opowiadania-pl · 10 min czytania
Dali i Gala - inna historia
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 3
„…I’d been fired from my job: deservedly, and for an amusing misdemeanor too complicated to recount here. Also, my draft board was displaying an uncomfortable interest: and, having so recently escaped the regimentation of a small town, the idea of entering another form of disciplined life made me desperate….”
Codziennie jadąc do i wracając z pracy czytam książki w języku angielskim. Do tej pory jakoś dawałam sobie radę płynnie przebrnąć ze strony na stronę i nawet nieznajomość kilku słów nie była przeszkodą. Tym razem utknęłam na dobre na stronie 60-tej “Śniadania u Tiffany’ego” Trumana Capote. Fragment, który właśnie staram się przeczytać jest dla mnie niezrozumiałą mieszaniną różnych słów, których znaczenia nie potrafię odgadnąć. Co się ze mną dzieje? Czy to z powodu Łukasza?
Wszystko zaczęło się od imprezy firmowej. Kolacja, alkohol, potem dyskoteka. Wszyscy byli wyluzowani, ja także, więc tańczyliśmy w grupie, w kółeczku. Gdy zaczęły się wolne, Łukasz, dziesięć lat młodszy ode mnie kolega z pracy, poprosił mnie do tańca. Wysoki, przystojny, zazwyczaj głośna i radosna dusza towarzystwa, sypiący żartami jak z rękawa, pewny siebie w przemowach i zachowaniu, stał się nagle niezmiernie poważny. Patrzył mi w oczy i milczał. Wolny, to wolny, tak wypada tańczyć romantyczne kawałki. Przetańczyliśmy razem kilka piosenek i tyle. Zabawa skończyła się i wszyscy rozjechali się taksówkami do swoich domów.
„…I’d been fired from my job: deservedly, and for an amusing misdemeanor too complicated to recount here. Also, my draft board was displaying an uncomfortable interest: and, having so recently escaped the regimentation of a small town, the idea of entering another form of disciplined life made me desperate….”
No nie! Znowu nic nie rozumiem.
Potem w pracy coś się zmieniło w jego zachowaniu, w stosunku do mnie oczywiście. Przy innych był wesoły, głośny, pewny siebie, przy mnie jego elokwencja znikała, był speszony. Czy zaczął się mnie bać? Czy widział, że ja nie reaguję na jego urok i to zbijało go z pantałyku? W kuchni, przy innych potrafił ze mną żartować i uśmiechać się nie mogąc powstrzymać wzroku, który samoistnie schodził w dół na mój dekolt.
„…I’d been fired from my job: deservedly, and for an amusing misdemeanor too complicated to recount here. Also, my draft board was displaying an uncomfortable interest: and, having so recently escaped the regimentation of a small town…”
Część 22 / 3
I znowu nic. Nie rozumiem nawet krótszego fragmentu tekstu.
A ta sytuacja na szkoleniu dla całej firmy. W przerwie koleżanka przewiozła mnie swoim nowym Audi A4 ze skórzanymi siedzeniami. Niezła bryka, z mocą silnika. Zaparkowałyśmy przed głównym wejściem do budynku, obok którego stali panowie i palili papierosy. Stał wśród nich również on. Spojrzeliśmy na siebie bez słowa i poszłam dalej z koleżanką na salę wykładową. Szkolenie było strasznie nużące, trwało cały dzień. Na zakończenie każdy jego uczestnik miał wręczyć dyplom ukończenia kursu wybranej losowo osobie. Ja wylosowałam dyplom Łukasza.
- Gdzie jest mój dyplom? – błądził wzrokiem po sali mój wybraniec. - Proszę. Gratuluję ukończenia kursu! – powiedziałam podchodząc i uścisnęłam jego dłoń. – Jakie pan ma duże i silne dłonie? Jego uścisk zelżał. - Teraz lepiej? – spytał i jego uścisk stał się delikatniejszy – Dziękuję za dyplom. Do zobaczenia jutro w pracy. - Do widzenia – zdążyłam odpowiedzieć i już go nie było.
Następnego dnia po pracy mijając jego pokój zobaczyłam, że on również wychodzi. Otworzył mi drzwi wejściowe i puścił przodem.
- Dziękuję – odpowiedziałam mile zaskoczona. - Proszę bardzo – odrzekł i spytał szybko – Podwieźć panią gdzieś? - Do M... - podałam nazwę miejscowości pod Warszawą, gdzie mieszkam z moją rodziną. - Trochę mi nie po drodze – powiedział niezrażony. - To poproszę do pętli autobusu 7...
W drodze na parking zażartowałam:
Część 33 / 3
- Wczoraj jechałam Audi A4. Dziś Audi A6. A jutro? - Audi A8 – odpowiedział bardzo pewnie. - Nawet nie wiedziałam, że jest taki samochód – odpowiedziałam wsiadając do jego fajnego wypasionego auta.
On też wsiadł, uruchomił silnik, włączył klimatyzację i otworzył wszystkie okna, aby ostudzić nagrzany słońcem samochód.
- Czy w takim samochodzie trzeba zapinać pasy? – spytałam kokieteryjnie. - Tak, inaczej będzie piszczeć – odparł uśmiechając się pod nosem.
Ruszyliśmy. Wiatr wywiewał mi dosłownie włosy przez okno. Klimatyzacja zaczęła działać, było przyjemnie. Siedząc wygodnie wyciągnęłam przed siebie nogi.
- Jakie pana żona lub kochanka ma długie nogi! Ile ma wzrostu? – rzuciłam lekko. - Ma 170 cm. Chyba tyle co pani – odparł nie patrząc na mnie.
Jechaliśmy tak sobie żartując wzajemnie. Dobrze mi się z nim rozmawiało.…