Psychologia · 20 min czytania
Czysta formalność
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
– Miałem go prawie w piątej rundzie! – krzyknął Piotrek trzaskając drzwiami. Pusta szatnia zawtórowała mu. Rozzłoszczony jeszcze bardziej, począł kopać wszystko na swej drodze. Buty, torby, nawet ławki. Doszedł do swojej szafki i oparł się na niej pięściami. Pierwszy raz od dawna poczuł jak łzy napływają mu do oczu. Słysząc, że ktoś wchodzi do szatni, powstrzymał je i odwrócił się. – Przepraszam szefie. Nie wiem co mi się stało. – Nie przejmuj się Piotrek. Następnym razem będzie lepiej. Trener przeszedł w stronę szafki i usiadł na ławce obok. Wyjął papierosa. Odruchowo podał też drugiego zawodnikowi, ale przypomniawszy sobie, że ten rzucił palenie jakiś czas temu cofnął rękę. Zapalił i puścił dym z ust wzdychając przy tym głęboko. Piotrek usiadł obok niego. Spojrzeli na siebie. – Na treningach szło dobrze. Mogę nawet powiedzieć, że bardzo dobrze. – Wiem szefie, ale to nie treningi chodzi. Formę mam bardzo dobrą, czuję się znakomicie. Ale szef zrozumie, mam problem. Dość duży problem. – Chcesz o tym porozmawiać? Piotrek spojrzał na swojego trenera uważnie. Znali się już bardzo długo, ale wciąż nie był pewien czy może mu zaufać. Cały czas wydawało mu się, że ten trzyma się go tylko ze względu na sukcesy. Był przecież tylko człowiekiem. To wprawdzie on, Fortecki odkrył go i wyćwiczył. Nauczył go wielu rzeczy związanych nie tylko z boksem. Czy był jednak godzien zaufania? Postanowił zaryzykować. – Mój brat wpakował się w konkretne długi. – Wicek? – Nie, młodszy. Adaś. Muszę mu jakoś pomóc. Myślę o tym bez przerwy i to mnie wykańcza. Nie wiem zupełnie co mam robić. – Czekaj, czekaj. On też boksuje? – Tak, ale nie idzie mu to zbyt dobrze. Właśnie w tym cały problem. – Co się stało? – Powiedzmy, że przed ostatnią swoją walką porozmawiał o niej z kilkoma niewłaściwymi ludźmi. Takimi co nie odpuszczają tak po prostu. – Nie mogłeś mi o tym powiedzieć wcześniej? Co na to wszystko Wicek? – Odkąd skończył walczyć rzadko go widuję. Nie wiem szefie. Coś wymyślę. Następna walka będzie lepsza, obiecuję. – Wierzę w to. No, trzymaj się chłopaku! Trener poklepał Piotra po ramieniu i wyszedł z szatni. W drodze do domu rozmyślał o całej tej sytuacji. Bardzo lubił swego zawodnika. Traktował go jak syna, ale czuł że tamten my nie ufa. Nie dziwił się. Pół życia spędził w cieniu brata. Gdy Wincenty Kulik odnosił swoje największe sukcesy, gdy był rozchwytywany i wielbiony przez tłumy, nikt nie zwracał uwagi na młodego Piotrka Kulika bijącego w worki gdzieś po kątach. A młodszy był równie zdolny jak starszy. I to właśnie on, Michał Fortecki odkrył młodego przez przypadek i zaproponował współprace. Gdy skończyły się sukcesy Wicka, to właśnie dzięki Forteckiemu młody znalazł się w centrum uwagi. Tak. Teraz trzeba mu było pomóc. Był już pod domem ale uznał, że musi zajść w jeszcze jedno miejsce. Knajpa „Żubr” nie należała do ekskluzywnych, ale mordownią raczej też by nikt jej nie nazywał. Dla wielu było to osiedlowe centrum kultury. Kultury raczej niższej, aczkolwiek bardzo ciekawej. To tutaj ciągle przesiadywał stary akordeonista śpiewający rosyjskie pieśni. Tutaj był stół bilardowy zmontowany ze sklejki. I to właśnie tutaj najczęściej przebywał