udupić na całego. A ona wybiera Wisienkę, żeby dała mi korepetycje i mnie wyciągnęła z zagrożenia. Arsen: To nie była Wisienka tylko... Kanion: ...Ćma. Sektor zrywa się z fotela i wymierza cios pięścią w twarz Arsenowi tak, że ten ląduję z fotelem z tyłu, na podłodze. Łyżeczka podbiega szybko do niego chwytając chusteczkę ze stołu. Kanion doskakuje do Sektora i odpycha go na bezpieczną odległość. Kanion: Sektor, uspokój się! Sektor: Myślałeś, że zapomniałem?! Ja nigdy nie zapominam!! Kanion: Dobra, już. Wiesz co? Najlepiej idź się przejść. Sektor trzyma się za pięść robiąc grymasy bólu. Po czym patrzy na Kaniona i energicznie przytakuje głową. Wychodzi.
Scena druga: Krawędź kanionu.
Łyżeczka pomaga Arsenowi wstać. Pilnuje by miał przechyloną głowę do tyłu i prowadzi go po schodach na górę. Kanion podnosi fotel Arsena. Siada w nim ze swoją butelką robiąc co chwilę małe łyki. Niedługo potem po schodach schodzi Racja w nadal rozpuszczonych włosach. Ubrana jest w ciemne dżinsy, czarne buty na obcasie i kraciastą koszulę nie dopiętą pod szyją na trzy guziki. Siada w fotelu, na którym siedział Sektor. Racja: Co tu się stało? Nie było mnie przecież tylko chwilę. Kanion: Ćma. Racja: No tak, racja. Kanion idzie do kuchni i przynosi trzy butelki piwa. Siadając podaje jedno Racji. Kanion: Wysłałem Sektora na spacer. Racja: No i racja. Czyli poza nim, tymi dwoje na górze i nami, nie ma jeszcze nikogo? Kanion: Nagrałem się Alience na poczcie, ale z tego, co odpisała jak zwykle nic nie wynika. A Wisienka ma być niedługo. Racja: A Beza? Jest chora czy jak? Kanion ma spuszczoną głowę. Racja: Widzę, że jakiś przybity jesteś. To coś poważnego? Kanion: Beza nie żyje. Racja: Przykro mi, ale... Kanion: Wiem. Racja: Może i wiesz, ale jakoś nie widać, żebyś rozumiał. A może zapomniałeś? Sam zwykłeś mówić, że życie jest jak krawędź kanionu. Możemy iść blisko tej krawędzi, możemy odbiec na bezpieczną odległość. Możemy patrzeć w dół, możemy się pośliznąć i zawisnąć na gałęzi, możemy odbiec najdalej jak się da. Ale są ludzie tacy jak ona, których ta krawędź tak hipnotyzuje, że zawsze będą szli przy samiuteńkim jej końcu. Kanion: Wiem, ale przecież ona się wszystkiego bała. Racja: Żeby poczuć, że żyje potrzebowała tego strachu. I to nie było jej pierwsze uzależnienie. Kanion: Ale ja ją tak kochałem... Racja: Ona pewnie, na swój sposób, ciebie też. Nie było w tym jednak żadnego strachu, że może cię stracić. Byłeś jak to odbiegnięcie od tej krawędzi kanionu. A ona była za bardzo od niej uzależniona. Kanion: Tęsknię za nią każdego dnia. Racja wstaje i zaczyna śpiewać. Racja: 'When You were young and Your heart was an open book... You used to say live and let live... You know You did... You know You did... You know You did...' Podchodzi do Kaniona i siada na poręczy fotela. Dopija piwo do końca i kontynuuje. Racja: 'But if this ever changing world in which we living... makes You give it and cry... say live and let die...' Po czym idzie do kuchni po kolejne piwo. Kiedy wraca i siada z powrotem, u szczytu schodów pojawia się Łyżeczka. Schodzi na dół. Kanion wstaje i robi jej kolejnego drinka. Łyżeczka: Kazałam mu się położyć. Racja: No i racja. Łyżeczka: Myślałam, że skoro siedzieliście tu tak w trójkę, to wszystko jest w porządku? Kanion: Uwierz mi, że ja też. Łyżeczka siada na swoim krześle. Łyżeczka: Jak myślisz, Racja, ile tego może być? Racja: Zrobiłam wstępne symulacje na postawie danych z mojego banku. Różnica może być niewielka. Wyszło mi, że powinno być około czternastu milionów. Kanion: O żesz ku!... włoski. Łyżeczka: Czyli całkiem sporo... Racja: Racja. Kanion siada na fotelu od strony kuchni. W tym momencie słychać pukanie do drzwi. Cała trójka patrzy na siebie ze zdziwieniem. W końcu Łyżeczka wstaje i otwiera. Stają w nich dwaj mężczyźni. Pierwszy ma ciemne włosy, ścięte bardzo krótko. Ubrany jest w zieloną kurtkę wojskową, czarne bojówki, podkoszulek i buty wojskowe. Ma naturalnie złowrogie spojrzenie. Drugi ma granatową czapkę z daszkiem, czerwoną bluzę na zamek, czarne sztruksy i skate'owe buty. Uśmiecha się szeroko. Buja się idąc, a także śmiesznie mruga powiekami. Łyżeczka od razu rzuca im się na szyje. Pierwszy wchodzi ten na wojskowo ubrany. Kanion: Siema, Random. On jednak go mija nawet nie spojrzawszy. Podchodzi do Racji i całuje ją w policzek na przywitanie. Drugi mężczyzna również wchodzi do pomieszczenia. Łyżeczka biegnie do kuchni po jeszcze jedno krzesło. Random siada na fotelu, w którym na początku siedział Kanion. Drugi mężczyzna podchodzi do Kaniona i kładzie mu rękę na ramieniu. Wtedy z kuchni wraca Łyżeczka z krzesłem. Łyżeczka: Masz, Grymasku, siadaj koło mnie. Grymas: Nie przejmuj się nim, Kanion. Racja: A ty, Grymas, nie powinieneś być teraz gdzieś w Kanadzie? Grymas: Powinienem, ale przecież to specjalna okazja, co nie Random? Random: Jedyna taka w życiu. Kanion: Ej, no, Random, o co ci chodzi? Nawet się nie przywitałeś. Random: Czy ktoś coś słyszał? Grymas, mówiłeś coś? Kanion: Random, nie wygłupiaj się. Racja: Panowie, co jest? Łyżeczka: To może ja zrobię po drinku? Co pijecie? Random: Poproszę whiskey z lodem. Racja: Ja mam piwo, Kanion też. Łyżeczka: A ty, Grymasku? Czystą, zmrożoną wódkę? Grymas: Normalnie bym nie odmówił, ale z takiej okazji mam coś specjalnego: zmrożony spirytus. Po czym rozpina bluzę i wyciąga butelkę zawiniętą w ręcznik. Łyżeczka idzie do kuchni po szklanki. Wtedy u szczytu schodów pojawia się Arsen. Gdy widzi