Przyjaźń · 5 min czytania
Czy możesz...?
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
No cóż, pora spojrzeć prawdzie w oczy. Pora się obudzić. Skończył się czas na sen. Ten przyjemny, piękny sen w którym życie toczy się idealnie. Tak jakbym tego chciała. Powinnam wrócić do rzeczywistości. I oto nadszedł ten dzień, ta pora – najwyższa i zarazem najlepsza pora na pobudkę. Muszę żyć, tak ja chcę, tak ja powinnam. Muszę otworzyć oczy i udowodnić wszystkim, że potrafię, że dam radę. Jestem człowiekiem, człowiekiem który żyje, oddycha, porusza się. Jestem w stanie to zrobić, tylko dlaczego nic nie robię… Nie mam siły? Nie mam ochoty? Dość tego, pora się obudzić. Dzisiaj zaczyna się ten dzień – pierwszy i ostatni. Najwspanialszy dzień. Powiem mu jak bardzo go kocham – powiem, znowu. Będę to powtarzać ciągle. I usłyszę to samo – to najwspanialsze z tego wszystkiego, cieszy mnie najbardziej. Tak długo o to walczyłam, aż w końcu się udało. Nigdy nie zapomnę tego dnia kiedy przyszedłeś do mnie. Byłeś zupełnie pijany – no cóż, wiedziałeś jak bardzo tego nie lubię, powiedziałeś, że jestem piękna a ja dałam ci w twarz. - Słonko pamiętam – usłyszałam twój głos, był taki prawdziwy, jakbyś stał tuż obok mnie, ale to przecież niemożliwe, ja śpię, już jakiś czas śpię. Sama nie wiem ile, dzień, może dwa? Tydzień, albo miesiąc? - Otwórz oczy – powiedziałeś – Jestem tutaj, jestem z tobą - Nie to niemożliwe – wyszeptałam - Zaufaj mi Wiedział co powiedzieć, żebym go posłuchała. Zaufaj mi – zawsze działało. Otworzyłam oczy i to co zobaczyłam to… było takie piękne. Widziałam światło, tak jasne, jednak nie raziło mnie – dziwne uczucie, ale mogłam swobodnie się rozejrzeć. Stałeś naprzeciwko mnie i patrzyłeś mi w oczy. Uwielbiam to. W tych oczach – które były dla mnie najważniejszymi i najwspanialszymi oczami na świecie zobaczyłam tyle miłości i…. smutku. Chwyciłam cię za rękę, a ty się uśmiechnąłeś. - Dałaś mi po twarzy, a ja ukląkłem przed tobą i powiedziałem, że nigdzie nie pójdę - I całe szczęście, że zostałeś, nigdy już cię nie wypuszczę - Przykro mi - Dlaczego ci przykro? – spytałam - To już koniec - Koniec? - Nie wrócę - Robert co się stało? - Jechaliśmy nad morze pamiętasz? - No tak jechaliśmy i… - urwałam, bo zorientowałam się, że nie wiem co było dalej – Nie pamiętam - Mieliśmy wypadek – wyjaśnił, chciałam się rozpłakać, ale nie potrafiłam - Ja nie chcę umierać – wyszeptałam - Nie umrzesz – powiedział