Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Romans · 7 min czytania

Cztery Natury Życia : Miłość

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

"Los Angeles, San Francisco, Las Vegas, Minnesota, Toronto, Chicago, Rio De Janeiro, Nowy Jork, Miami – to największe miasta obu Ameryk, które zostały doszczętnie zniszczone przez deszcz meteorytów. Kosmiczne skały zniszczyły także wszelkie osady ludzkie na terenie Ameryki Północnej i Południowej – od małych wiosek po inne kilku milionowe metropolie. W wyniku zbombardowania Oceanu Spokojnego na terenie wszystkich otwartych zbiorników wodnych powstały olbrzymie fale tsunami, które zalały miliony przybrzeżnych miejscowości na całym świecie. Cała Europa Zachodnia począwszy na Portugalii i Anglii a skończywszy na Francji i Włoszech jest zniszczona. Deszcze meteorytów kieruję się nadal na wschód. Za niespełna. 15 Minut zbombardują Niemcy i Polskę Zachodnią a na tereny Polski Wschodniej dotrą najpóźniej za 25 minut. Podobnie na terenie całej Afryki. Potem tylko Azja pozostanie jedynym żyjącym terenem na Ziemi. Ale nie na długo. Astrofizycy szacują, że deszcz ustanie za ok. 3 4 godziny i wtedy Ziemia praktycznie przestanie istnieć. Nie przeżyją najmniejsze gatunki, no może poza bakteriami i jednokomórkowcami. To Armageddon." - To już koniec – wyszeptał pod nosem Grzesiek, po czym zdenerwowanym gestem szarpną pilotem i wyłączył telewizor o mało, co nie uszkadzając ekranu. - Przecież to nie ma sensu, dlaczego teraz, kiedy na świecie jestem właśnie ja i jestem szczęśliwy. To niesprawiedliwe. - Tak musiało być. Nie przejmuj się, wszystko będzie dobrze – pocieszała go mama. Jego brat siedział w pokoju i grał na komputerze. Wiedział, że to jego ostatnia gra potem pozostanie mu już tylko game over. Nic nie można było zrobić. Ameryki przestały istnieć podobnie jak 3 Europy i Afryki. Świat zbliżał się ku końcowi. Grzesiek był zagubiony. 2 godziny temu wrócił ze spotkania z Wiktorią. Dwie godziny temu Ameryka była jeszcze pięknym bogatym i potężnym krajem. Teraz nawet prezydent zginął. Potęga upadła. Grzesiek chodził zdenerwowany po pokoju, co chwilę łapał za słuchawkę, chciał zadzwonić do Wiktorii, w końcu już nigdy się nie zobaczą. Jednak nie mógł zostawić rodziny. Zawołał brata, poprosił mamę o chwilę uwagi. Gdy brat wszedł do salonu, bez problemu zauważył łzy w oczach Grześka. A ten stał na środku pokoju i zaczął mówić, słowa, które wychodziły z jego ust niczym wypychane na siłę, tak jakby wolał zginąć niż to powiedzieć. - Mamo, braciszku – Przepraszam i żegnam was. Nie mogę zostać z wami do końca. Kocham was, kocham was jak tylko mogę. Ale nie, nie tak bardzo jak ją. Mamo wiesz dobrze o tym. Musze, bo to ostatni dzień naszego życia. Przepraszam was. Podszedł do brata, pogłaskał go, przytulił powiedział coś na ucho, potem uściskał mamę, ostatni raz spojrzał jej w oczy i pocałował w policzek. Potem już tylko łzy w oczach mówiły same za siebie, choć może lepiej, aby na chwile zamilkły. Grzesiek chwycił za słuchawkę i od razu wykręcił numer do Wiktorii. Już po pierwszym sygnale usłyszał głos ze słuchawki: - Wiedziałam, że zadzwonisz, wiedziałam czekałam przy telefonie od godziny, ja nie mogłam, przecież wiesz, dlaczego, Grzesiu ja nie chcę umierać nie teraz jestem szczęśliwa, oboje jesteśmy.…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%