Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Romans · 37 min czytania

Czysta krew

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Rozdział VII

Wiktor nawet nie próbował odwrócić wzroku. Czułam jego spojrzenie sunące po płaszczu, którym uparcie przysłaniałam ciało. - Co tu robicie? – odezwał się Nestor. - Wuj zarządził natychmiastowy powrót do Caernarfon! – wypaliła Stella. – Postanowiłyśmy od razu was o tym zawiadomić. Stado nie może się rozdzielić, przecież nasz ród musi rządzić tymi ziemiami, a po wyjeździe któregoś z członków... Robert wiązał wstążkę u mankietu, twardo wpatrując się w wysoką, świeżą trawę. Następnie podniósł wzrok na kuzynkę. Bił od niego spokój i równowaga. Zniecierpliwiona Stella chrząknęła cicho. - Każdy z nas może odjechać bez żadnych konsekwencji. Violett nie mieszka w Anglii, a mimo to przybyła tu na inicjację. Niezamierzenie, ale tak się stało. Choć moja przemiana zaszła w Amber Valley, znalazłem się tutaj. Więzy tej ziemi odnajdą swoich następców. O to nie musimy się martwić. Stella spłonęła ze wstydu. - Czyli niepotrzebnie tak się uniosłam? - Niezaprzeczalnie. Odetchnęła głęboko. - Przepraszam, że was niepokoiłam. - Jest jednak jeszcze jedna sprawa – wtrąciłam. Rzuciłam przelotne spojrzenie na przyglądających się nam służących. - Violett, rozmawialiśmy już o tym – westchnął Robert. Wyczułam w jego głosie zmęczenie. Robert był z nas najstarszy i myślę, że pragnął stabilizacji. Rodziny. - Wiem. Ale Robercie, z drugiej strony im się nie dziwię. Może mój powrót do domu nie jest takim złym wyjściem. Może wszystko trochę ucichnie i ich obawy odejdą… - To nie ma nic do rzeczy – wychrypiał Wiktor. – Nie musisz wyjeżdżać. Nie możesz. – Zabrzmiało to wręcz agresywnie. Przeszyłam go chłodnym wzrokiem. - Nie mogę? - Pozwolisz? Odeszliśmy w las, zostawiając zmieszane kuzynostwo. - Violett, jesteśmy zaręczeni, twój ojciec o tym wie. Pobłogosławił nasze małżeństwo. Nie chcę się z tobą rozstawać. - Twoja reakcja była zgoła inna – mruknęłam. Zajrzał mi głęboko w oczy. - Sądzisz, że mógłbym ci czegoś zabronić? Violett, szanuję twoje decyzje. Jednak jestem egoistą. Dotknął mojego policzka miękkim opuszkiem. - Nie potrafiłbym już bez ciebie żyć. Jego wargi delikatnie rozchyliły moje. Z westchnieniem odchyliłam głowę do tyłu, a jego silna dłoń dotknęła mojego karku. Druga ręka powędrowała w dół pleców, przyciskając mnie do jego ciała. Dyszałam, cała płonęłam. Zupełnie zapomniałam, że mam na sobie jedynie płaszcz, który niebezpiecznie się rozchylił na udach. Ręka Wiktora z moich pleców przeniosła się na biodro, mnąc materiał. Płomienny oddech kłuł mnie w szyję, gdy powoli sunął ustami w dół. W tej chwili gorąco, które mnie ogarnęło nie miało nic wspólnego ze wstydem. Pożądanie płynęło moimi żyłami, nadając zmysłom ostrości. Zręcznie rozwiązał pasek mojego płaszcza. Nagle jakbym wynurzyła się spod tafli wody. Uderzył mnie chłód rosy, zabrakło powietrza. Oprzytomniałam. - Nie, nie tutaj – zasłoniłam nagie ciało, nim zostało zupełnie