Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Romans · 7 min czytania

Czy ja nie mam prawa do ....?

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Postanowiłam pisać trochę o tym, co czuję. Może wyjdzie z tego całkiem niezły melodramat. Na razie tak to wygląda i wcale nie zanosi się na szczęśliwe zakończenie. Chodzi oczywiście o pewnego mężczyznę, który w niesamowity sposób wkroczył w moje życie. Stało się to 11 maja wieczorem. Siedziałam zmęczona w domu, kiedy zadzwoniła moja komórka. Numer osoby, która dzwoniła był zastrzeżony, nie miałam pojęcia, z kim będę rozmawiać, ale odebrałam telefon. Usłyszałam głos mężczyzny. Był zaskoczony. Pomylił numer. Dzwonił do kolegi a tu odezwał się żeński głos. Zapytał o Artura. Przeprosił i rozmowa się zakończyła. Po upływie paru minut zadzwonił ponownie i znów zapytał o kolegę i czy go nie znam. Nie znałam takiej osoby, więc znów przeprosił i się wyłączył. Następnego dnia wieczorem otrzymałam smsa, który jak mi się wtedy wydawało nie był przeznaczony dla mnie. Chodziło o jakąś płytę zespołu Iron Maiden. Odpowiedziałam nadawcy, że nie prosiłam o taką i że go pozdrawiam. Za jakiś czas otrzymałam wiadomość od tej samej osoby zawierającą przeprosiny. Nadawca napisał też, że dopiero teraz zrozumiał, że jestem osobą, z którą rozmawiał dzień wcześniej. Pół wieczoru pisaliśmy do siebie. Przedstawił się jako Mariusz czasem nazywany jest Odysem. Mieszka w Sosnowcu. Ma 27 lat. Okazało się, że mieszka na takiej samej ulicy jak ja i bywa także w ... Od tamtego dnia trwała nasza znajomość, jeśli można tak ją nazwać. Dzień później postanowił do mnie zadzwonić, wzbraniałam się, zwodziłam go, ale w końcu uległam. Od tamtej pory wciąż czekam na jego telefony i uwielbiam jego głos. Potrafiliśmy rozmawiać godzinami. Podczas jednej z rozmów zapytałam jak mógł wysłać do mnie wiadomość przez pomyłkę skoro znał już wtedy numer Artura? Przyznał się, że jego działanie było zamierzone. Chciał mnie poznać i czekał na moja reakcję. Zachęciłam go tymi pozdrowieniami. Dziś dziękuję Bogu, za to, co wtedy napisałam. Po tygodniu przyznał się, że miał żonę i wychowuje 5-letniego synka Jakuba. Bał się mi o tym powiedzieć, bo nie chciał mnie stracić. Opowiadał mi o nim. Bardzo go kocha i według mnie wspaniale go wychowuje. Uwielbia morze i chce pływać, bo to przynosi mu ulgę, ale zrezygnował ze względu na syna. Stara się zapewnić mu wszystko. Kubuś też bardzo go kocha, tak pięknie mówi do niego: tatusiu. Jest bardzo rozwiniętym i bystrym dzieckiem. Pewnego dnia porozmawialiśmy bardzo poważnie, odniósł wrażenie, że ja nie angażuję się tak bardzo jak on, na co nie mógł sobie pozwolić. Przez moment wszystko się zachwiało. Przekonałam go, że mnie również na nim zależy i chcę to kontynuować. Znów wszystko wróciło do normy. Z dnia na dzień czułam, że staje się dla mnie coraz ważniejszy. Planowaliśmy, że się spotkamy. Że kiedyś zjemy razem pyszne lody, wypijemy piwo, zjemy nasze ulubione pistacje i będziemy gadać całą noc. Było naprawdę pięknie. Czułam się szczęśliwa, mimo że mieszkał daleko i tak naprawdę go nie znałam. Pewnej nocy w smsie wyznał mi, że mnie kocha. Przyjęłam to z dystansem. Jak można kochać kogoś, kogo się nie zna? Tak myślałam wtedy.... 30 czerwca wieczorem zadzwonił do mnie. Kiedy go…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Czy ja nie mam prawa do ....? — czytnik · opowiadania