Randoma zbiega szybko. Random wstaje, podają sobie ręce i odbijają się ramionami. Łyżeczka wraca z tacą pełną szklanek. Kładzie je na stoliku i dokłada butelkę coli. Arsen: Boże, Stary, już myślałem, że cię nigdy nie zobaczę. Random: Wyluzuj. Minęło dopiero pół roku, od kiedy widzieliśmy się ostatnio. Arsen: Raczej wieczność. Grymas: Skończycie te pedalskie jazdy wreszcie? Spiryt się rozmrozi. Łyżeczka rozlewa wszystkim do szklanek po troszeczce. Racja dolewa coli po wierzch. Wszyscy chwytają drinki i wstają. Grymas: Za czternastego! Za nas! Pozostali patrzą na niego dziwnie, zwłaszcza Kanion, ale po chwili szklanki są puste. Każdy krzywi się. Arsen: To opowiadaj Random! Jak jest w tym Iraku?! Tak przerąbanie jak widać i słychać? Random: Znacznie gorzej, Stary. Arsen: No co ty? Racja: To po coś tam poleciał? Random jednak siada w milczeniu. Arsen staje koło barku. Kiedy reszta z powrotem zajmuje miejsca Łyżeczka postanawia zmienić temat. Łyżeczka: Hej, serduszka, a pamiętacie jak Senna kupiła sobie pierwszą komórkę i na każdej przerwie puszczała tą masakryczną melodyjkę Nokii? Grymas: Myślałem, że każę jej zaraz zjeść to plastikowe gówno. Racja: Najlepszy był Sektor, jak jej powiedział, żeby podała mu swój numer to jej wyśle lepszy dzwonek. Arsen: Co się z niej nabijacie? Senna miała swoją jazdę. Random: Taa. Nie było cię wtedy w szkole, bo byłeś chory i teraz zgrywasz cynę. Łyżeczka: Sektor chciał jej numer, ale ona go nie znała. Był ryk, krzyk i zgrzytanie zębów. Arsen: Zejdź z niej, o co ci chodzi? Żebym ci zaraz nie przypomniał jak się z Alienką napierdalałaś!? Kanion: A to akurat było dobre. Wszyscy chłopacy uśmiechają się szyderczo. Racja przeprasza wszystkich i wstaje do toalety. Arsen: Pokaż jeszcze raz, co jej zrobiłaś jak ci spódniczkę razem z majtkami ściągnęła! Random: Uspokój się Arsen. Tak tylko sobie wspominamy. Nie ma się co denerwować. Kanion: Ale to akurat dobre jest. O co ci chodzi? Random: Już ci chyba raz powiedziałem, żebyś milczał jak do mnie mówisz?! Kanion wstaje. Arsen siada w fotelu Racji. Kanion: No powiedz wreszcie, o co ci chodzi? Random: Czytaj z ruchu moich ust: Wy-pier-da-laj!! Grymas powstrzymuje Łyżeczkę od wstania. Arsen daje znaki Kanionowi, żeby odpuścił i usiadł. Kanion: Bądź mężczyzną i powiedz mi to w twarz! Random nie wytrzymuje. Zrywa się z fotela, mija Grymasa, Łyżeczkę, rozpędza się, skręca i popycha z całej siły Kaniona w stronę fotela, na którym przed chwilą siedział. Random: Miałeś jej, kurwa, pilnować!! Byłeś za nią odpowiedzialny!! Kanion potyka sie o własne nogi. Wymija fotel i stolik. Upada obok Arsena. Random chwyta go za bluzę i podnosi. Random: Miało już nie być żadnego, kurwa, wypadku więcej! Po czym popycha Kaniona w stronę drzwi od ogrodu. Podchodzi bliżej. Wtedy Kanion zaczyna się podnosić. Klęka na jedno kolano i podtrzymuje się ręką. Random bierze rozmach. Kopie go z całej siły w głowę. Kanion wylatuje przez drzwi do ogrodu. Random: Przez ciebie, kurwa, moja siostra nie żyje!! Wtedy podchodzi do niego Arsen. Kładzie mu ręce na ramionach. Czeka aż Randomowi wyrówna się oddech i idzie zamknąć drzwi do ogrodu. W tym momencie słychać cichutkie pukanie. Random powoli idzie w kierunku swojego fotela. Arsen go wyprzedza, kiedy zdaje sobie sprawę, że to pukanie do drzwi wejściowych. Łyżeczka: Może to Wisienka? Otwórz! U szczytu schodów pojawia się Racja. Powoli schodząc rozgląda się po wszystkich. Racja: Co tu się stało? Znowu mnie coś ominęło? Grymas: Jak to 'znowu'? Racja: Wcześniej też... Przerywa gdy Arsen otwiera drzwi. Stoi w nich blondynka. Jest ubrana w czerwoną sukienkę, jasną kurtkę dżinsową i czarne glany. Jest niska, a także lekko zgarbiona. Ma wyraziście różowe usta. Grymas i Łyżeczka obracają się za siebie. Łyżeczka: No jeszcze tej sieroty tu tylko brakuje. Arsen: Wejdź, Senna. Senna: No ja tylko... tak tylko chciałam, na chwilę... i się przywitać. Tu sobie z boku usiądę i ten... nie zwracajcie na mnie w ogóle uwagi, okeej? Łyżeczka: Tak jakby ktoś kiedyś zwracał. Grymas puka ją delikatnie łokciem w bok. Senna zdejmuje kurtkę, kładzie na podłodze obok kominka i siada. Grymas: Ty coś chyba mówiłaś, Racja? Racja: Racja, że mówiłam, ale straciłam wątek. Random: Że znowu cię coś ominęło. Łyżeczka kiwa do niej porozumiewawczo ręką na boki, że ma siedzieć cicho. Arsen: A nie dziwi cię, że nie ma gospodarza? Random: No właśnie, gdzie jest ten cwaniak, Sektor? Łyżeczka: Poszedł z Wisienką na spacer. Wszyscy patrzą na nią ze zdziwieniem. Nikt nie rozpoznaje, że blefuje. Grymas: No co ty? Wisienka i Sektor? Senna: Bo znaczy się... ja ich widziałam na drodze... ale nie szli za ręce czy coś... Łyżeczka z Arsenem zerkają na siebie podejrzliwie. Racja: Mi chodziło raczej, Arsen, o to twoje krwawienie z nosa. Random: Jakie krwawienie z nosa? Arsen: Sektora poniosło. Łyżeczka: Jakbyś nie był winny? Arsen: Ja jej nie zapraszałem. Sama chciała z nami jechać. Podchodzi do Łyżeczki. Racja siada z powrotem w fotelu. Random zapala papierosa. Arsen: Myślisz, że chciałem mieć ten tatuaż? Podnosi rękawek. Na przedramieniu widnieje wycięty jakby z tablicy Mendelejewa obraz pierwiastka Arsenu. Random: Doskonale wiedziałeś, że ma do ciebie słabość. Wszędzie za tobą łaziła. Arsen: Szkło wycięło mi taką bliznę, że tylko w to dało się ją przerobić. Łyżeczka: Mogłeś zawsze jej stanowczo odmówić. Senna wstaje i podchodzi do barku. Nalewa sobie coli do szklanki. Bawi się nakrętką od wódki. Arsen: Tak jakbyś