Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Romans · 18 min czytania

"Daj mi trochę miłości" cz.2

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Niedziela minęła tak jak każda. Razem z siostrą poszła do kościoła, chociaż wcale nie czuła takiej potrzeby. Ostatnio przestawała wierzyć w istnienie Boga. Jeśli istniał to, dlaczego nigdy nie wysłuchał jej modlitwy o normalny powrót taty do domu? Dzisiaj rano znowu była awantura. Nagle się zainteresował gdzie tak późno była. Wynikiem tej kłótni było podbite oko Nadine. Zastanawiała się jak pokaże się w szkole z taką twarzą? W poniedziałek rano starała się zatuszować sińce pod okiem pudrem, następnie fluidem, ale wyglądało to jeszcze gorzej niż bez tych wszystkich wymysłów dla dziewczyn. Zmyła to wszystko. Założyła ciemne okulary. Na szczęście dzisiaj świeciło słońce, więc to mógł być dobry pretekst. W szatni już czekał na nią Zack. -Nadine… ja… przepraszam Nadine spojrzała na niego. Czyżby pamiętał to wszystko mimo to, że był pijany? W szatni nie było jeszcze nikogo więc mogli swobodnie rozmawiać. -Zack, powiedz mi proszę co się dzieje? -Nadine ale to jest takie… - urwał – nie będziemy tutaj rozmawiać. Chodź do naszego miejsca, dobrze? Nadine tylko pokiwała głową. Zmieniła szybko buty i poszła za Zackiem. Usiedli przy Sali od chemii za wielką doniczką z ogromnym kwiatem. Tam siadywali kiedyś i rozmawiali ze sobą o wszystkim i o niczym. O drobiazgach i o tych naprawdę ważnych rzeczy. -Słucham -No więc… tylko proszę, nie denerwuj się… Nie odpowiedziała. Ma się nie denerwować?! Tak okropnie ją potraktował w sobotę a ona ma się nie denerwować?! -Ja… Nadine wtedy w sobotę ja piłem… nic nie pamiętałem, dopiero potem ktoś mi wszystko opowiedział…. -Tak się składa, że poczułam kiedy mnie na siłę całowałeś! – Nadine była coraz bardziej roztrzęsiona. -To nie wszystko Nadi… ja… w zeszłym tygodniu… ja pierwszy raz wziąłem Amfę Nadine poczuła się jakby ją ktoś uderzył w policzek. Ćpał? Nie… to jakieś żarty… to niemożliwe. -Dlaczego? Po co ci to było? – dziewczyna była bliska płaczu. Zack nie patrzył na Nadine. Nie śmiał jej spojrzeć w oczy. -Nie chciałem być gorszy od nich… -GORSZY?! Zack! Co ty wygadujesz?! – poniosło ją -Ja… tak słabo się uczyłem… myślałem, że jak podniosą mi się stopnie to jeszcze bardziej mnie… - tu urwał. Nadine nie mogła uwierzyć w to co przed chwilą usłyszała. -Zack, czy ty nie wiesz dlaczego właśnie ciebie kocham? – mówiła spokojnie. Zawsze uważała, że wszystko jedno czy powie się coś głośno, czy cicho, na to samo wyjdzie. -Czy ty tego nie rozumiesz? Kochałam cię takiego jakim byłeś. Z dobrymi ocenami czy ze złymi, to nie robiło dla mnie różnicy. Zack milczał. Nadine również. Nie wiedziała co powiedzieć. Nie wiedziała co zrobić. -Nadine… pomóż mi. Ja chcę z tym zerwać. Wiem, że może nie mam w ogóle prawa ciebie o coś prosić… ale proszę… pomóż mi – Nadine zwróciła wzrok na Zacka i w jego oczach zauważyła łzy. -Krótko biorę… ale ja już czuję, że MUSZĘ to świństwo brać. Nie mogę się bez tego obejść. -Brałeś tylko