Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

biografia · 8 min czytania

Czyste auto

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Musiałem kupić nowe auto, bo stare już ledwo żyło. Dlatego odwiedzałem komisy, giełdy i rozpytywałem ludzi. Po kilku dniach zadzwonił mój kolega Paweł, który w takich sprawach lubi służyć pomocą. – Mój znajomy lekarz spod Poznania, ma do sprzedania prawie nowego golfa – powiedział z dumą w głosie. Paweł chętnie chwali się swoimi znajomościami w „wyższych sferach”, a słowa „lekarz” lub „mecenas”, w jego mniemaniu, oznaczają wszystko co dobre. Auto jest, zatem na pewno dobrze utrzymane, na pewno nie miało wypadku i mogę je kupić bez obaw. Co więcej, kolega przyjeżdża nim za kilka dni do pobliskiej miejscowości, a Paweł może mnie tam zawieźć? Cóż za okazja! Samochód jest z lekarskiej ręki i na dodatek przyjeżdża prawie pod dom. Pojechaliśmy. Golf był faktycznie dobrze utrzymany i palił na dotyk. Nie umiałem rozpoznać, czy nie był po wypadku, bo się na tym nie znam. Paweł jednak był tego pewny, bo to przecież było auto jego kolegi i lekarza. – A czyste ono? – zapytałem. – Bo auta z zagranicy bywają kradzione. – Panie! Ja często jeżdżę do Düsseldorfu i niemiecka policja już kilka razy mnie sprawdzała. – usłyszałem w odpowiedzi. – Ja ci gwarantuję, że wszystko jest w porządku – dodał Paweł. – My z Mietkiem znamy się jak łyse konie. No nie, Mieciu? No i kupiłem tak zachwalanego golfa, a w domu opiliśmy z Pawłem transakcję. Po kilku tygodniach pojechałem służbowo nowym nabytkiem do Niemiec. Pozałatwiałem wszystkie sprawy, wziąłem nową partię towaru dla naszej firmy i w niedzielny poranek wjechałem na przejście graniczne Fürth im Wald-Folmava. Niemiecki policjant wziął moje dokumenty i poszedł do swojej budki, by je sprawdzić. Wtedy – gdy w byłych krajach demoludu namnożyło się samochodów przywożonych z Niemiec – była to normalna procedura. Sprawdzanie trwało jednak trochę za długo i zaczynałem się niepokoić. Po kilkunastu minutach przyszedł cywil z moimi dokumentami w ręce. – Oberinspektor Liegl. Kriminalpolizei – przedstawił się i podsunął mi pod nos policyjną odznakę. – To auto wygląda na kradzione. Proszę o kluczyki. Posłusznie wykonałem polecenie, ale zrobiło mi się gorąco. Policjant usiadł za kierownicą i podjechał pod swoje biuro. – Zaaresztuje mnie pan? – zapytałem i już widziałem siebie w czyściutkim niemieckim więzieniu. – Nie. Większość ludzi nie wie, że ma kradzione samochody. Pan nas nie interesuje, tylko auto – odpowiedział policjant. – A co z nim będzie? – dopytywałem się, choć domyślałem się odpowiedzi. – Auto zostanie zatrzymane, bo według naszych danych jest kradzione. Jutro sprawdzimy to jeszcze u Volkswagena w Wolfsburgu, bo dzisiaj jest niedziela i tamtejszy komputer jest niedostępny – usłyszałem w odpowiedzi. – A jeżeli będzie czyste? – pytałem dalej. – To je panu oddamy. Niech się pan jednak nie łudzi, bo takiego przypadku jeszcze nie było – pocieszył mnie oberinspektor i usiadł do komputera, żeby spisać protokół. Pracował powoli i jednocześnie zabawiał mnie rozmową. Opowiadał, że którejś nocy podjechał tu auto z czeską rejestracją. Po sprawdzeniu dokumentów okazało się, że należy ono do mieszkańca Kolonii. Policja zadzwoniła do niego, obudziła, i rozmowa przebiegła mniej więcej tak: – Czy pan jest właścicielem takiego to a takiego samochodu? – Tak. – Gdzie on teraz jest? – Jak to gdzie? W garażu! – Czy może pan to sprawdzić? – O! Scheiße! – rozległo się po chwili w słuchawce. – Ukradli go! – Złodzieje zdążyli ukraść auto, „zrobić” czeską rejerstrację i dojechać aż tu, podczas gdy właściciel spał w najlepsze – zakończył historyjkę oberinspektor. Policjant skończył protokół i dał mi go do…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Czyste auto — czytnik · opowiadania