Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Komedia · 9 min czytania

Cztery abstrakcje na minutę, cz1

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

I

"Cieszyn jest miastem z 37 229 ilością mieszkańców. Stanowi granicę administracyjną i państwową pomiędzy Polską i Czechami..." Strona internetowa została zamknięta i zastąpiona następną: " Po polskiej stronie znajduje się zamek Piastów... Po czeskiej można kupić tanie wino..." Taaak, inny podobny asortyment też. " Od czasu wejścia Polski do UE by przejść przez granicę wystarczy dowód osobisty..." Ten nowy rzecz jasna. Ten brzydki. Plastikowy... Fuj! Dlaczego on musi być różowy?

Dwudziestoletnia kobieta (która jednak nie wiedziała czy kobietą się zwać czy wciąż dziewczynką - małą, nieśmiałą i nieporadną) zastanawiała się nad wyborem uczelni. " Właściwie to nie chcę zdawać. Nie! Inaczej. Nie chcę się nie dostać. By to osiągnąć - to może lepiej byłoby nie zdawać?..." Już raz uciekła. Rok wcześniej, kiedy nie dostała się na dwie uczelnie miała jeszcze okazję stanąć do wrześniowych bojów. Kierunek: edukacja religijna. Najbardziej żenujący jaki jest na tej uczelni. Ale był. Jednak... W ostatniej chwili zrezygnowała. Przez rok była w policealnym studium, gdzie p a n i e m a g i s t e r posiadały wybitne umiejętności upupiania słuchaczek. Dziewczyna była o wiele lepiej traktowana w liceum, z większym szacunkiem niż podczas studium. Ba! Nawet w podstawówce nie była poddawana takiej kontroli wychowawczej: ciągłe groźby wezwania rodziców, ciągłe kazania i mowy, ciągłe wtrącanie się do spraw szkolnych i pozaszkolnych. Rozpacz. Nie... M u s i zdawać na tą zasraną uczelnię. Choćby miała ponieść kolejny gorzki smak porażki. Malwina dostała się z ilością sześćdziesięciu sześciu punktów na 70 możliwych, była prawie najlepsza. Jedna osoba prześcignęła ją o jeden punkt. Szkoda, że nie była czwarta... Być czwartą dla tej kobiety było przyjemniej niż być drugą. Uwielbiała tą liczbę - cztery. Dla nie była to święta cyfra. Na ironię losu, uczelnia naprawdę okazałą się zasrana. Wymarzony kierunek pedagogiczny (dziewięć osób na jedno miejsce) okazał się wielką katastrofą nie dającą żadnych uprawnień do zawodu. Grupa liczyła osób czterdzieści pośród których każdy z każdym rywalizował i walczył o wszystkie głupoty jak o życie. Na uczelni i w akademiku nudy jak flaki z olejem. Po prostu gówno. Ale jak każde gówno w swoim życiu, poczynając od imienia, pokochała swój uniwersytet i jego otoczenie od razu. Pokochała wzniesienia i pagórki cieszyńskie po których chodząc po chwili była zasapana, te wielkie schody na uniwerku, złych i niemiłych wykładowców, te nagie rzeźby na korytarzach, gdzie z początku niewinnie odwracała od nich wzrok Była do tego stopnia wstydliwa, że nawet dzieła sztuki - takie jak te gipsowe rzeźby - wzbudzały u niej dyskomfort psychiczny. Zaraz na początku roku postanowiła przyjrzeć się pewnej rzeźbie. Zaintrygowała ją, ale widziała ją tylko kątem oka. Zdarzyła się dogodna chwila, kiedy nikt jej nie zaczepiał a korytarz był pusty. Jednak zadumała się nad rzeźbą o moment za długo. Ktoś przechodził. Na nieszczęście chłopak. Na jeszcze większe nieszczęście wysoki przystojny. Dziewczyna nie znosiła tego. Przyłapał ją ktoś. Postanowiła się dzielnie trzymać, jak zwykle zresztą w takich sytuacjach, i ignorując nieprzyjemne napięcie w każdym z mięsni swego ciała zaczęła przeszukiwać swoją torebkę w celu poszukiwań przedmiotu nieokreślonego. To musiało się udać. Zawsze się udawało. Nawet jeśli przyłapywacz był ciekawski i wlepiał w nią swój wzrok to przecież zaraz sobie szedł i był czas na uspokojenie swoich wnętrzności. Jednak tym razem się nie udało: Człowiek zatrzymał się na chwilę. Nie mógł się zdecydować czy pójść dalej czy zostać. Trwało to więcej niż trzydzieści sekund. Dla dziewczyny to była całą wieczność... Pomyślała, że mężczyzna wszedł do jakiejś sali i tego nie usłyszała. Odwróciła gwałtownie głowę jakby chciała się obudzić z jakiegoś koszmaru. Wzdrygnęła się. On stał tam nadal. Patrzył się na nią i powoli zaczął uśmiechać. "Pomóc w czymś?" - głęboki, męski głos wypełnił pusty korytarz. Malwina nawet się dobrze nie przyjrzała właścicielowi głosu. Zapamiętała tylko jego ciemne włosy i raczej dobrze zbudowaną klatę i jeszcze to, że jej głowa sięgała tylko trochę wyżej jego łokcia. Nie oddychając już przez dobrą chwilę rzuciła szybkie "Nie" z dodatkiem nie bardzo zrozumiałym "dziękuję" i pobiegła z bijącym sercem po schodach. Nie wiem co było większym…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Cztery abstrakcje na minutę, cz1 — czytnik · opowiadania