Wincenty Kulik. Kilkukrotny mistrz kraju w wadze półśredniej. Siedział i teraz, rozpoczynając noc setką wódki. Gdy zobaczył wchodzącego Forteckiego, zasłonił twarz ręką. Tamten jednak spostrzegł go i podchodząc do stołu zapytał się: – Mogę się dosiąść? – Jeśli musisz. Fortecki zdjął płaszcz i usiadł. Wiedział, że to będzie ciężka rozmowa. Cechą dzięki której Wicek zwyciężał tyle walk był upór. Upór ten, tak silnie oddziaływał na Wicka, że w zasadzie to on wyznaczał całą jego życiową drogę. Niestety tylko do pewnego momentu. Później była już tylko wódka. Tak jak i była teraz przed nim. Nie miał zamiaru rozmawiać ze starym znajomym. Przeszłość była mu ością w gardle. – Twój brat ma problem. – Który brat? – W zasadzie to oby dwaj. Wicek wychylił szklankę. Wstał od stołu i podszedł do baru. Po chwili wrócił z dwiema kolejnymi setkami. Jedną postawił przed Forteckim, a drugą przed sobą. Usiadł. – Co tym razem nabroiło to gówniarstwo? – Adam chciał sprzedać walkę, tak mi się zdaje. Coś jednak poszło nie tak i sprawy nie mają się najlepiej. – A co ma do tego Piotrek? – Wrócił po kontuzji i przegrał już drugą walkę. Przejmuję się młodszym. Nie wie jak ma mu pomóc. Wicek spojrzał się Forteckiemu w oczy. – A co ciebie właściwie to wszystko obchodzi? – Zrozum Wicek, Piotr musi być stabilny psychicznie, inaczej… – Spierdalaj mi z taką gadką! – Wicek krzyknął, wypił wódkę i wstał od stołu. Wyszedł na dwór. Sam nie wiedział co ma teraz robić. Z Piotrem nie rozmawiał już dwa lata. Adama spotkał wprawdzie ostatnio na ulicy, ale wymienili tylko kilka zdań i rozeszli się w swoje strony. Szedł teraz przed siebie bez żadnego celu. Pierwszy raz od dawna był o tej porze trzeźwy. To co odczuwał rozglądając się dookoła, tylko utwierdzało go w przekonaniu, że dobrze robi pijąc. Odraza jaką żywił do tego miejsca była ogromna. Szare budynki, przyozdobione gdzieniegdzie tandetnymi neonami i ziejące pustką ulice były przerażająco ponure. Chodniki pełne dziur, a zaschnięta krew, z każdym krokiem napawała go obrzydzeniem. Nienawidził tego miejsca. Nienawidził każdego miejsca które znał. Pocieszała go tylko myśl, że był zakochany – co prawda bez wzajemności – w wódce. Ta myśl zawsze podnosiła go na duchu. W końcu znalazł się na granicy dzielnic. – A więc tu mnie nogi zaniosły! – powiedział cicho do siebie. Kilka ulic dalej mieszkał Piotrek. Było to stosunkowo nowe osiedle. Młody bokser dostał tu mieszkanie za zeszłoroczną wygraną w mistrzostwach Polski. Co to była za walka! Przez pierwsze dwie rundy stary wyga wagi półśredniej, Heniek Nowak miał wyraźną przewagę, jednak niespodziewany knock out Kulika w trzeciej rundzie rozstrzygnął sprawę. Wicek przypomniał sobie jak czytał o tej walce w gazecie. Nie był pocieszony, że brat poszedł w jego ślady. Był z niego dumny, ale nie chciał by skończył jak on sam. Wicek podjął decyzję. Musi spotkać się z bratem. Szybko znalazł sklep z wódką. To nigdy nie było trudne. Wygrzebał ostatnie pieniądze i kupił pół litra. Okolica była spokojna. W takich miejscach ludzie wcześnie kładą się spać. Idąc, Wicek zastanawiał się czy mógłby tu mieszkać. Z jednej strony nużyły go ciągłe bójki i niekończące się unikanie kłopotów, ale wiedział, że tu nie odnalazł by się tym bardziej. Nie umiał się już odnaleźć nigdzie. Dlatego