Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Inne · 21 min czytania

Czwarta siostra

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

CZWARTA SIOSTRA

Był ciekawy czy nadal tam były. Przetarł zmęczone oczy. To było kompletne wariactwo. Wyszedł zza biurka. Uchylił drzwi do sekretariatu. Pewnie, że były. Brunetka z ciekawością zerkała przez ramię jego asystentce. Blondynka podlewała kwiatki. Faktycznie, były trochę przywiędłe. Ruda leżała wyciągnięta wygodnie na kanapie. Zauważyła go...Pomachała przyjacielsko dłonią. Zatrzasnął drzwi jak przyłapany na podglądaniu pensjonarek małolat.

To właśnie ruda obudziła go poprzedniego wieczoru. Zasnął w fotelu przed telewizorem. Coś załaskotało go za uchem. Machnął ręką chcąc odegnać, jak sądził, natarczywego owada. Robal był jednak nader cwany i zręcznie unikał niebezpieczeństwa. W końcu Witek otworzył oko. Natychmiast uczynił to samo z drugim. Zobaczył przed sobą twarz młodej kobiety. Migotliwy blask telewizora przeświecał purpurowo przez długie falujące włosy. Uśmiechała się szelmowsko. To ona łechtała go za uchem trzymanym w ręku kwiatkiem. Fajny sen. Mrugnął oczami. - My się znamy? - Od zawsze - głos miała łagodny i ciepły jak kaszmirowy koc. - Nie przypominam sobie - mruknął. - Ale mogę się mylić. Właściwie nie mam nic przeciwko temu. Obserwowanie intruzki sprawiało mu dużą przyjemność. Ubrana w obcisłą sukienkę koloru burgunda, poruszała się zmysłowo niczym rozgrzany drzemką kot. - Zawsze byłyśmy przy tobie - drgnął usłyszawszy głos za plecami. Obejrzał się szybko. Szczupła blondynka w zielonej zwiewnej sukience przeglądała jego płyty. - Dotąd nie było powodu byś nas zobaczył - Witek odwrócił się w drugą stronę. Przy ławie siedziała jeszcze jedna kobieta, poważna brunetka w okularach o złotych, drucianych oprawkach. Wyglądała na starszą od pozostałych, a może tylko na zmęczoną, czy znużoną. Mieszała kawę uważając, by nie uronić ani kropelki na czarny elegancki kostium. Przestała na moment przeglądać papiery i wydruki, nad którymi pracował i które tak skutecznie go uśpiły. - No, ładnie - to musiał być sen. - Co to ma być? Napad, czy zbiorowy gwałt? Osobiście wolałbym to drugie. Uśmiechnęły się wszystkie, choć brunetka dość powściągliwie, a rudowłosa jakby z zastanowieniem. - Zawsze taki sam. Nie powinieneś w tej chwili myśleć o bzdurach. - dziewczyna pociągnęła łyk kawy. - Masz problemy. Potrzebujesz siły i cierpliwości. Ujawniłyśmy się, by dodać ci otuchy. Żeby cię wspierać. Ruda wyciągnęła swe ciało na sofie zniewalającym ruchem sytego pytona. No cóż, jeśli nie była boginią, to z pewnością kogoś takiego mieli na myśli starożytni bajając o Afrodycie. Blondynka wreszcie coś wybrała. Włożyła płytę do odtwarzacza. Mhm...Sonata księżycowa. W sam raz, żeby się przewrócić na drugi bok. - O.K. Rozgośćcie się tu dziewczynki. Pozwolicie, że was na jakiś czas opuszczę. Mentalnie rzecz jasna. Sen był całkiem przyjemny, ale do rana było daleko i zdąży go jeszcze zastąpić kilka zwyczajowych koszmarów. Zniknie jak wszystkie.

Nie zniknął.