odsłonięte. - Violett… – zamruczał Wiktor wdychając zapach moich włosów. - Jak pachnę? – wypaliłam nagle. Odchylił się na tyle, aby posłać mi zdezorientowane, zaciekawione spojrzenie. - Każdy z wilkołaków ma swoją własną, silną woń. Ty na przykład pachniesz… - wtuliłam nos w jego szyję. – Zazwyczaj pachniesz jak truskawki, jak najsłodszy miód, czasem jak powietrze po deszczu. Gdy jesteś zły, czuję zapach świeżej trawy, a gdy przygnębiony, pachniesz niczym dopiero wypieczony chleb. Rozśmieszyło nas moje ostatnie porównanie. - Nie potrafię tak obrazowo opisać twojego zapachu – zaczął tym razem Wiktor. – Po prostu, kiedy go wdycham, jestem najszczęśliwszy na świecie. Obezwładnia mnie, otula, zachęca… - Zachęca? – uśmiechnęłam się figlarnie, przeplatając palce włosami. Otaksował mnie namiętnym spojrzeniem. W ostatniej chwili zdążyłam umknąć przed jego ramieniem, którym chciał mnie przyciągnąć. Śmiejąc się w niebogłosy, rzuciłam na oślep przez las. Biegłam lekko, przeskakując większe konary. Słyszałam, że narzeczony biegnie za mną, jednak starał zachowywać się cicho. Ujrzałam już rozległą, płaską polanę, kiedy nagle zahaczyłam brzegiem płaszcza o jedną z ostrych gałęzi. Materiał rozdarł się wpół. Smętne strąki zwisały po bokach, odsłaniając mnie aż do pępka. Do głowy wpadła mi tylko jedna myśl, którą od razu wcieliłam w życie. Śmiejąc się jeszcze z miny Wiktora, płonęłam, przemieniając się w czarną wilczycę. Obiegłam go dookoła, zachęcając do nieco szybszej pogoni. W chwili gdy chciał pójść w moje ślady, zamarł. Podążyłam wzrokiem za jego spojrzeniem i sierść mi się zjeżyła na grzbiecie. Przed nami wśród zarośli, półstojąc, półkucając, drżała z przerażenia Emnilda. Serce we mnie zamarło, kiedy jej dygocząca dłoń zbliżyła się do ust. Ledwo powstrzymała się przed krzykiem. - Uciekaj. – Usłyszałam w myślach rozporządzenie Wiktora. – Teraz. Odwróciłam się, ile sił w nogach pędząc na oślep. Zostawiałam za sobą ukochanego i niewinną, przestraszoną służącą. Nie wiedziałam, o kogo powinnam się bardziej niepokoić. Łzy zasłaniały mi widoczność, gdy pchana przez wiatr gnałam w stronę domu. Nie myśleć o niczym. O niczym. Jednak wciąż zadawałam sobie to samo pytanie – ile ona widziała? Czy przyszła tuż po mojej przemianie, czy widziała mnie także wcześniej? Jak Wiktor jej to wytłumaczy? Czy coś takiego można w ogóle tłumaczyć? I czy… Nie potrafiłam dokończyć ostatniego zdania. Przełknęłam łzy. Stałam w kwitnącym ogrodzie wujostwa. Zawyłam nisko. Miałam nadzieję, że kuzyni zdążyli już wrócić z pikniku. Straciłam rachubę czasu i nie wiem, ile czasu spędziłam z Wiktorem. W drzwiach ukazała się Stella z suknią w ramionach. Rzucając mi chłodne spojrzenie, ułożyła suknię i pantofle pod gęstym dębem, z dala od okien. - Dziękuję – szepnęłam z wdzięcznością. Gdy zniknęła za purpurą zasłon, stanęłam w ludzkiej postaci. Włożyłam pantalony, jedwabne pończochy, stanik. Bladoniebieską suknię przełożyłam przez nogi. Podwiązałam granatową wstążką stan i włożyłam pantofle. Moja fryzura