sama potrafiła jej odmawiać? Kolczyk w nosie to może był twój pomysł? Grymas: Musisz przyznać, mała, że to było głupie z waszej strony. Senna: Bo ona... ona zawsze potrafiła tak to powiedzieć, czy nie wiem... ubrać w słowa, że cie namówiła na... nie wiem... wszystko co chciała? Arsen: Właściwie to bym też zapalił. Random, daj fajkę. Random: To była ostatnia, ale jak chcesz to możemy wyskoczyć do sklepu? Racja: Arsen, ty znowu palisz? Arsen: Zdenerwowałem się. Najpierw Sektor mi nos rozwalił, a teraz jeszcze te oskarżenia. Tak jakby to była moja siostra, czy co? Nie miałem jej w dowodzie i nie byłem za nią nigdy odpowiedzialny. Zresztą nawet nie prowadziłem tego cholernego samochodu! Random: Dobra, uspokój się. Idziemy. Wstaje i popycha Arsena ramieniem. Wychodzą. Łyżeczka: W pewien sposób był za nią odpowiedzialny... Racja: W końcu leciała do niego jak ćma do światła. Grymas: Może zmieńmy temat? Ten wypadek i tak już dostatecznie dużo rozpierdolił. Senna bierze swoją szklankę z colą i kieruje się z powrotem na miejsce przy kominku. Grymas: Może usiądziesz na krześle? Ja i tak idę do kibla. Grymas wstaje. Idzie na górę. Senna nieśmiało siada na krześle. Racja: Co u ciebie, Senna? Opowiadaj. Senna: Bronię pracę magisterską za dwa miesiące. Łyżeczka: Wreszcie jakiś sukces. Racja: No to gratuluję. Jak już z tym skończymy to pewnie wszyscy zgodzą się, żeby przyjść. Łyżeczka: Oj, sorry, dziewczyny, ale chyba zostawiłam komórkę na górze. Udaje się na piętro. Racja: Nadal mu nie powiedziałaś, prawda? Senna: Komu? Racja: Grymasowi. Senna: Eeee... Racja, ja naprawdę nie umiem. Chciałam... znaczy się pisałam maila, ale... nie wysłałam. Racja: Nie możesz się całe życie bać. Musisz kiedyś zrobić coś od siebie. Senna: Ty nigdy Jaszczurowi nie powiedziałaś. Racja: Wiesz, że to nie to samo. Jaszczur... Racja wychodzi szybko do kuchni po kolejne piwo. Kiedy wraca w drzwiach stoi Sektor. Zaraz za nim wchodzi blondynka w żółtej bluzeczce z nadrukowaną wisienką, zielonych spodniach i żółtych butach. Ma idealny makijaż. Idzie bardzo dumnie i prawie się nie uśmiecha. Na szyi ma złoty łańcuszek. Natychmiast po wejściu rozsiada się w fotelu, w którym siedział Random. Sektor: Widzę, Racja, że jednak coś sobie wybrałaś. A tak przy okazji, całkiem niezłe nogi. Dziewczyny patrzą na niego z zastanowieniem. Senna wstaje się przywitać. Sektor podchodzi do barku. Robi drinka nowo przybyłej. Podaje jej i nalewa sobie. Sektor: Jeśli mnie pamięć nie myli: Tequila Sunrise? Czy może zmieniłaś, Wisienko, upodobania? Wisienka: Nie. Nie zmieniłam. Dzięki. Sektor: Gdzie Kanion? Racja: W ogrodzie. Sektor: Dlaczego? Znowu za dużo wypił? Racja: Może. Ale chyba bardziej z innego powodu. Sektor: Możesz mówić jaśniej? Racja wstaje. Wyjmuje mu drinka z ręki i odstawia na stoliku. Racja: A może ty byś mi wyjaśnił dlaczego nie umiesz się kontrolować? Gdyby Ćma chciała być z tobą to by była. Arsen nie odpowiada za to, co czuła. Sektor: Skończ, dobra? Powiesz mi wreszcie co się stało? I dlaczego Kanion jest w ogrodzie? W ogóle to jest tam ktoś z nim?! Racja: Nie wiem dokładnie co się stało, ale przyszedł Random... Sektor: ...i wyrzucił go do ogrodu?! W moim domu?! Senna: To może... może ja pójdę? Do niego, do ogrodu? I tak... eeee... chciałam z nim porozmawiać. Sektor: Idź i zobacz, czy nic mu nie jest. Senna wychodzi do ogrodu. Wisienka: Zawsze ci mówiłam, żebyś się leczył. Sektor: A ja ci zawsze mówiłem, że masz być miła. I co z tego wynika? Racja: Przestańcie. To miała być radosna chwila. Mieliśmy tu być wszyscy... Sektor: Ta. To było pewne jak w banku. Mhm. Każde z nas już wtedy, w siódmej klasie wiedziało jak się to wszystko potoczy. Chyba raczysz kpić. Wisienka: Jej chyba chodzi o wydźwięk tej sytuacji. Racja: No właśnie. A z tego co widzę, to każdy ma do kogoś żale. Sektor siada na fotelu na przeciwko Racji. Popija drinka. Wisienka: Ej, no, Sektor. Nie gaśnij mi tutaj. Sektor: A ciebie to niby obchodzi, co ja myślę, tak? Racja: A co ty tak właściwie myślałeś? Zebrałeś nas tutaj pewnie z myślą tylko o kasie. Sektor parska i dopija drinka do końca. Widzi butelkę spirytusu na stole. Sektor: A to się skąd tu wzięło? Racja: Grymas przyniósł. Nie zmieniaj tematu. Wisienka: Nie wierzę, że zebrałeś tu wszystkich tylko po to. Sektor: Chciałem zobaczyć Kaniona. Po tym co się stało z Bezą nie mieliśmy za bardzo okazji porozmawiać. Chciałem zobaczyć dziewczyny. Randoma w sumie też. Nie wiem, co myślałem. Chyba, że się to uda jakoś pogodzić? Racja: Całe towarzystwo? Pogodzić? W jednym pomieszczeniu? Sektor: Chciałem, żeby było chociaż trochę jak przed wypadkiem. Wisienka: Sektor, nie cofniesz czasu. Ile razy mam ci to tłumaczyć? Sektor: Ale... ale ja chcę ją z powrotem! Racja: I zebranie nas tutaj ma w tym pomóc, w jaki sposób dokładnie? Sektor: Ty się w ogóle nie powinnaś odzywać. Ja chociaż o nią walczyłem! Ty Jaszczurowi po prostu odpuściłaś. Racja wstaje. Podchodzi do Sektora i wymierza mu cios otwartą dłonią w policzek. Racja: Jaszczur mi się oświadczył! Sektor i Wisienka patrzą na nią w wielkim zdziwieniu. Wisienka: Kiedy?! Racja: Na dwa dni przed wypadkiem. Byłam w szoku. Miałam mu odpowiedzieć kiedy... Wisienka: Mój Boże... Wstaje i przytula Rację. Sektor kładzie dłoń na swoim czole. Dziewczyny rozchodzą się z powrotem na fotele. Racja: To miał być ich ostatni szalony wypad... Sektor: Łączy nas więcej niż myślałem... Przepraszam... Nastaje cisza.
Część 22 / 2
Scena trzecia: Złoty łańcuszek.
