Wojna · 9 min czytania
Daleko od słońca- cz. I
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Siedziała skulona pod kocem i czytała jakąś konspiracyjną gazetkę zostawioną przez kogoś na ostatnim spotkaniu. Cieszyła się, że zmienili lokal. Czuła się spokojniej, chociaż i tak jakby Niemcy znaleźli się teraz w jej mieszkaniu dowód na nią byłoby, co nie miara. Pierwsza zerwana przez nią flaga, gazetki, które rzadko paliła, fałszywe dokumenty, no i jeszcze ten pistolet w piecu.
Czytała pobieżnie wśród ciszy, gdy nagle ktoś zapukał. Umówionym ze spotkań znakiem, który i tak z racji, że nie było już tu konspiracyjnej meliny, stracił na ważności. Wstała jednak i poszła otworzyć. W drzwiach stał "Kuna"- jej dowódca. Zdziwiła się na jego widok, bo rzadko go widywała. Wszystkie meldunki przesyłał zawsze drogą służbową, przez łączniczkę.
-Osa jest sprawa- powiedział, gdy wpuściła go już do środka i zamknęła za nim drzwi. -O, co chodzi? -Znasz Maksa?- Zapytał, a gdy kiwnęła głową kontynuował- Miesiąc temu aresztowali go, ale udało nam się go wyciągnąć. Na razie jest w domu u jednej z naszych łączniczek, ale nie może tam długo zostać. -Rozumiem, że chcesz, aby został u mnie?- Zapytała. -Osa to nie jest rozkaz. To moja prośba- powiedział- Maks to mój najlepszy przyjaciel, a ja potrzebuję dla niego bezpiecznego miejsca u kogoś, komu ufam. On nie jest w najlepszym stanie, ale obiecuje, że ktoś będzie przychodził się nim zajmować. Nie odpowiedziała w pierwszej chwili. Zastanawiał się, a Kuna czekał z cierpliwością. -Dobrze- odrzekła w końcu- Możecie go tu przyprowadzić. Tylko, kiedy? -Jeżeli pozwolisz jeszcze dziś. Tylko pod wieczór przed policyjną. Nie wygląda za dobrze, żeby pokazywać go ludziom- mruknął- Dziękuję Osa. Trzymaj się. -Część- rzuciła za nim, bo już biegł po schodach. Zamknęła drzwi i poszła przygotowywać pokój na przybycie gościa. Wybrała dla niego tapczan w salonie. Drzwi z niego prowadziły tylko do jej pokoju i na korytarz. Mieszkanie, które miała nie było duże, ale ładne i urządzone z gustem. Przed wojną mieszkała tu samotnie jakaś aktorka i choć ona jej nie poznawała, podobno była znana. Ściągnęła ozdobne poduszki z tapczanu i schowała je do szafy, po czym pościeliła Maksowi. Przyzwyczaiła się, że czasami ktoś u niej nocował. Bo kogoś z rodziny aresztowali, a to łapanka na mieście i nie zdąży do domu przed policyjną. Jednak zawsze to była jedna noc, nigdy dłużej. Teraz miało się to zmienić.
Tak jak mówił Kuna, Maks pojawił się u niej niedługo przed godziną policyjną. Jak tylko przekroczył próg przeżyła szok. Maksa widziała na oczy ledwie kilka razy i prawie go nie znała, ale zapamiętała go, jako wysokiego, smukłego i ładnego chłopaka. Tymczasem teraz stał przed nią nie ktoś szczupły, ale wychudzony. Cały obity, żółto- siny z zapuchniętym jednym okiem. Starał się stać prosto, ale głowa mu opadała, a z dwóch stron podtrzymywali go Kuna i jakiś inny, nieznanany jej, chłopak. Szybko wskazała im tapczan, a oni go tam od razu położyli. Zdążyli tylko zdjąć płaszcz i buty, kiedy jeszcze siedział.
-On nie potrafi ustać na nogach- jęknęła. -Ma się już lepiej- zaczął uspokajać ją Kuna, ale bez przekonania- Po prostu zmęczyła go droga. Osa wiem, że jesteś zaskoczona, ale proszę nie zmieniaj zdania. -Nie zmienię- odparła zdecydowanie- Możecie go tu zostawić. -Dzięki- uśmiechnął się z ulgą- Jutro ktoś przyjdzie zmienić mu opatrunki. Osa, jakbyś mogła mu podać tylko szklankę wody. -Dobrze, ale idźcie już. Niedługo policyjna. -Serwus- powiedział tamten chłopak i wyszedł. Kuna jeszcze upewnił się, czy wszystko w porządku z Maksem i zniknął zaraz po swoim koledze. Weszła do pokoju, w którym leżał Maks. Naprzeciw niego na krześle przysiadła biało-czarna kotka i patrzyła na niego z uwagę. Przegoniła ją i zajęła jej miejsca. -Nie wiem, czy mnie pamiętasz- odezwała się do Maksa- Ale jestem... -Osa. Pamiętam- przerwał jej słabym, zachrypniętym głosem. -To dobrze- kiwnęła głową, wstając- Przyniosę ci wody. Nalała mu pełną szklankę, ale nawet nie próbowała podać mu ją do rąk. Od razu przyłożyła brzeg do jego spierzchniętych ust i pozwoliła wypić do końca. Potem wstała i upewniając się, że niczego już mu nie potrzeba, poszła do łazienki. Gdy wracała do swojego pokoju Maks już