jak zwykle była nienaganna. Odkryłam, że to jedna z zalet wilkołaków, których włosy nigdy nie potrzebują poprawy. Usiadłam w bibliotece, w ulubionym fotelu wuja. Zrozumiałam, że ja także nie potrafiłabym żyć bez Wiktora. Połączyła mnie z nim nie tylko miłość, ale również wilkołacze więzy. Otrzymałam kolor jego oczu, czułam go całą sobą. Nie mogę wyjechać przed naszym ślubem. Miał rację. Służąca postawiła przede mną tacę z popołudniową herbatą i śliwkowym ciastem. Przełykając gorycz, którą wywołała u mnie jej obecność, postarałam się zmusić do uśmiechu. Choć wcale mi do niego nie było. Z rosnącą niecierpliwością wyczekiwałam powrotu Wiktora i Emnildy. Nestor miał słuszność, powiedziawszy, że staję się kłębkiem nerwów. Gdy w końcu X się pojawił, nie mogłam odgadnąć wyrazu jego twarzy. Rzucił mi roztargnione spojrzenie i powiedział, że natychmiast trzeba zwołać zebranie stada. Przewracając, na szczęście pustą filiżankę, zerwałam się z fotela i potruchtałam w stronę salonu, gdzie ostatnio widziałam Roberta z Nestorem grających w szachy. Zatrzymałam się na framudze, zwracając ich uwagę. W pokoju był jeszcze wuj Baldwin, ale drzemał przy kominku. - Chodźcie, coś się wydarzyło. – Mój szept unosił się jeszcze w ciepłym powietrzu, gdy opuściliśmy salon. Narada odbyła się za zamkniętymi drzwiami biblioteki. Panowała cisza, przerywana jedynie pykaniem ognia w kominku i naszymi płytkimi oddechami. Wiktor stał przy palenisku oparty o ścianę, pocierał sobie czoło. Wreszcie Nestor nie wytrzymał i zapytał o co chodzi. - Przejdę od razu do rzeczy. Jedna ze służących widziała Violett pod postacią wilka. Pozostali nabrali głośno powietrza. - Samej przemiany nie dostrzegła, jednak fakt biegającego wokół mnie wilka, co najmniej ją wystraszył. Rozkazałem jej odejść. Trochę ją nastraszyłem, aby nie próbowała żadnych sztuczek z oszukaniem nas. Jeszcze dziś ma wyjechać do Oakham, a stamtąd do Grimsby. Próbowałam doszukać się jakichś emocji w jego twarzy, ale zachował obojętność. Nie miałam podstaw, aby mu nie uwierzyć, jednak coś w jego zachowaniu było niepokojące. Zajrzałam mu oczy, a on odwzajemnił wejrzenie. Najwyraźniej tylko mi się wydawało. Zasypiałam wsłuchując się w przytłumione, dalekie kapanie deszczu. Wprawił mnie w melancholijny, przygnębiony nastrój. Przeciągnęłam się rozkosznie i rzuciłam spojrzenie w stronę łóżka Mirabell. Spała jak zwykle z rozrzuconymi włosami, zupełnie jakby chciała się za nimi ukryć, jak za woalem. Delikatne, koronkowe wykończenie koszuli otaczało jej krągłe nadgarstki. Rękę spuściła i prawie dotykała ziemi. W tej chwili olśniło mnie, że za miesiąc skończy szesnaście lat, a za rok rozpocznie się jej sezon. Zacznie chodzić na bale, o których tak zawsze marzyła, tańczyć z przystojnymi młodzieńcami i szeptać tajemnice rówieśnikom. Kiedy tak dorosła? Wtuliłam się szczelniej w kołdrę, czując napływające chłodne powietrze, a wraz z nim ludzki zapach siostry. Tym samym, zakończyłam swoje rozmyślania i starając się oddychać przez usta, zasypiałam.