Drzwi do ogrodu otwierają się. Do pomieszczenia wchodzi dziewczyna w krótkich, czarnych włosach. Ubrana jest w czarną garsonierkę, białą koszulę, czarną spódniczkę do kolan i buty na obcasie. Porusza się bardzo szybko. Ma dołki w policzkach i poziomą bliznę na lewej brwi. Za nią wchodzą Senna i Kanion. Racja: Ja wychodzę! Sektor: Zostań. Alienko, skąd się wzięłaś w ogrodzie? Dziewczyna odpowiada bardzo, bardzo szybko. Alienka: Przyjechałam po jego telefonie. Nie wiedziałam kto już jest. Postanowiłam poczekać w ogrodzie. W końcu ktoś by wyszedł. Zorientowałabym się w sytuacji. Nie chciałam żadnych problemów. To miała być krótka wizyta w interesach. Ale z tego co mówi Kanion wnioskuję, że chyba nie bardzo. Wisienka: Już nie wiem czy ona jest naspeedowana czy od zawsze tak nawijała? Racja: Ona od zawsze była naspeedowana. Kanion: Wisienko, weź z niej zejdź. A ty, Racjo, powinnaś być ponad tym. Racja: Nie chcę mieć nic do czynienia z tą ćpunką. Pewnie to ona załatwiała Bezie prochy... Kanion rusza do przodu w gniewie. Senna zastawia mu drogę i próbuje powstrzymać. Senna: Kanion... daj spokój... Chwyta go za rękę i prowadzi do krzesła obok Sektora. Po czym siada koło niego. Alienka obchodzi całą grupę. Idzie do kuchni. Wraca z piwem i staje obok kominka. Zapala papierosa. Sektor znowu kładzie dłoń na czole. Kanion: Ej! Co jest, stary? Sektor: Nic mi nie mów. Też mi spotkanie po latach. Alienka: Może wreszcie przejdziemy do rzeczy. Nie mam ochoty spędzić tu całej nocy. Racja: Nikogo nie obchodzi, na co masz ochotę. Idź się zaćpaj! Senna: Racja, proszę cię... Wisienka: To może ktoś przypomni jak to było? Tak dla rozluźnienia atmosfery. Senna: No bo... ten... przyszedł nowy uczeń. Na początku siódmej klasy. Chyba...? Sektor: Tak. Dokładnie dziesięć lat temu. Czternastego września. Wisienka: Wściekły. Oj, jak ja go wtedy chciałam... Kanion: Tak wiemy. Wisienka: No co?! Każdy z was przy nim wyglądał jak uschnięte drzewo. Racja: Arsen to świetnie skwitował: proszę pani, on chyba pomylił piętra, ósme klasy mają lekcje na górze. Wszyscy śmieją się. Alienka wyrzuca niedopałek do kominka. Alienka: Rozsadził się w mojej ławce, że aż mi piórnik zrzucił, ale do rzeczy ludzie, do rzeczy. Senna: I wychodzimy wszyscy po lekcjach i... eeee... Wściekły mówi, że zna dobry skrót. Sektor: Taa, przez złomowisko. Też mi skrót. Wisienka: No oszczędzaliśmy dziesięć minut. Sektor: Ty zawsze popierałaś każdy jego pomysł, więc się nie odzywaj. Alienka: No dalej, dalej. Idziemy przez złomowisko. Dochodzimy do wyjścia. Wściekły się wygłupia skacząc po samochodach jak małpa z ADHD. Racja: I jeden z bagażników się otwiera. Wściekły traci równowagę. Po czym spada na ziemię. Sektor: Wisienka leci mu zrobić loda. Wisienka: Spadaj. Mogło mu się coś stać. Sektor: Mógł się nie wygłupiać. Racja: Senna podchodzi i zagląda do bagażnika. Po czym prawie mdleje. Kanion: Beza ją łapie. Sektor: A Jaszczur z Grymasem wyjmują jakąs walizkę. Racja: Arsen sypnął, że to pewnie kokaina, jak na amerykańskich filmach. W tym momencie drzwi wejściowe się otwierają i wchodzą Arsen z Randomem. Arsen: Ale to nie była kokaina. Random: Tylko sto milionów starych złotych. Sektor: Random, jak się masz? Wstaje i podaje koledze rękę. Sektor: Słyszałem, że po śmierci Bezy wyjechałeś do Iraku. Czemu? Random: To był total random. Random podchodzi do Wisienki i daje jej buziaka w policzek na przywitanie. Random: O! Widzę, że masz mój łańcuszek. Wisienka: Czekałam na ciebie... Wszyscy patrzą z niedowierzaniem kiedy Wisienka namiętnie całuje Randoma. Arsen wita się z Alienką. Arsen: Co ty tu robisz? Myślałem, że jesteś w pracy. Alienka: To jest po części związane z moją pracą. Arsen: No tak. Zdziwiony wychodzi do kuchni. Przynosi dwa ostatnie krzesła i stawia je koło Racji. Siada na jednym z nich. Random przysuwa drugie bliżej Wisienki. Wszyscy, poza Arsenem i Alienką nadal patrzą na nich w osłupieniu. Kanion: To się Łyżeczka zdziwi. Wisienka: A właściwie to gdzie ona jest? Racja: Powiedziała, że zapomniała telefonu i pobiegła na górę. Wisienka natychmiast wstaje. Wbiega po schodach. Arsen: Ja mam jej komórkę. Racja: Nie ma jej już kawał czasu. Myśli chwilę. Wtedy Wisienka pojawia się z powrotem na szczycie schodów. Racja: Podobnie jak Grymasa. Wszyscy patrzą pytająco na schodzącą po schodach Wisienkę. Wisienka: Ups! Chyba coś przerwałam. Brzmiało jak... Arsen: No i masz, Sektor, swoją 'chatkę miłości'. Alienka: Ja tu nie przyszłam oglądać brazylijskiej telenoweli, tylko załatwić interesy, więc może przejdziemy wreszcie do konkretów? Racja: A może specjalnie dla niej: nie! Alienka: Te, kręcona, przestań mnie drażnić, bo nie wytrzymam i zrobię coś, co ci się może nie spodobać. Racja: Grozisz mi, ćpunko?! Alienka: Żebym ci nie przypomniała kto pierwszy próbował. I kto posypał pierwszą kreskę Jaszczurowi. Racja: Ja tu dłużej nie wytrzymam! Wstaje i wychodzi do ogrodu. Sektor: Racja, zaczekaj! Po czym wybiega za nią zamykając za sobą drzwi. Wisienka siada z powrotem na swoim miejscu. Arsen nie wytrzymuje. Arsen: Ej, ludzie! W końcu to jest jego dom. Nie możemy na ten jeden dzień zapomnieć o wszystkim? Kanion: Pytaj raczej swojego przyjaciela. Arsen: Random? W porzo? Random: Na ten jeden dzień, Kanion, na ten jeden dzień. Arsen podchodzi do kominka. Alienka zapala kolejnego papierosa. Arsen: Możesz sobie odpuścić na ten jeden wieczór? Alienka: O co ci chodzi? To ona się rzuca. Arsen: To przestań ją kusić, ok? Zrób to dla mnie, proszę cię. Alienka: Ehh... Niech ci będzie. Arsen: Wszyscy cool? Ktoś ma jeszcze coś do powiedzenia? Jakiś problem? Reszta kiwa głowami przecząco. Arsen podchodzi do sprzętu grającego i włącza muzykę. Kanion przygotowuje drinki. Wisienka wstaje i przyciąga Randoma do swojego fotela. Po czym siada mu na kolanach. Alienka siada na zwolnionym przez niego krześle. Senna podaje jej popielniczkę. Kanion: Wisienka? Tequila Sunrise? Wisienka: Pewnie. Kanion: Random, co pijesz? Random: Whiskey z lodem. Wisienka: To może ja też, tylko dolej do tego coli. Arsen: A dla mnie to, co zwykle. Wisienka: Mam iść po te gołąbki na górę? Arsen: To chyba nie będzie potrzebne. Zejdą jak skończą. Wszyscy uśmiechają się. Kanion rozdaje drinki. Po czym siada w fotelu Sektora. Arsen na przeciwko niego. Wisienka: Czy ktoś wie ile tego jest? Kanion: Racja obliczyła, że powinno być około czternastu milionów. Random krztusi się drinkiem. Alienka wypluwa papierosa. Wisienka: Czyli byłoby... Arsen:...po milionie dla każdego. Kanion: Byłoby, gdybyśmy byli w komplecie. A tak trzeba odjąć jeden Bezy. Arsen: I po jednym Ćmy i Jaszczura. Wisienka: A co z milionem Wściekłego? Alienka: Odbierze sobie jak wyjdzie. Chyba nie sądzicie, że możecie mu go zabrać? Arsen: Nie wszyscy będą tak wspaniałomyślni. Szczególnie, gdy przypomną sobie o wypadku. Alienka: To nie ma nic do rzeczy. Układ był zawarty długo przed wypadkiem. Senna: Jak każdy to każdy... tak się umawialiśmy, Arsen. Arsen: Sektor i Racja nie będą zachwyceni. Alienka: Oni tak za bardzo nie mają nic do gadania. Zresztą Sektor wie, że musi dotrzymać słowa. To jego pierwsza zasada. Random: Może wreszcie ją zmieni? Arsen: Nie sądzę, ale jak chcesz to możemy się założyć? Random: O co? Wisienka: Chłopacy, nie