Obudziły go na śniadanie. Dokładnie rzecz biorąc obudziła go blondynka. Wyglądała uroczo w seledynowej piżamce, z potarganą szopą włosów na głowie. Była jeszcze zaspana i naburmuszona, jak mała dziewczynka budzona do przedszkola. Wszedł do kuchni drapiąc się po brzuchu. No, proszę. Ciekawe skąd wzięły te nocne wdzianka. Przywlokły ze sobą, czy jak? Nie widział nigdzie żadnych czemodanów. Brunetka siedziała opatulona po same uszy w jedwabny szlafrok. Za to ruda paradowała w ponętnej, kusej koszulce. Prezentowała się nader korzystnie. Witek obserwował ją z ogromną satysfakcją. Odruchowo poprawił na biodrach opadające bokserki. Swoją droga, ciekawe kto go rozebrał... - Bardzo realistyczna halucynacja - stwierdził. - Żadna halucynacja. Jesteśmy tu naprawdę, może byś wreszcie to zaakceptował. - Jasne. Macie może jakieś imiona - nastawił wodę na kawę. - Mamy mnóstwo imion. Możesz nas nazwać jak chcesz. Należymy przecież do ciebie. - Oho! Wszystkie trzy na raz? Fuj, wstydźcie się. I nie wiecie jakie macie imiona? To jakaś szatańska sprawka. A imię moje Legion, bo nas jest wielu - zacytował z namaszczeniem. - Tyle, że ja nie jestem zbyt religijny. Już nie. Brunetka spojrzała na Witka z wyraźnym politowaniem. - To nie ma nic wspólnego z religią. W każdym bądź razie nie za wiele - odwróciła wzrok w kierunku pozostałych, milczących, kobiet. - Zawsze byłyśmy przy tobie, w każdej chwili. A teraz po prostu przyszedł czas, byś się o tym przekonał naocznie. Witek wzruszył ramionami. - W porządku. Będę cię nazywał...powiedzmy...Blanką - spojrzał na złotowłosą. Wytrzeszczyła na niego ogromne, błękitne oczy. - Dlaczego tak? Chyba Bianką? - Rozróżniasz kolory? Przeglądałaś się kiedyś w lustrze? A w ogóle zacząłem się uczyć hiszpańskiego i takie imię mi się podoba. - Dobrze, jeśli chcesz...- Blanka uśmiechnęła się promiennie. Ukradkiem rozejrzała się po kuchni. Witek był pewien, że szuka...lustra. - A ciebie - z satysfakcją spojrzał na rudowłosą - będę nazywał Anią. Kobieta odgarnęła z twarzy opadający kosmyk włosów i spojrzała na niego przymglonym wzrokiem, od którego zrobiło mu się gorąco. - Różnie mnie nazywano. Wenus, Isztar, Hathor albo Freją...Ania? Do dość pospolite, prawda? - Mam dwie romantyczne siostry. Słyszałaś może o pani Montgomery? Ania uśmiechnęła się i kiwnęła głową chyba usatysfakcjonowana uzasadnieniem. Brunetka obserwowała ich przez chwilę, a w końcu zapytała. - A ja? Witek z namaszczeniem nalewał wodę do filiżanek. Chciał zyskać na czasie. - Nie chciałabyś zostać Zofią? - spojrzał na nią zakłopotany, bo prawdę mówiąc, nie miał żadnego lepszego pomysłu. Zapytana kiwnęła poważnie głową. - W porządku, to ładne imię i znam jego znaczenie. "Może i jesteś mądra, ale masz tyle wdzięku, co pruska guwernantka" – pomyślał Witek. - "Powinienem cię nazwać raczej Teklą" Nagle złapał jej urażone spojrzenie. Czyżby czytała w myślach? Chyba poczuła się dotknięta, nerwowo poprawiła okulary. Witkowi zrobiło się głupio. - Nie powinieneś być dla niej taki nieprzyjemny - pozostałe dwie spoglądały na niego z potępieniem. - To twoja wina, że wygląda tak mizernie. Przez ciebie jest taka słaba. Cholera, czyżby wszystkie penetrowały mu łepetynę? - Przeze mnie? - Witek rozeźlił się trochę.- No pewnie. Nie wiem czemu się dziwię. W zasadzie całe zło tego świata istnieje z mego powodu. Słyszę to prawie codziennie. Musiał jednak przyznać im rację. Był niemiły. - No dobra. Przepraszam. Rozświetliły się tym swoim denerwująco dobrotliwym uśmiechem. - Nie musisz. Przecież wiemy, że naprawdę tak nie myślisz. Znamy cię. - Tak, tak, znacie - warknął pod nosem. To coraz bardziej wyglądało na jakieś obłędne majaczenia. Może właśnie leżał gdzieś pod namiotem tlenowym, a znudzona pielęgniarka wycierała cieknącą mu z gęby ślinę. Popatrzył na towarzyszki ze złością. Przełknął kawę parząc sobie język. - Jeśli mnie tak świetnie znacie, to wiecie, że muszę już wychodzić. Mam pracę, mam różne dziwne zobowiązania. Zostajecie, czy idziecie ze mną? - Zawsze z tobą. Oczywiście, że idziemy - Anna uśmiechała się łagodnie. - Znamy twoje obowiązki. Ciężko ci, prawda? A siostry? - Realizują swe romantyczne wizje. Jedna spaceruje malowniczymi wzgórzami Toskanii, a druga podziwia zasnute mgłą irlandzkie łąki. - Zostałeś sam - Blanka posmutniała. - Dlaczego właściwie nie masz żony? - Czyli jednak guzik o mnie wiecie - mruknął Witek. - Można powiedzieć, że żadna ze skłonnych do popełnienia tego kroku ostatecznie nie wytrzymała napięcia. - Na szczęście masz nas. - Na szczęście. Idziecie tak ubrane? Przez moment sylwetki kobiet jakby zniknęły, rozmyły się, pozostawiając po sobie tylko zwiewną, bezkształtną mgiełkę, ale po chwili ich obraz wyostrzył się z powrotem. Były teraz gotowe do wyjścia. Zofia w stonowanym kostiumie, Blanca w soczyście zielonym płaszczyku, a Anna...Anna oczywiście nie zrezygnowała ze swego intrygującego stylu. W skórzanym komplecie wyglądała szalenie seksownie. Witek pokiwał głową z uznaniem. - Wygodne rozwiązanie.