amfetaminę? -Głównie… paliłem jeszcze marychę, wąchałem klej… wiesz taki drobne -Nic nie jest drobne. Narkotyk to narkotyk. – stwierdziła stanowczo Nadine. Zack umilkł. -Spróbuję ci pomóc. Ale to ty przede wszystkim musisz sobie poradzić… -Nadine… ja wiem, że może nie mam już prawa… że może już nie powinienem… ale czy… czy mogę się do ciebie przytulić? – zapytał nieśmiało W odpowiedzi Nadine objęła do ramionami. Wtem zadzwonił dzwonek oznajmiający początek lekcji. Zack zerwał się gwałtownie i niezdarnie się pożegnał. Nadine wytarła łzy ściekające jej powoli po policzku i również udała się do swojej klasy. Gdy na następnej przerwie Nadine stała przy parapecie podszedł do niej Marc. -Hej – przywitał się – jak się czujesz? -Ok. – odpowiedziała Nadine. -Dlaczego nosisz te okulary? Nauczyciele ci nie każą zdejmować? Nie odpowiedziała. Owszem, każą, ale ona siada na końcu, tak, że nikt nie zwraca na nią szczególnej uwagi. -Nadine? Co się stało? Po co ci te okulary? Dziewczyna nie odpowiedziała. Zdjęła ciemne okulary z oczu i pokazała swoje limo. Marc zaniemówił. Patrzył się jakby zaczarowany. -Kto… kto ci to zrobił? Powiedz, kto, a mnie popamięta! -Tak? To zapraszam do mnie do domu! -Jak to? -Tak to –zdenerwowała się Nadine. Nie lubiła mówić o swoim domu. Zawsze kojarzył się jej z pijaństwem ojca. Na szczęście przerwa się skończyła i obydwoje udali się do swoich klas. I w tym tygodniu Nadine rzadko widywała Zacka. Ona sama nie mogła za nim wciąż chodzić, bo musiała się uczyć. Akurat złapała taki pechowy tydzień, że codziennie musiała zakuwać do późnej nocy. Jednak nie bardzo jej to wychodziło. Wciąż martwiła się o Zacka. A on, tak jakby wciąż jej unikał. To nagle wypadał mu ważny sprawdzian, to nagle mama chciała z nim gdzieś pojechać. Nadine, powoli to denerwowało, jednak miała świadomość, że nie może teraz zostawić Zacka samego. W końcu nie wytrzymała. Złapała go w szkole w piątek. Poprosiła, żeby spotkał się z nią po lekcjach w parku. Kiedy się nie zgodził, zażądała jego obecności. Umówili się tam gdzie zawsze, przy wejściu. Tym razem Nadine nie musiała długo czekać. Zack pojawił się dość szybko. -Co chciałaś? -Chciałam normalnie porozmawiać. Cześć kochanie – odpowiedziała ironicznie -Nie mam czasu na rozmowy -Nie zajmę ci dużo czasu… Zack… powiedz mi tylko… jak u ciebie? -W porządku, a jak ma być? Zakuwam cały czas, wiesz jak to teraz, niedługo testy gimnazjalne… -ZACK! – przerwała gwałtownie – wiesz o co mi chodzi… - próbowała być delikatna. Zack spojrzał na nią. Przez chwilę Nadine myślała, że trafiła do niego. Że tak jak niedawno powie jej wszystko co mu na sercu leży. To wszystko było w jego oczach. Niestety, trwało to bardzo krótko. Na tyle krótko, żeby mógł odpowiedzieć -Nie, nie wiem i nie mam zamiaru wiedzieć. To wszystko? -NIE! Zack! Czy ty nie rozumiesz? Martwię się o ciebie! -Niepotrzebnie! Nic mi nie jest! Zack już się odwracał ale Nadine złapała go za rękę. Łzy lśniły jej w oczach. -Czemu nie może być jak dawniej? – wyszeptała – zmieniłeś się. Bądź tym dawnym, kochanym