biografia · 11 min czytania
Czy diabeł jest kłamcą?
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
- Czy diabeł jest kłamcą? - Zosiu, zadajesz mi trudne pytanie. Diabły są nieznane oczom śmiertelników, to znaczy nas ludzi. Diabła każdy rysuje inaczej. To jest trochę tak, jak z krasnoludkami. Prawdą jest, że krasnoludka podobnie jak diabła nikt nie widział. Nie wiadomo, czy krasnoludki są dobre czy złe, czy kłamią i jak wyglądają. – nieco sztywno próbowałam stanąć na wysokości zadania. Zosia zamyśliła się. - W twoich bajkach Krasnoludek ma brodę, czerwony kaftan i stare kamasze, a na czubku nosa nosi okularki. Prawie jak Święty Mikołaj, ale nie przynosi dzieciom prezentów. Diabeł ma rogi i ogon, jest czarny, nie jest ładny ani dobry. Mówisz, że dobroć tylko udaje. – wyrzuciła z siebie jednym tchem po pięciu minutach milczenia. Napotkałam jej oczy. Wyraźnie była nie usatysfakcjonowana moją odpowiedzią. – Hm, Hm …obraz diabła nie został odkryty… przypadkiem - ciągnęłam dalej. - Jest widoczny jak na dłoni, w większości zjawisk. Lubimy żyć w świecie, gdzie rządzą jednoznaczne reguły, gdy wiemy co jest dobre i złe. Taki świat jest dla nas bezpieczny – próbowałam wytłumaczyć dziecku. I to był mój błąd. Zdałam sobie sprawę, że w poglądach Zosi chciałam dostrzec jedynie echa swoich poglądów. Zosia zmarszczyła nosek. Taką minkę robi gdy coś dla niej trudne, niejasne do zrozumienia lub gdy się ze mną nie zgadza. Dzieci nie wolno zbywać byle czym. Opowiadając jakieś bzdury, mogę zniweczyć coś czego ją mozolnie dotąd uczyłam cenić. Nie mogę odbierać jej przyjemności, którą jej dają bajki, nie mogę pozwolić, żeby to co sobie ułożyła w małej główce zostało zmarnowane, zasiać dodatkowy niepokój. Napadły ją wątpliwości i stąd się chyba wzięło zadane mi pytanie, przyczynek do naszej rozmowy. Podstawowe pytanie, które sobie zadałam, brzmiało - czy to ja wierzę w diabła. Tak, wierzę. Jest jednym z moich przekonań, zgadza się z tradycją chrześcijańską, z normalnym pojmowaniem Pisma Świętego. Dowodów, że jest inaczej, które by temu zaprzeczały na próżno szukać. Moja religia nie legła by w gruzach, gdyby to przekonanie okazało się fałszywe. Mam na ten temat swoją teorię, zachowam ją dla siebie, nie pora było o niej mówić. Zosia nie jest właściwym adresatem, jest jeszcze za mała. – Kochanie, diabeł jest przeciwieństwem anioła. Anioł nie kłamie. Już mi się wydawało, że jestem wystarczająco przekonująca i Zosia nie będzie drążyć dalej. Spojrzałam na opuszczone kąciki jej ust - zrozumiałam – mówiły, nic z tego. Zakręciła się na pięcie, w chwilę potem z dziecięcego pokoju słychać było intensywne szukanie. Wróciła z różowym pudełkiem, pełnym skarbów. Przejęta, coś do mnie mówiła, nie słuchałam, byłam zajęta swoimi myślami, odpłynęłam. - Poszukiwanie prawdy jest jedną z fundamentalnych cech człowieczeństwa, zaczyna się nieomal w kołysce. Głód wiedzy jest bardzo cenny, wynika z pragnienia poznania nowości. Dziecko pyta o wszystko, w kółko zadaje pytania, często zastanawiające. Kawałeczek po kawałeczku układa swój świat, w którym niepokój ma swoje miejsce. Niepokój wymaga by obchodzić się z nim ostrożnie, nie powinien zbyt przybrać na sile, ani być tłumiony. To tyle teoria. Zostałam postawiona przez tego małego człowieka pod ścianą. Pamięć wysłała mi kilka obrazów, na ogół pomagały. Tym razem żaden nie był dobry dla dziecka. Spanikowałam. Poczułam delikatne szarpnięcie, otrzeźwiałam, wróciłam na ziemię. Zosia stała przede mną, z tym samym znakiem zapytania w oczach, kurczowo uczepiona mego rękawa. - Nie odpuści, nie tym razem. - westchnęłam. Miałam ochotę oblec się w jakąś skorupę, opancerzyć się, by przetrwać to wymowne spojrzenie. Dzieci są jak wolne ptaki, byle miały gdzie latać. Są nieprzewidywalne, nie rzadko zaskakują nas dorosłych, konsekwentnie dążąc do celu. Biegną coraz szybciej i szybciej, niesie je wyobraźnia, ciekawość świata i chyba dlatego nie zżera je nuda. Przechowują swe myśli, spostrzeżenia i odkrycia jak w skarbonce, by je wyciągnąć we właściwym czasie. Mają w sobie dziwną, magnetyczną siłę, która je pcha do przodu. Przysiadają tylko wtedy, gdy ich skrzydła nasiąkną zbyt mocno łzami. Nie drepczą w miejscu, czekają, aż im obeschną. Najszybciej łzy schną w słońcu miłości, której nie może dać pluszowy miś. Ale do rzeczy, Zosia w rączce trzymała „Aniołka Smołka”. Czytałyśmy razem tę bajeczkę. O małym, pociesznym diabełku. Pozytywna, zabawna historyjka, napisana z humorem. Zosia słuchała jej z zainteresowaniem. Podobała się nam obu. Smołek przebrał się za aniołka, a ściśle - diabełka w anielskie piórka przebrał Starzec, by mały stworek, w niebie mógł pracować. To, że diabełek wskoczył w szatki aniołka wzbudziło w niej niepokój. - Czemu diabełek udawał kogoś innego, nie mógł być sobą? - zapytała. - Przebrana za księżniczkę będziesz zawsze Zosią. To piękne móc być sobą, trzeba tego strzec. - odpowiedziałam. W pierwszej chwili pomyślałam, że to ta bajeczka była sprawcą, ona ją zainspirowała do rozmowy, oczywiście niechcący. W tej bajce nie mogłam doszukać się kłamstwa. Szybko się wycofałam, to byłoby zbyt proste. Sytuacja, w której się znalazłam pobudziła moją wyobraźnię, uparcie dźwięczało mi w uszach postawione przez Zosię pytanie. - Można odpowiadać mądrymi słowami, o iluminacji, definicji czasu, przestrzeni, ale CZY DIABEŁ JEST KŁAMCĄ? Pytanie Zosi pobudziło mnie do myślenia o rzeczywistości, której nie można zobaczyć ani dotknąć. Diabeł jest duchem, zdeprawowanym stworzeniem Boga, który podobno nie może znieść, że się z niego drwi. Jego wygląd…