Miał je na karku przez cały dzień. Nie mógł się na niczym skoncentrować. Ciągle sprawdzał, czy nadal dotrzymują mu towarzystwa i za każdym razem napotykał trzy do obrzydzenia życzliwe spojrzenia. Przekonał się też, że na pewno tylko on je widzi. Witek starał się przyjrzeć im dokładniej. Zofia faktycznie nie wyglądała najlepiej. Była blada, zmęczona, cały dzień siedziała na kanapie. Za to Blanka zachowywała się jak beztroska nastolatka, była uroczo roztrzepana i nie potrafiła, ani chwili ustać w miejscu. Najbardziej zastanawiała go Anna. Chwilami działo się z nią coś dziwnego, czego wcześniej nie zauważył. Jakby co jakiś czas zmieniała oblicze. Nie był pewny czy to nie złudzenie. Momentami kipiąca erotyzmem kocica, zmieniała się w troskliwą, pełną wewnętrznego ciepła, kobietkę. Taką, z którą można zamieszkać w małym domku i dochować się gromady wnuków. Dziwne to wszystko... Spojrzał na zegar. Fajrant. Trzeba było zbierać towarzystwo i realizować kolejne punkty programu dnia. Ciągle te same.

Popatrzył ze złością na księdza popijającego w kuchni kawę. No jasne, katabas czuł się tu już jak u siebie na plebanii. - Jak się trzymasz synu? - Nie jestem księdza synem - warknął Witek. - Trzymać to można niemowlę przy piersi, albo psa na smyczy. Smakuje kawusia? Cholerna Lodzia. Była to starsza kobieta, sąsiadka matki, często przychodziła do niej w odwiedziny. W zasadzie Witek był jej za to wdzięczny, ale chwilami jej dobroduszność i naiwność wystawiała jego cierpliwość na ciężką próbę. Klecha korzystał z tego w całej rozciągłości. Nie mógł zaniedbać opieki nad tak szczodrą owieczką. Zjawiał się tu najczęściej tuż po wizycie listonosza z rentą. - Jak poszła dzisiejsza posługa? - Pańska matka potrzebuje wiele miłości i cierpliwości. - Oczywiście. Potrzebuje już od dawna. Od tak dawna, że nawet nie pamiętam od kiedy. - A czegoż takiego spodziewał się pan ode mnie usłyszeć? W tym właśnie problem. Niczego. - Równie dawno temu przekonałem się, że oprócz gładkich słówek niczego od was nie mogę się spodziewać. No, ale tego was przecież uczą, prawda? Ksiądz nie wyglądał na specjalnie poruszonego tonem Witka. Profesjonalista. - Nie widziałem pana w kościele od lat. Może już czas zwrócić się do Pana o pocieszenie i pomoc. On pomaga wszystkim, którzy o to szczerze proszą. - Jasne. Matka prosi od lat. Widocznie ma za słaby głos. Kawka księdzu nie wystygła? Duchowny

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Czwarta siostra — czytnik · opowiadania