mieliście się już o nic zakładać. Pamiętacie co było ostatnim razem? Alienka: Wylądowałeś, Random, w szpitalu z zapaleniem płuc. Random: Ale wygrałem. Ciszę przerywa Kanion. Kanion: A tak właściwie... to może wreszcie powiesz, Arsen, o co się tak naprawdę założyliście? Arsen patrzy przenikliwie na Randoma. Senna podchodzi do barku i nalewa sobie kolejną szklankę coli. Alienka wstaje i wyrzuca niedopałek do kominka. Obraca się z wyrazem dezaprobaty na twarzy. Alienka: Random wystał 60 minut, w środku zimy, na balkonie. W nagrodę Arsen odpuścił sobie startowanie do Wisienki. Arsen wstaje z krzesła i poddenerwowany podchodzi do Alienki. Arsen: Następnym razem jak będę ci chciał coś powiedzieć, to wypije przedtem wrzątek. Wisienka wstaje z kolan Randoma. Kanion śmieje się bardzo głośno. Po chwili nieśmiało dołącza też Senna. Alienka pokazuje Arsenowi środkowy palec. Random: Sorry, Wisienka, ale musiałem wygrać ten zakład. Wisienka: Nie mogę uwierzyć, że się o mnie założyłeś?! To ja już nie mam prawa głosu? Nie mogę sama decydować z kim będę się umawiać? Arsen: A co? Może się mieliśmy o ciebie pobić? Wisienka: A to mogłoby być ciekawe. Uśmiecha się szeroko. Drzwi do ogrodu się otwierają. Staje w nich Racja. Racja: Arsen by wygrał. Dlatego twój kochaś wolał się założyć. Wisienka: Nie chciałeś o mnie walczyć? Random: Ej, Racja, a ten tam się obraził czy co? Racja: Nie tak to sobie wyobrażał. Dziwisz mu się? Random: Wstawaj, Kanion, sam go nie wniosę! Po czym Random i Kanion wstają. Kierują się w stronę drzwi do ogrodu. Wisienka: Jeszcze z tobą nie skończyłam! Siada naburmuszona w fotelu, z którego wstał Random. Arsen wstaje i prosi Rację do tańca. Senna: A... Alienka, a pamiętasz jak po maturze... jak robiłyśmy z Łyżeczką i W... Wisienką plany? Wisienka: Nawet nie zaczynaj. Senna: Wisienka miała wyjść za Wściekłego, ty za Arsena, a Ły... Alienka: ...a Łyżeczka właśnie pierdoli się z twoim niedoszłym mężem. Senna zakrywa dłońmi twarz i zaczyna chlipać. Racja puszcza Arsena. Podbiega do niej. Siada na krześle Kaniona. Arsen patrzy ze zdziwieniem na Alienkę. Racja: Przećpało cię zupełnie?! Arsen: Czy to prawda? Racja: A myślisz, że o co się wtedy pobiła z Łyżeczką? Arsen: Więc dlatego jesteś taka zgorzkniała... Racja: Chyba jej nie powiedziałeś?! Patrzy na jego wyraz twarzy. Arsen zamyka oczy. Kiedy je otwiera ponownie szybko siada na fotel Racji. Racja: Jak mogłeś powiedzieć jej, że spałeś z Łyżeczką?! Senna odkrywa twarz. Patrzy z przerażeniem na Arsena. Senna: Dlaczego? Racja: Sorry, Alienko, nie wiedziałam. Alienka: Zmaż ten wyraz pożałowania z twarzy, bo ci te kręcone kudły powyrywam. Racja wstaje. Podchodzi do Alienki i ją przytula. Alienka zaczyna głęboko oddychać. Po czym uderza kilka razy pięścią w ramię Racji. Wisienka: Ta nimfomanka jest niemożliwa. Czasem jej pozazdroszczę odwagi, żeby tak bez żadnych skrupułów złyżeczkować kolejnych 'naszych' chłopaków. W tym momencie z ogrodu wchodzą Random z Kanionem. Niosą Sektora. Random trzyma go za nogi, Kanion za ręce. Racja puszcza Alienkę. Prowadzi ją do stolika i sadza na krześle Kaniona, obok Sennej. Sama siada w fotelu obok niej. Random z Kanionem kładą Sektora na podłodze obok kominka. Po czym siadają na krzesłach obok Arsena. Random: Ej, Wisienka, nie gniewaj się. Musiałem wygrać. Wisienka: Nie odzywaj się do mnie. Sektor wstaje z podłogi. Sektor. Wiecie co? Jesteście beznadziejni. Random: Wzajemnie, cwaniaku. Racja: Lepiej byś podała mi piwo, kobieto? Sektor idzie do kuchni. Przynosi każdemu po butelce. Arsen: Gdyby mi ktoś wtedy powiedział, że po dziesięciu latach nie będziemy umieli wytrzymać ze sobą dwóch godzin w jednym pomieszczeniu, to bym kazał Wściekłemu temu komuś wpierdolić. Alienka: Zamiast tego Wściekły się rozpierdolił. I to twoim samochodem. Senna: I dlatego... ich tu nie ma dzisiaj... Ćmy i Jaszczura. Arsen: Może mi jeszcze powiecie, że to ja miałem siedzieć z tyłu? We własnym samochodzie? I to jeszcze z tą marudą? Sektor zaciska pięści. Wisienka wstaje szybko i go przytula. Racja: Tłumacz sobie to jak chcesz, ale jesteś częściowo odpowiedzialny za tamten wypadek. Arsen zapala papierosa. Reszta patrzy ze smutkiem jak bierze kolejne machy. Wtedy u szczytu schodów pojawia się Łyżeczka. Poprawia włosy i bluzeczkę. Z uśmiechem na twarzy powoli schodzi po schodach. Wisienka kiwa do niej głową. Pozostali patrzą na nią z pogardą. Podchodzi do Wisienki i całuje ją w oba policzki. Odwraca się do Sektora. Łyżeczka: Ty jesteś następny. Wszyscy lekko uśmiechają się. Początkowo z załamania, później już z radości. Sektor: Niedoczekanie twoje. Odmówiłem ci już na stódniówce i od tamtego czasu nic się nie zmieniło. Łyżeczka głaszcze go palcem po twarzy. Puszcza do niego oczko. Łyżeczka: Nigdy nie mów nigdy. Senna nie wytrzymuje. Wstaje i odpycha ją w stronę kominka. Łyżeczka traci równowagę. Upada na kurtkę Sennej. Senna: Mu... musiałaś?! Musiałaś, prawda? Ku... kurwa musiałaś?! Łyżeczka: O co ci chodzi? To tylko seks. Sektor łapie Senną, kiedy ta próbuje kopnąć Łyżeczkę. Sektor: Musiała. Znasz ją. Nigdy by sobie nie odpuściła. Racja: Sektor ma rację. Zresztą to Grymas dał się złamać. Wszyscy wiedzą do czego jest zdolna. Senna wraca na swoje miejsce. Widzi gesty aprobaty u wszystkich. Wisienka pomaga Łyżeczce wstać. Łyżeczka uderza ją otwartą dłonią w ramię. Łyżeczka: A ty, następnym razem jak będziesz mnie podglądać to chociaż weź ze sobą kamerę. Kanion: A ten w ogóle zejdzie na dół, czy złyżeczkowałaś z niego wszystkie soki? Łyżeczka wzrusza ramionami. Wszyscy śmieją się głośno. Arsen gasi papierosa. Arsen: Wiecie co? Możecie mówić, co chcecie, ale to nie tamten wypadek spowodował obecne napięcia. Random: A niby co? Twoim zdaniem? Senna: Wściekły... od niego się to wszystko... nie wiem... zaczęło. Racja: Jest w tym racja. Gdyby nie tamto złomowisko... Kanion: i gdyby nie tamta walizka... Arsen: Neseser. Sektor: Sam jesteś, kurwa, jak taki neseser. Senna: Nie... nie złomowisko, i nie neseser. Tylko jego... nie wiem... podejście. Racja: O czym ty mówisz? Senna: Podejście do ciebie, Racja... do Bezy... do Wisienki... Arsen: W końcu pobiłeś się z nim kiedyś, nie Random? Racja: To on zaprosił Ćmę na wasz pierwszy 'szalony' wypad. Senna: Takich sytuacji je... jest więcej. Na przestrzeni lat i w ogóle. Alienka: Pierdolicie jak potłuczeni. Mi zarzucacie, że mam dziury w mózgu, a wasza pamięć wcale nie jest lepsza. Łyżeczka: Ty sie lepiej nie odzywaj. Alienka: To ty się nie odzywaj. Te kolczyki w nosie to może tak same z siebie się wzięły? Nie! Chciałyście się z Wisienką przed nim popisać i tyle. Kanion: W sumie racja. 'Szalony' wypad był tylko dlatego, że Arsen kupił sobie nową furę i chciał błysnąć. Sektor: A Random się z nim pobił, bo Wisienka go do tego podpuściła, żeby Wściekły ją zauważył. Random: Beza mi kiedyś powiedziała, że Racja wzięła pierwszą kreskę, żeby Wściekły pomyślał, że jest cool. Alienka: Więc to nie do końca jego podejście to wszystko zaczęło. Tylko raczej nasze. Wszyscy milczą przez chwilę. Sektor przynosi kolejną rundkę piw. Racja robi drinki. W tym momencie otwierają się drzwi wejściowe i słychać basowy głos. Głos: Siema, pokurwieńcy! Widzę, że łanie też już są. No to czas zacząć imprezę!
