Romans · 11 min czytania
Czy to już czas by się zakochać?
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
1.Mimo, ze trudno mi się do tego przyznać to musze głośno przyznać, że wakację już minęły. Czy tęsknie za nimi? To chyba oczywiste, że tak. Nie zależało mi za bardzo, by znów wrócić do tych testów, kartkówek i całego stresu. Do tego w tym roku wybór liceum. Cóż sprawa ciężka i nadal nie wiem, co zrobię ze swoim życiem :( No ale cóż trzeba żyć dalej, a przez ten miesiąc dosyć duzo się wydarzyło. Ale opowiem wszystko od początku. Trzeciego września było rozpączęcie szkoły. Nocowałam wtedy u przyjaciółki. Było fajnie, chociaż nastepnego dnia rano miałam nieźle podkrążone oczy. Zapomniałyśmy, że już nie można spać do 12. Gdy weszłyśmy do klasy stanęłyśmy jak wrytę. W pierwszej ławce koło naszego klasowego przystojniaka siedział nowy chłopak. I chociaż wydawałoby się, ze to jego pojawienie się na chwilę nas zdekoncrentowało, jednak było inaczej. Zadziwiło nas to, że Sylwek siedział z jakimś chłopakiem. Na ogół nie pozwalał swoim rzekomym przyjacołom zbliżać się do swojej ławki, a tu naglę okazuję sie, że pomaga nowemu zaadaptować się w naszej klasie. Za nimi siedziały dziewczyny ode mnie z paczki: moja imienniczka Justyna i Ania. Przywitałam sie z nimi szybko i nadal lekko zdezorientowana usiadłam w ławce. Sylwek nawet nie spojrzał w moją stronę. Coż to nie był pierwszy raz. Trzymał się z pijącymi i palącymi ludźmi, a ja po prostu sie do takich nie zaliczałam. Gdy słuchałam troszkę przynudzającej naszej kochanej wychowawczyni, zorientowałam się, ze Sylwek uparcie sie we mnie wpatruję, jadnak gdy tylko spojrzałam na niego zmieszany odwrócił wzrok. Zdziwiłam się tym nieco niespotykanym zajściem. Gdy wyszliśmy z klasy stanęłam pod szkołą, czekając na dziewczyny. Naglę po drugiej stronię ulicy zobaczyłam Sylwka. Gadał z jednym z jego tzw. sługusów. Gdy zobaczyli, ze patrzę w ich stronę wybuchnęli głośnym śmiechem. Poczułam sie lekko zmieszana i stwierdziłam, że czas wracać do domu, nawet jeżeli to oznaczało wystawienie dziewczyn. Powolnym krokiem ruszyłam w stronę domu, gdy nagle usłyszałam wołanie: -Justyna, poczekaj. - Już myślałam, ze to dziewczyny, które będą mi robić wykład o lojalnosci, gdy zobaczyłam, ze to Sylwek biegnie w moją stronę. -Co chcesz? - Warknęłam w jego stronę, wciąż zła za sytuację pod szkołą. -Nie gniewaj sie. Chciałem cię przeprosić za ten śmiech mój i Damiana. Spojrzałam na niego zszokowana. Czy on naprawdę przeprasza, czy robi sobie ze mnie żarty. Tutaj muszę dodać, ze nie jestem specjalnie popularna i nigdy jeszcze nie miałam chłopaka, także nie jestem przyzwyczajona do pogaduszek ze szkolnymi ciachami. -Mówisz na serio? - Zapytałam. -No przecież. - Uśmiechnął sie delikatnie. - A co teraz robisz? Nie wiedziałam o co chodzi. Czułam się coraz bardziej zdziwiona, a lubię panować nad sytuacją. -Nic konkretnego. Miałam upiec ciasto na rocznicę ślubu rodziców, ale chyba nie mam teraz ochoty przebywać sama. Uśmiechnęłam się do niego zalotnie. Od razu załapał, co mi chodzi po głowie i zaproponował: -A co ty na to, ze ci pomogę? Nie mam teraz co robić i chętnie ci pomogę. -Dobrze. - Kiwnęłam lekko głową. - To idziemy teraz do mnie?
2.Spojrzałam na Sylwka śmiejąc się. -Jak to jest możliwe, ze jeszcze nigdy nie piekłeś ciasta? -Normalnie. Moja mama raczej nie piecze i jakoś nigdy się do tego nie paliłem. -Czyli cię rozdziewiczam? - Spytałam i juz kilka sekund później byłam cała czerwona ze wstydu. Naszczęście Sylwek tylko się uśmiechnął i pokiwał głową. -Wiesz o tym, ze gdy jesteś sama zachowujesz się zupełnie inaczej niż w szkole. - Powiedział Sylwek. -Co masz na myśli mówiąc to? -No wiesz... - lekko sie zakłopotał. - W szkole trzymasz się z dziewczynami, wszyscy wiedzą, że się dobrze uczysz, więc mają cię za kujona. - Chyba teraz zrozumiał, jaką przed sekundą powiedział głupotę. - Przepraszam nie powinnienem nic mówić. - Lekko się zaczerwienił. -Nie ma sprawy. Chyba wiem co masz na myśli. Chodźby o tobie wszyscy mówią, jak o debilu. Pewny siebie, samolubny, nie dopuszcza ludzi do siebie. I ja też uważam, ze teraz zachowujesz się inaczej. W szkole jesteś bezuczuciowy. - Byłam coraz bardziej na niego zła. Przyszedł do mnie do domu, a teraz zaczyna mnie krytykować. -Nie to miałem na myśli. - Spojrzał na mnie przepraszająco. - Chodziło mi o to, że normalnie jesteś bardziej zwariowana niż ja. -Dobra, wybaczam ci. - Mrugnęłam do niego. Jeszcze długo piekliśmy ciasto. Z czasem oboje zapomnieliśmyn o naszej kłótni i spędziliśmy trochę miłego czasu. Po godzinie gdy trzeba było wyciągać ciasto kazałam mu umyć miskę po czekoladzie. Sylwek włożył jednak rękę do miski. Gdy się spytałam co robi, spojrzał w moją stronę z tajemniczem uśmieszkiem. Sekundę po tym miałam całą twarz umazaną w czekoladzie. Nie mogłam się nie zemścić. Wzięłam bitą śmietanę, która leżała tuż obok mnie i polałam mu całą twarz. Próbował mi ją wyrwać z ręki, jednocześnie obsmarowując mnie czekoladą, gdy nagle znalazłam sie w jego ramionach. Pzrez jakieś pięć sekund żadne z nas nie zmieniło pozycji, jednak ja szybko oprzytomniałam, wyszłam z jego objęcia i zaczęłam wycierać