skończył walczyć. Dlatego zaszył się w knajpach. Stanął przed drzwiami do mieszkania Piotra. Zapukał. Drzwi otworzyły się momentalnie. – Wicek? – Jakbyś zobaczył ducha! – Wicek roześmiał się – No skoro cię nie obudziłem, to chyba mogę wejść? – Jasne. Pierwsze co rzuciło się w oczy Wickowi to bieda, w której żył jego brat. Dwa pokoje, z czego zaledwie jeden był umeblowany i malutka kuchnia. Był pewien, że skoro Piotrek osiąga teraz tyle sukcesów to finansowo radzi sobie bez zarzutu. Z pewnością kiedyś boks był bardziej opłacalny. Usiadł przy jednym z dwóch krzeseł i wyjął wódkę. Piotr wyszedł do kuchni i wrócił po chwili z dwiema szklankami. Chwilę później szklanki były pełne, a moment później puste. – Młody, przyszedłem tu żeby ci pomóc. – Pomóc? Ale w czym? – Dobrze wiesz w czym. Był u mnie ten stary krętacz Fortecki. Powiedział mi o wszystkim Piotr doznał dziwnego uczucia. Z jednej strony nie mógł nie czuć urazy do brata za zerwanie kontaktu z rodziną, ale przypomniał sobie tą więź, która wytworzyła się między nimi po śmierci ojca. Przypomniało mu się jak Wicek wtedy opiekował się rodziną. Nalał wódki do szklanki. – Wicek, cieszę się bardzo, że chcesz pomóc. Jest jednak pewna rzecz która nie daje mi spokoju. Mogę cię o coś zapytać? – Jeśli to ma… – Wicek. – Dobrze młody, skoro już tak tego pragniesz to postaram się wytłumaczyć ci wszystko. – Zamieniam się w słuch. – Najpierw kolejka. Wicek polał wódkę do szklanek. Piotrek wiedział, że brat jest alkoholikiem. Był nim już pod koniec swojej bokserskiej kariery. Właśnie to pytanie ciągle go dręczyło. Czy Wicek skończył walczyć przez alkohol? Wypili kolejkę i młodszy Kulik poczuł pierwszy szum w głowie. – Pamiętasz moją ostatnią walkę? – Jasne, że tak. Bodaj dwudziesta, przedtem żadnej przegranej. – Tak było. Pamiętasz też, że było to tuż po śmierci ojca? – Trudno zapomnieć. Wicek spojrzał na pustą szklankę. Co w zasadzie miał powiedzieć bratu? Historia jest krótka. Poddał się. Nie umiał się do tego przyznać, ani przed bratem ani przed sobą. Wiedział, że jak raz przegra będzie przegrywać ciągle. To wystarczyło żeby przestał walczyć. Po prostu przestał być niepokonany, zarówno na ringu jak i w życiu. – Co mam ci powiedzieć młody, po prostu przegrałem. Nigdy wcześniej nie przegrywałem. To nie przez wódkę. Wódka była potem, tak mi się wydaje. Nie byłem w stanie udźwignąć tego wszystkiego co na mnie spadło – Mówiąc unikał wzroku brata. Pierwszy raz słyszał to wszystko na głos. Brzmiało zupełnie inaczej – Jezu, ale ja byłem cienki. Cały ten czas tylko stwarzałem pozory, że jestem twardzielem. – To dobrze ci to wychodziło. Dla Adama ciągle jesteś wzorem do naśladowania, chce być taki jak ty. – Wiem o tym, dlatego się zaszyłem i zerwałem z wami kontakt. Nie umiałem mu spojrzeć w oczy po przegranej. Ojciec był dla niego taki ważny, odszedł. Wiedziałem, że teraz cała jego uwaga skupi się na mnie, nie chciałem żeby zapamiętał mnie jako zniedołężniałego boksera, który ciągle przegrywa. Piotrek spojrzał na niego z politowaniem. Nie wiedział, czy jest bardziej wściekły, czy bardziej zażenowany. Wicek czuł dokładnie to samo. Dopiero teraz zrozumiał jak bardzo był w tym wszystkim egoistyczny. Zapalił papierosa i począł wędrować po pokoju. Piotrek cały czas nic nie mówił. Czy…