Inne · 6 min czytania
Dakota i bunt młodzieńczy
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Dakota postanowiła, że dzisiejszy dzień będzie dniem buntu. Zawsze była taka układna, grzeczna i miła, iż uznała, że czas to zmienić. Miała zamiar przeklinać, głośno słuchać muzyki i pluć ludziom na głowy (Dakota mieszka na drugim piętrze). Należy jednak wspomnieć, że Dakota nie ma na imię Dakota. Naprawdę nazywa się Scholastyka. Uważa to za bezczelny wybryk jej matki, która ma na imię Telimena, a matka jej matki nazywała się Wilhelmina. Wielce krzywdził ją fakt, że rodzicielka postanowiła odbić sobie czas, kiedy mówiono na nią "Idą mrówki w gaciach", nazywając Dakotę Scholastyką. W szkole mówili do niej "Schola" lub "Tyka", a określenie "Tyka" kompletnie do niej nie pasowało, gdyż miała kilka kilogramów nadwagi. Dakota uznała, że imię Dakota świetnie do niej pasuje. Jest oryginalne i tajemnicze. Niestety, na szkolnych korytarzach ciągle zwracano się do niej "Tyczko", ale usilnie zmieniała ich nawyki mówiąc: "Dakota. Mów mi Dakota". Efekty były: kilka osób zaczęło nazywać ją Dakotą. "Cześć Tyka. Eee... Dakota". Niestety, mama nie akceptowała tej samowolnej zmiany imienia. Próbowała przekonywać Dakotę, iż Scholastyka to naprawdę interesujące i ładne imię. "Jasne" - fukała Dakota - "Bardzo interesujące - pytają się mnie, z której epoki jestem". Telimena jeszcze nigdy nie powiedziała do Dakoty "Dakoto"; mówiła za to "Scholo", a w Dakocie gotowała się krew i była gotowa do walki. Wróćmy jednak do buntu Dakoty. Zdenerwowało ją również to, że na co drugiej stronie w jej ulubionym czasopiśmie (zresztą - nie tylko w tym czasopiśmie) jest modelka. Modelka skąpo odziana, zazwyczaj w bikini lub w coś obcisłego, a jej brzuszek przypomina doskonałą w swej formie deskę. Nogi bez śladu cellulitu, szczupłe ramiona, ładny biust. Dakota czuła się ciężko po obiedzie, który zagryzła dwoma jabłkami i wiedziała, że za jakąś godzinę będzie ćwiczyć, pobiega, poskacze na skakance, co wcale nie zapewni jej tego, że schudnie, bo naprawdę objadła się tymi gołąbkami. Zaś modelka na stronie numer dziewiętnaście mogłaby zjeść pięć tysięcy batonów Snickers na obiad, na drugie danie skonsumować dwadzieścia hamburgerów, a na deser wypić pięć shake'ów, a wskazówka na wadze ciągle pokazywałaby pięćdziesiąt kilogramów, ba, może nawet czterdzieści dziewięć, bo zwykle te szczupłe mają cudowną przemianę materii i kochają ćwiczyć. Od razu po przebudzeniu idą pobiegać, po śniadaniu jeżdżą konno, po drugim śniadaniu grają w tenisa, po obiedzie idą na basen, a podwieczorku i kolacji nie jedzą. Dakota też nie będzie jeść dziś podwieczorku i kolacji, ma ambitny zamiar solidnego poćwiczenia. I czyż to nie są powody, dla których można odczuć chęć buntu? - Scholastyko - zaczęła Telimena - umyj naczynia po obiedzie. - Nie - odpowiedziała zadziornie Dakota, gryząc jabłko. - Kochanie, nie powinnaś jeść tego jabłka, bo odchudzasz się. Lepiej napij się wody. "Rety" - pomyślała Dakota - "Ta kobieta jest głucha?" - Nie umyję naczyń po…