Scena czwarta: Drzwi od komórki.
Na szczycie schodów pojawia się Grymas. Zakłada swoją czapkę z daszkiem kiedy od strony drzwi wejściowych pada strzał. Chwyta się za ramię i upada w korytarz. Senna natychmiast zrywa się. Wbiega na górę z krzykiem. Reszta patrzy na mężczyznę stojącego w drzwiach. Jest wysoki i dobrze zbudowany. Ma długie do pasa brązowe włosy, całkiem spory zarost i tatuaż z głową wilka na szyi. Ubrany jest w czarną, skórzaną kurtkę z mnóstwem zamków błyskawicznych. A także czarne, skórzane spodnie, glany i koszulkę z nadrukiem zespołu metalowego. Trzyma w ręku pistolet. Sektor: Wściekły, pojebało cię? Wściekły: Ej, nieśmiała, pozbieraj tego swojego kochasia i złaź na dół! Wisienka wstaje i podbiega przytulić Wściekłego. Alienka: Niespo...dzianka. Kiedy Wisienka zaczyna rozpędzać się z powitaniem, Random nie wytrzymuje. Podchodzi do niej i zrywa złoty łańcuszek. Ciska nim o podłogę. Wychodzi do ogrodu. Wtedy Arsen wstaje, żeby pójść za nim. Natychmiast jednak podpiera się o poręcz fotela. Po chwili klęka, żeby w końcu osunąć się na ziemię. Racja: Ej, Arsen, co ci jest? Podchodzi do niego. Arsen jest jednak nieprzytomny. Wściekły patrzy z wielkim zdziwieniem. Wisienka: Wyglądasz jakbyś zobaczył ducha? Wściekły: Bo, kurwa, widzę. Kanion z Sektorem wnoszą Arsena na górę. Racja pilnuje by nie spadli ze schodów. Po czym pomaga Sennej sprowadzić Grymasa na dół. Kładą go koło kominka i tamują krwawienie kurtką Sennej. Łyżeczka: Może mi ktoś powie co się tu dzieje?! Wściekły: Zamknij ryj, blacharo! Racja! Kombinacja! Podaj mi kolejność! Racja: Co ty? Wściekły?! Wściekły podchodzi bliżej. Przystawia pistolet do szyi Racji. Senna natychmiast odpycha jego rękę. Po czym popycha go na stolik. On wpada na niego rozwalając całą zawartość. Senna: Czemu do niego ku... kurwa strzeliłeś?! Kiedy Wściekły podnosi się z bałaganu wszyscy widzą mokrą Alienkę trzymającą się podejrzanie za nadgarstek. Łyżeczka: To się nie zapowiada za dobrze... Seeeektoor!! Sektor pojawia się na szczycie schodów i natychmiast zbiega na dół. Wyjmuje kluczyki z kieszeni. Rzuca Racji. Sektor: Prowadzisz! Po czym podnosi Alienkę na ręce. Wybiega. Zaraz za nim wychodzi Racja. Łyżeczka: I coś najlepszego zrobił?! Racja zna kolejność, a Alienka hasło! I jak teraz chcesz się dostać do kasy? Moment, moment... A kto po śmierci Ćmy odpowiada za kod?? Wściekły strzepuje z siebie sałatkę. Wściekły: Jakiej śmierci? Co tu się wyprawia?! Przecież to Arsen wyleciał przez przednią szybę. Kiedy powiedzieli mi, że zginęły dwie osoby byłem pewny, że to o niego chodzi. Wisienka: Sorry, bejbe, ale to była Ćma. Wściekły: Jaaasne. To w takim razie jakim cudem leżała ze mną w pokoju przez dwa tygodnie po wypadku?! Dziewczyny patrzą na niego w zdziwieniu. Senna robi opatrunek Grymasowi. Pomaga mu usiąść i opiera go o ścianę. Wisienka: Ale co ty tu właściwie robisz, bejbe? Wściekły: Alienka wam nie powiedziała, że załatwiła mi przesłuchanie? I wypuścili mnie dziś za dobre sprawowanie? Grymas patrzy ze zdziwieniem na Senną. Potem na korytarz na piętro. Na końcu zwraca głowę w stronę drzwi wejściowych. Senna: Gry... Grymasku, opowiadałam ci kiedyś... yyy... skąd Łyżeczka ma swoje przezwisko? Grymas: Bo miała swój pierwszy raz z jakimś licealistą 'na łyżeczkę'? Senna: No tak, tylko, że... yyy... to nie był licealista... Nastaje cisza. Łyżeczka patrzy na nią z przerażeniem. Ona zerka na nią beznamiętnie. Senna: ...tylko Wściekły. Wisienka: Że co??!! Patrzy na Wściekłego pytająco. On odwraca głowę udając, że nie słyszy. Podchodzi do Grymasa. Wściekły: Sorry, Grymas. Nie chciałem, to był odruch. Wiesz, więzienie gwarantuje ci naleciałości tego typu. Ale na szczęście to tylko draśnięcie. Grymas: Ale następnym razem weź na wstrzymanie, stary, bo ciężko to widzę. Wisienka formuje pięść. Uderza Łyżeczkę w policzek. Potem chwyta ją za włosy. Wisienka: Powiedziałaś mi, że to był licealista! Ufałam ci! Łyżeczka uderza ją pięścią w brzuch. Wisienka puszcza jej włosy. Łyżeczka: O co ci chodzi?! To było na początku ogólniaka. Wisienka: O co mi...! Kurwa!! O co mi chodzi?! Kopie Łyżeczkę w kolano. Po czym popycha w stronę drzwi do ogrodu. Wisienka: Jak mogłaś?! Zaczyna wrzeszczeć w histerycznym szale. Łzy lecą jej z oczu. Uderza Łyżeczkę pięścią w twarz. Łyżeczka: Wszystko zawsze miałam pierwsza. Zawsze byłam lepsza. Wypluwa krew. Chwyta Wisienkę za szyję obiema dłońmi. Łyżeczka: Wściekłego miałam pierwsza. Dobrą pracę miałam pierwsza. Kolczyk w nosie zrobiłam sobie pierwsza. Tobie się wydawało, że jesteś lepsza, ale ja stałam w cieniu i wszystko miałam pierwsza. Nawet Randoma miałam przed tobą... Wisienka otwiera szeroko oczy. Pozostali również patrzą ze zdziwieniem. Łyżeczka zaciska dłonie coraz mocniej. Wisienka jednak wyrywa się. W tym momencie Senna wyjmuje ze swojej dżinsowej kurtki telefon. Wybiera jakiś numer. Senna: Zaraz Wisienka i Łyżeczka wypadną do ogrodu. Wściekły: Do kogo dzwoniłaś? Senna: Do Randoma, żeby był gotów je rozdzielić. Dziewczyny jednak jej nie słyszą. Wisienka wpada ramieniem w Łyżeczkę i razem wlatują na drzwi do ogrodu. Upadają. Tarzając turlają się na zewnątrz. Senna zamyka drzwi. Podchodzi