***

- Violett, jednak powinniśmy wyjechać – powiedział Wiktor. - Czy to coś pomoże? Sam mówiłeś, że to nie ma znaczenia. - Sytuacja nieco się zmieniła – przewrócił oczami z niecierpliwością. – Wyjedźmy do Londynu, pomieszkajmy tam trochę. Zgódź się. Spojrzałam na niego z powątpiewaniem. Nie sądzę, żeby nasz wyjazd cokolwiek zmienił. Owszem, chętnie zobaczyłabym Londyn, a cała sytuacja z Emnildą wystraszyła mnie nie na żarty, ale z drugiej strony, nie mogłabym wyjechać bez przyzwoitki, a kogóż miałabym wziąć? Jedną z tutejszych dziewcząt, które prędzej uciekłyby z krzykiem niż zgodziłyby się z nami jechać? Wtedy pozostaje tylko ciotka, a na to trudno byłoby mi przystać. Omówiłam to z Wiktorem. Potrząsnął głową, a na jego twarzy pojawił się uspokajający, błogi uśmiech. Podszedł i złapał mnie za ręce. - Violett… - zamruczał, składając na moich nadgarstkach lekki pocałunek. Jego wargi powoli podążały po moim przedramieniu, zupełnie uniemożliwiając mi skupienie się na jego słowach. Poczułam dreszcze i dziwne ciepło rozlało się po moich ciele. Usta Wiktora znalazły się w zagięciu mojego łokcia. Zdecydowanie zaszły zbyt daleko. Potrząsnęłam głową, oswobadzając się z jego objęć. Już wiedziałam do czego może nas doprowadzić zatracenie. - Co mówiłeś? – wyjąkałam, zawstydzona swoją nieskromnością. - Myślę, że nasza podróż do Londynu mogłaby być podróżą poślubną. Musisz pamiętać, że bez służących się nie obejdziemy, ale to chyba zawsze coś? Uśmiechnął się na widok moich rumieńców. Podróż poślubna? Miesiąc miodowy? Ach, to przecież dopiero po ślubie… Kiwnęłam głową, zażenowana swoją własną wstydliwością. Wiktor obiecał, że omówi wszystkie sprawy z moim ojcem i wujostwem, zostawiając mi jedynie rozmowę z Mirabell. Nie będzie to takie łatwe, jak mogłoby się wydawać. Siedziałam jeszcze chwilę, gdy Wiktor wyszedł i starałam się ułożyć w głowie całe wytłumaczenie siostrze. Wziąwszy głęboki oddech, wstałam z fotela. Idąc korytarzem, dotykałam gładkiej ściany obłożonej tekowym drewnem. Obudziły się we mnie wspomnienia sprzed wielu lat, gdy ja i Mirabell byłyśmy małymi dziećmi i biegałyśmy po dworku wujostwa. Stella, jako najstarsza zachowywała raczej chłodniejszy stosunek, ale pamiętam, że szczerze zabawiała małą Mirabell. Natomiast z Nestorem zawsze znakomicie się rozumiałam. Zwiedziliśmy chyba każdy zakamarek ich domu w poszukiwaniu zaginionych skarbów. Zagryzłam lekko wargi, uśmiechając się na wspomnienie dzieciństwa. Jednak teraz stałam przed drzwiami pokoju siostry. Otworzyłam drzwi i ujrzałam ją siedzącą przy biurku. Najwyraźniej nawet nie usłyszała mojego wejścia, bo wpatrywała się w widok za oknem, zupełnie pochłonięta swoimi myślami. - Mirabell – chrząknęłam. Podskoczyła na krześle i głośno zamknęła czytaną książką. Odwróciła szybko