Zackiem. Proszę Natomiast on w odpowiedzi zamachnął się i otwartą dłonią uderzył Nadine w policzek, po czym odszedł. Nadine stała oszołomiona jeszcze przez dobrą chwilę. Łzy ściekały jej powoli po policzkach. Zastanawiała się ile jeszcze łez wypłacze przez Zacka. Usiadła na ławce. Nigdzie się nie spieszyła. Miała ochotę siedzieć tu do końca życia. I nie myśleć o niczym. Nie martwić się, czy Zack w końcu wyciągnie się z tego bagna, czy ojciec, chociaż raz wróci do domu trzeźwy, czy poradzi sobie w szkole? Gwałtownie wstała i zaczęła biec. Nie wiedziała gdzie, nie wiedziała po co? Po prostu biegła. Nie zwracała na nic uwagi. Minęła park, stadion, kawiarenkę, szkołę… Była zmęczona, jednak nie ustawała. Chciała jak najdalej uciec od wszystkich swoich problemów. I nagle usłyszała głośny pisk opon samochodowych, potem krzyk jakiejś kobiety. Poczuła ostry ból w nodze. Upadła na ziemię. Zobaczyła nad sobą twarz jakiegoś wystraszonego pana. Krzyczał coś do niej ale ona go nie słyszała. Wszystko zaczęło jej się kręcić przed oczami. A potem to wszystko… znikło.

W tym samym momencie Zack przemierzał inną ulicę. Szedł szybkim, zdecydowanym krokiem. Był wściekły. Na siebie. Jak mógł uderzyć Nadine?! Dlaczego to zrobił?! Wciąż zadawał sobie te pytania. Gdyby tylko się tak nie dopytywała. Po co on jej w ogóle się przyznawał? Co z tego, że Marc mu zagroził, że jeżeli jej nie powie to pożałuje? Spokojnie by sobie z nim poradził! A jednak… gdyby tak wrócić do dawnych czasów? Gdyby przyjść do Nadine z czerwoną różą, pocałować, przejść się po parku za rękę… Tak jak kiedyś. Żeby tylko to wszystko było takie proste. To on to wszystko tak pokomplikował. „Muszę to jakoś naprawić. To wszystko zaszło za daleko… nie miałem prawa jej uderzyć!”. Wszedł do domu i po cichu zamknął drzwi. Nie był pewny czy jego półtoraroczna siostra jeszcze spała. Zdjął buty. -Zack? To ty? – usłyszał głos swojej mamy -Tak -Gdzie ty znowu byłeś? – zapytała zmartwiona -Nigdzie – odpowiedział niedbale -Popilnuj przez chwilę Samanthy, dobrze? W odpowiedzi Zack wziął swoją małą siostrę na ręce i poszedł z nią do swojego pokoju. Posadził ją na podłodze i powiedział -Masz mała, rób co chcesz Sam zaś usiadł przy biurku i schował głowę w rękach. Wciąż widział przed oczami przerażoną twarz Nadine. Jej oczy z których płynęło tyle miłości i tyle cierpienia. A on przysparza jej jeszcze więcej problemów. Nie dość, że ma ojca pijaka, to chłopaka ćpuna… NIE!!! „Nie jestem uzależniony, mogę z tym skończyć, choćby jeszcze dzisiaj… mogę, na pewno mogę” Przekonywał się w myślach. Zaczął gorączkowo przeszukiwać kieszenie i szuflady. Wyjął wszystko, co kojarzyło mu się z narkotykami. Nie wiedział, co z tym zrobić. Wiedział tylko, że chce się tego pozbyć. Musi się tego pozbyć! Dla Nadine. Zaczął grzebać w jeszcze jednej szufladzie, aby się upewnić, że nic nie pozostało. W tym momencie drzwi do jego pokoju otworzyły się i weszła jego matka. -Jak tam Sam? Grzeczna by… - zaczęła lecz urwała, gdy zobaczyła co…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%