do Grymasa i pomaga mu wstać. Odkłada telefon na kominku. Słychać świst. Wściekły pada na podłogę. Z tyłu głowy widać zakrwawioną ranę po kuli. Nad nim stoi kobieta o przefarbowanych na fioletowo włosach do ramion. Ubrana jest w czarne sportowe buty, spodnie dresowe i bluzę na zamek. Senna podnosi pistolet Wściekłego. Senna: Masz, Grymasku. Powiesz, że zastrzeliłeś go w samoobronie. Uwierz mi tak będzie najlepiej. Wiesz, że cie kocham? Całuje go w usta. Grymas patrzy na nią ze zdziwieniem. Potem jeszcze raz zwraca twarz w kierunku kobiety, która zastrzeliła Wściekłego. Jej twarz jest po części smutna, po części zła. Ma bliznę w kształcie cyfry 4 na prawym policzku i kilka prostych na czole. Podnosi głowę. Kiedy wreszcie zerka na niego, rozpoznaje ją. Kiwa głową, bardziej w szoku niż zgadzając się na to, co powiedziała Senna. Senna: Idź schowaj się do komórki pod schodami. Kobieta odchodzi. Senna sadza Grymasa na fotelu od strony kominka. W tym momencie słychać kroki na piętrze. Kiedy drzwi od komórki zamykają się, na szczycie schodów staje Kanion. Kanion: Arsen nie żyje. Grymas: Jak to? Co się stało? Kanion: Nie wiem. Wygląda na to, że ktoś go otruł. Schodzi po schodach powoli. Senna wyjmuje pistolet Grymasowi z ręki. Senna: Jak to? Kiedy? Kanion: Nie wiem. Nie mam pojęcia też dlaczego? W tym momencie schodzi na sam dół i widzi ciało Wściekłego. Patrzy ze zdziwieniem na Senną i Grymasa. Kiwa przytakująco głową. Kanion: Świetna robota, stary. Należało mu się. Grymas: Ale... Senna: To był odruch... eee... nie miał wyjścia. Kanion: A gdzie reszta? W tym momencie otwierają się drzwi do ogrodu. Wchodzi Random pomagając Łyżeczce wspierającej się na jego ramieniu. Sadza ją na fotelu, plecami do ogrodu. Odwraca się. Random: A ty się lepiej stamtąd nie ruszaj! Bo nie wiem, co ci zrobię! Zamyka drzwi do ogrodu. Senna podchodzi do Łyżeczki. Senna: Pomóc ci wejść po schodach? Pe... pewnie chcesz się... eee... ogarnąć? Łyżeczka podnosi zmarnowana głowę i przytakuje. Senna pomaga jej wstać. Random siada na krześle obok fotela, gdzie siedziała. Kanion siada pomiędzy nim a Grymasem. Kanion: Kto by pomyślał, że to tak będzie wyglądać? Grymas: Noc pełna wrażeń... Wzdycha głęboko. Senna robi przerwę na odpoczynek przy skręcie schodów. Random zapala papierosa. Częstuje kolegów. Odmawiają. Grymas: Lepiej byś mi polał. Random: Spirytusu, jak myślę? Grymas: Jesteś genialny. Jak na to wpadłeś? Random: To był total random. Cała trójka śmieje się. Senna i Łyżeczka znikają w korytarzu na piętrze. Kanion: Co się stało, że tak nawrzeszczałeś na swoją piękną Wisienkę? Random: Stwierdziła, że wszyscy jesteśmy pojebani i kopnęła mnie w piszczel. Kanion: Stanowczo za dużo czasu spędza z Sektorem. Uśmiecha się do siebie. Po czym obaj patrzą na bardzo zamyślonego Grymasa. Random: Ej, co jest, ziom? Grymas: To nie ja go zastrzeliłem. Kanion: Tak, wiemy, że to jest trauma. Ale z tego co mówi Senna, nie miałeś wyjścia. Grymas: To nie trauma. Ja mówię serio. Random: To niby kto twoim zdaniem? W pokoju byłeś tylko ty, on i Senna. Wisienka i Łyżeczka były już ze mną. Kanion: Wściekły na bank sam się nie zastrzelił. Random: Nie chcesz mi chyba powiedzieć, że to Senna? Nigdy w to nie uwierzę. Kanion: Senna nawet pająków, których się w chuj boi, nie potrafi butem zabić, bo ma wyrzuty sumienia. Obaj wybuchają śmiechem. Grymas jednak kręci głową. Wypija pół szklanki spirytusu. Bierze głęboki wdech. Random gasi papierosa. Grymas: Ćma go zastrzeliła. Kanion: Oj, płyniesz, stary. Wiedziałem, że od wysokoprocentowych alkoholi można mieć jazdy, ale żeby aż tak? Random pstryka palcami. Po czym klaska dłońmi i kiwa palcem na Grymasa. Random: Ej, Grym, skup się. Widzisz mnie? Ile mnie widzisz? Grymas: Ja nie mam jazdy i nie żartuję. Random i Kanion patrzą na niego ze zdziwieniem. Potem zerkają na siebie. Random: Przecież Ćma nie żyje. Grymas: Żyje. Wściekły potwierdził, że leżała z nim w szpitalu po wypadku. Nie słyszeliście? Random: Ja byłem w ogrodzie. Kanion: A ja z Arsenem u góry. Grymas: Nie wierzycie? To zajrzyjcie pod schody, do komórki. Random: Aha. Już rozumiem. Dobra wkręta, stary. Kogo tam schowałeś? Racja?! Alienka?! Wyłaźcie! Kiedy podchodzi do drzwi, otwierają się energicznie uderzając go. Upada. Wychodzi z nich kobieta o fioletowych włosach. Ćma: Wstawaj Random! Wszyscy pod ścianę! Ruchy! Random wstaje. Podchodzi do stolika. Kanion pomaga Grymasowi wstać i stają na przeciwko kominka. Patrzą w szoku. Random odwraca się szybko. Zrywa się w kierunku Ćmy. Ona jednak strzela mu w klatkę piersiową. Random pada na twarz. Kaszle kilka razy, rzuca się w konwulsjach, po czym zamiera w bezruchu. W tym momencie otwierają się drzwi do ogrodu. Staje w nich Wisienka zwabiona hałasem. Wisienka: O mój Boże!! Random! Wściekły! Ze łzami w oczach i z rykiem żalu biegnie w ich kierunku. Klęka koło ciał. Usłyszawszy te hałasy na szczycie schodów staje Senna. Senna: C... co tu się dzieje? Ćma: Twój kochaś nas sprzedał. Senna patrzy ze zdziwieniem w stronę Grymasa i Kaniona. Z jej oczu zaczynają płynąć łzy. Senna: Grymas... d... dlacze... Załamuje jej się głos. Wyciera rękawem twarz. Wymierza pistolet