głowę, po czym westchnęła z ulgą. - To ty. - Co robiłaś? – zapytałam podejrzliwie, podchodząc bliżej i siadając na krześle obok. Właściwie gdy nie myślałam o niej jak o odrażającym człowieku, jej obecność tylko trochę drażniła. Spłonęła rumieńcem, zagryzając wargę. Wyglądała uroczo, ta pozornie niewinna, zaskoczona minka wśród ciemnych loków, zupełnie jak z obrazka. - Pisałam pamiętnik… Och, wiem, że to wydaje się trochę dziecinne, ale z drugiej strony chyba każda panienka w moim wieku kiedyś prowadziła dziennik. Czy ty też, Violett? Jestem przekonana, że tak. - Niestety, chyba cię rozczaruję… - Nie wierzę! Nie rób mi tego, nie mogę wyjść na tą młodszą szalenie rozmarzoną siostrę! Mimowolnie zaśmiałam się cicho. Mirabell i jej sposoby postrzegania, co wypada, a co nie, co przystoi panience, a co ją ośmieszy. - Mogę cię zapewnić, że nie wyjdziesz na szalenie rozmarzoną dziewczynkę. Nagle nachmurzyła się, spuszczając wzrok. - Co się stało? - Czy chcesz wiedzieć, co takiego pisałam? – zapytała wysokim, obrażonym głosem. – Otóż opisywałam, jak się czuję, odkąd dla mojej siostry nie liczy się nikt więcej niż jej narzeczony. A z pewnością nie ja. Poczułam przykry skurcz, gdy to powiedziała. Poczułam się po prostu okropnie. Miała rację – zaniedbywałam ją jak nigdy. Nie rozmawiałam z nią od tygodni, nawet jeszcze przed przemianą. Nie mam pojęcia, jak mogła się czuć, gdy nie miała komu się zwierzyć, ani nawet pospacerować. Zwłaszcza, że jest takim niespokojnym duchem! Teraz odczułam ogromną przykrość i żal, byłam znowu jej siostrą, nie liczyła się pełnia ani żadne przekleństwo; moja odraza nagle się rozpłynęła. Przytuliłam ją mocno. Skóra mnie paliła, ale jakby przez mgłę, nie zwracałam na to uwagi. W tej chwili liczyła się ona. Poczułam jej łzy na swoim ramieniu. - Naprawdę czułam się odepchnięta… Każde jej słowo raniło mnie bardziej niż jej obecność, zapach. A teraz miałam jej powiedzieć o ślubie i wyjeździe. Że opuszczę ją już na zawsze. - Przepraszam. Nawet nie wiesz, jak mi przykro. Nie zdawałam sobie sprawy… W końcu Mirabell wytarła łzy i zaczęła się wachlować ręką, żeby opuchlizna z twarzy szybciej zeszła. - Na szczęście miałam Stellę. Bardzo mi pomagała, dzięki niej nie byłam taka znudzona. - Stellę? Kiwnęła głową. Jeszcze jedna rana przeszyła mi serce. Byłam niemądrze zazdrosna. Nie powinnam, najwyraźniej kuzynka naprawdę pomogła Mirabell, ale ukłucie zazdrości było niezaprzeczalne. - Pojedziemy do Oakham? Tak mi się sprzykrzyło to wiejskie życie. Ciągle siedzę w domu, a na bale jest jeszcze… za wcześnie. Chodziło jej o śmierć mamy. Pomimo że zdjęłyśmy żałobę po kilku miesiącach, na bale mogłyśmy uczęszczać dopiero po roku. - Pojedziemy – posłałam jej pokrzepiający uśmiech. Nie mogłam jej wtedy wyznać, że znowu zamierzam ją opuścić.