w jego kierunku. Senna: Dlaczego? Grymas: Ty... ty nie dzwoniłaś do Randoma. Senna: O czym ty mówisz? Grymas: Ty to wszystko zaplanowałaś... dałaś jej sygnał. Ty... O mój... Senna, ty kazałaś jej zabić Wściekłego? Ćma: Dość tych cyrków. Chwyta sznur z drzwi od komórki i rzuca Kanionowi. Ćma: Zwiąż ich! Grymas: Kanion? Kanion jednak ściska mu palcami ranę po kuli. Grymas klęka z bólu. Kanion schyla się by przywiązać go do Wisienki kiedy drzwi wejściowe się otwierają. Wchodzi Racja trzymając Sektora za dłoń. Sektor: Na szczęście nic jej nie będzie, ale lekarze... Zamyka drzwi. Obraca się. Przygląda się pomieszczeniu bardzo powoli, w totalnym szoku, kończąc zdanie. Sektor: ...zatrzymali ją na noc. Wisienka podnosi głowę zamierając wpatrzona w złączone dłonie Sektora i Racji. Kanion mruży oczy. Po czym szybko odwraca głowę patrząc pytająco na Ćmę. Grymas nadal wpatruje się ze smutkiem w Senną. Racja patrzy pytająco na Sektora. On jednak kiwa przecząco głową. Senna mierząc nadal w Grymasa zwraca głowę w stronę Ćmy. Ona jednak opuszcza ręce. Ćma: Sektor? Dlaczego trzymasz ją za dłoń? Głos się jej lekko załamuje przy ostatnim słowie. Dopiero wtedy Grymas patrzy w kierunku drzwi wejściowych. Kanion: Właśnie? Sektor jednak zerka na leżące ciała Randoma i Wściekłego. Potem podejrzanie przygląda się sznurowi, który trzyma Kanion. Na koniec podnosi lekko głowę patrząc na zdemolowane drzwi do ogrodu. Ćma: Sektor? Puść jej dłoń i powiedz mi, że to miał być tylko żart. Sektor: Ty nie żyjesz... Po czym wypuszcza ciężko powietrze. Zaciska dłoń Racji troszkę mocniej. Ćma robi krok do przodu i zwraca się całkowicie w jego stronę. Ćma: Sektor? Przepraszam, że się nie odzywałam. Nie mogłam. Przecież nadal mnie kochasz, więc puść jej dłoń. Proszę cię... Sektor przechyla lekko głowę jakby zahipnotyzowany. Puszcza dłoń Racji idąc powoli, niepewnie w kierunku Ćmy. W tym momencie jednak Ćma podnosi rękę i mierzy pistoletem w głowę Racji. Ćma: Kombinacja! Kręcona, podaj tę cholerną kombinację! Jadnak to szybko budzi Sektora, który zastawia swoim ciałem linię strzału. Ćma: Sektor? Odsuń się! Co ty robisz?! To przecież ja! Sektor: Ty nie żyjesz... Ćma nie żyje, zginęła z Jaszczurem w wypadku. Ćma: Jak to nie żyję, jak tu stoję przed tobą!? Sektor: Dla mnie?... Nie żyjesz. Ćma opuszcza dłoń z pistoletem w totalnym szoku. Kanion: Sektor, co ty mówisz? Sektor: Arsen miał rację. Nie powinienem go winić. Tamten wypadek to nie była jego wina. Ćma: No bo nie była. To była wina Wściekłego. Racja: Wściekły powiedział Alience coś innego. Senna patrzy podejrzanie najpierw na Rację, potem na Ćmę. Racja: Zakryłaś mu oczy. Dlatego nie wiedział kto był drugą ofiarą wypadku. Senna: Ćma? C... co oni... eee... o czym oni mówią? Nagle u szczytu schodów pojawia się Arsen. Arsen: No już nie udawaj niewiniątka! Senna obraca się w szoku. Pozostali również patrzą w jego kierunku. Tylko Ćma pozostaje niewzruszona. Podnosi rękę i mierzy w kierunku Sektora. Ćma: Racja, podaj mi, kurwa, tę kombinację, bo go zastrzelę! W tym momencie Arsen schyla się, wyjmuje przypięty do kostki pistolet i mierzy do Sennej. Arsen: Zejdź na dół, odłóż pistolet i kopnij go w stronę Kaniona! Senna: Ale... Arsen: Tak wiem. Nie powinienem już żyć, tak? Nastąpiła jednak zmiana planów. Senna: Ale... jak? Skąd? Arsen: Już jak Alienka mi powiedziała kilka dni temu, że dałaś jej tysiąc złotych by nikomu dziś nie powiedziała, że zwalniają Wściekłego, wiedziałem, że coś jest nie tak. I musiałaś pewnie sobie wymierzyć w głowie ile zajmie zadziałanie trucizny, żeby zjawić się w domu w odpowiednim momencie. Musiałaś się mnie pozbyć, żeby Wściekły nie potwierdził, że Ćma żyje, prawda? Bo ty wiedziałaś. Senna: Ale ja widziałam jak pijesz... Arsen: Widziałaś jak piję? Ale co? Widziałaś jak piję sok pomarańczowy z lodem. Tam nigdy nie było tej wódki, do której dodałaś trucizny. Senna schodzi na dół i kopie pistolet w stronę Kaniona. Kanion: Ale ja widziałem jak umierasz. Arsen: I dlatego właśnie znajdujesz się po tamtej stronie, a nie po tej, debilu. Nigdy nie umiałeś mierzyć pulsu! Senna: Ale... skąd wiedziałeś, że akurat Sektor nie zostanie w pokoju? Arsen: Bo skoro chciałaś się mnie pozbyć zanim przyjdzie Wściekły, żeby nie ujawniać tego, że Ćma żyje, to musiałaś też wymyślić jak się go pozbyć tak, żeby nikt nie widział i to za pomocą Ćmy. A kto mógłby ją natychmiast rozpoznać? Któż inny, jak nie, przez całe życie platonicznie w niej zakochany, Sektor. Musiałaś mieć alternatywny plan jak się go pozbyć z domu. W tym momencie Ćma nie wytrzymuje. Strzela w drzwi wejściowe. Ćma: Weź się, Senna, nie wygłupiaj! Podnieś ten jebany pistolet! Arsen: Rusz się a strzelę. Nie żartuję. W tym momencie Ćma delikatnie obraca się za siebie. Widzi, że Arsen ma pistolet i nie blefuje. Ten moment wykorzystuje Random. Chwyta pistolet, zrywa się na nogi i uderza Kaniona łokciem w twarz. Potem prawą ręką chwyta go za głowę. Odbija nią o kominek. Kanion upada. Random wymierza lewą ręką, trzymającą pistolet, w kierunku Ćmy. Random: Grym! Pilnuj go! Ćma: Ale ja cię zastrzeliłam? Random podnosi podkoszulek. Ma pod nim kamizelkę kuloodporną. Arsen: Jak widzisz,…