***

Tego samego wieczora, gdy siedziałam w naszej sypialni, obserwując spod spuszczonych powiek czytającą Mirabell, do drzwi zapukał ojciec. - Czy mogę wejść? Był podekscytowany, co kiepsko starał się ukryć. - Mirabell, mogłabyś zostawić nas samych? Muszę porozmawiać z Violett na osobności. Domyślając się, o co chodzi, wstałam. W dłoniach mięłam suknię, odsłaniając tym samym czubki moich pantofli. Mirabell posłała ojcu zdziwione spojrzenie, po chwili podobnym obdarowując mnie. Wybałuszyła oczy, dając do zrozumienia, że nie powinnam podciągać tkaniny zbyt wysoko. - Tak, tato. – Wstała z krzesła i z ciekawską minką wyszła z pokoju. Przełknęłam ślinę i czekałam na wieści. - Usiądź, usiądźże sobie wygodnie – polecił, przysiadając obok. – A więc nadeszła ta chwila, gdy pierworodna córka odchodzi ode mnie. Pozwolił sobie na głośne westchnienie. - Skończyłem rozmawiać z Wiktorem X. Powiedział mi o waszych szybkich planach dotyczących ślubu. I wyjazdu do Londynu. - Tak? – spłonęłam lekkim rumieńcem. - A więc wolisz wyjechać z panem Avow niż z własnym ojcem! - Tato… - Żartuję. Myślę, że to dobry pomysł. Zasiedzieliśmy się w Rutland, hm? Kiwnęłam głową. - Czuję się tu zmęczony. Odpocząłem za wszystkie czasy, a później zacząłem się męczyć samym odpoczywaniem. Tęsknię za Caernarfon. W domu jeszcze tyle przypomina mi Ines. Chcę czuć jej obecność najdłużej jak się da. Teraz rozumiałam jego położenie i egoizm, jakim się wykazałam. Uzależniłam od proroctwa pobyt w Anglii ojca i Mirabell. Choć wcale im się to nie podobało. Chciałam to jakoś wytłumaczyć, przeprosić ojca, ale w chwili, gdy otworzyłam usta to on powiedział: - Rozmawiałem już z Baldwinem i Ampelią. Wyglądała na uradowaną wieścią o waszym szybkim ślubie – zaśmiał się. Mruknęłam coś ze złością, ale Alexander mi przerwał: - Prosiła, abyś do niej wstąpiła. - Jeszcze dziś? - Tak, po rozmowie ze mną. Kiwnęłam głową i podniosłam się z łóżka. - Dziękuję – szepnęłam i przytuliłam ojca, po czym wyszłam. Pod drzwiami zastałam podsłuchującą Mirabell, która teraz udawała, że rozwiązał jej się trzewik. Kucając ukryła zarumienioną twarz we włosach. Chrząknęłam znacząco i udałam się w stronę buduaru ciotki. Zdałam sobie sprawę, że nigdy nie byłam w prywatnych pokojach ciotki. Za zamkniętymi drzwiami, pod baldachimami i wśród miękkich poduszek gospodarowała i odpoczywała pani domu. Wschodnie skrzydło rezydencji przeznaczone było dla wujostwa. Komnaty ciotki, wuja i wspólna sypialnia. Nie zapuszczałam się tutaj od przyjazdu, dlatego czułam się podekscytowana i zaniepokojona zarazem. Jaki mógł być powód wezwania mnie przez Ampelię? Poprawiłam delikatną tkaninę sukienki, gdyż nieco się pogniotła. Zapukałam. Drzwi otworzyła mi ciotka we własnej osobie. Miała na sobie lekki peniuar zarzucony już na koszulę. Błyszczące w świetle świec, rozpuszczone włosy opadały na jej ramiona. Nigdy wcześniej nie widziałam Ampelii bez koka i jej twarz wydała mi się okrąglejsza. - Zapraszam – uśmiechnęła się cofając w głąb pomieszczenia. Przekroczywszy próg poczułam dławiącą woń ludzi zmieszaną z różanymi olejkami, zapachem frezji w wazonie i mlecznego mydła. Gdyby nie mój wzmożony węch oraz niezwykłe przeczulenie na ludzki zapach, z pewnością aromat unoszący się w buduarze byłby przyjemnie łechcący nozdrza. Zaczerpnęłam powietrza, gdy zza toaletki wyszły dwie służące. Jedna z nich mogła być nawet młodsza ode mnie, wydawała się sympatyczna i łagodna. A przede wszystkim w towarzystwie tych dwóch służek nie czułam skrępowania ani potrzeby uważania na swoje zachowanie. Zrozumiałam, że one nie podejrzewają mnie o żadną klątwę, która zmieniła mnie w wilkołaczkę. Ciotka gestem zachęciła mnie do zajęcia miejsca na miękkiej, aksamitnej sofie, schowanej dyskretnie za parawanem w wykwintne, złote arabeski. Kobiety krzątały się przy nas parząc subtelną w smaku…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Czysta krew — czytnik · opowiadania