Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Melodramat · 7 min czytania

DALSZE LOSY TOMASZA JUDYMA

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

„(...)Widział każde włókno, każde ścięgno kory rozerwane i cierpiące. Słyszał dookoła siebie płacz samotny, jedyny, płacz przed obliczem Boga. Nie wiedział tylko, kto płacze... Czy Joasia? – Czy grobowe lochy kopalni płaczą? Czy sosna rozdarta?

Zakopane. Jesień 1899 r.

KONIEC”

- I co jak ci się podobało? – Spytał cicho. - Prawdę mówiąc dokładnie tak to sobie wyobrażałam. Napisałeś tak, jak ci opowie-działam... Nadal jednak nie jestem pewna, czy poważyć się na coś takiego, w końcu minęło dopiero pół roku od naszego rozstania. Choć wydaje mi się, że moglibyśmy spróbować jeszcze raz. Tak bardzo go kocham... – odrzekła Joanna z wyraźnym drżeniem w głosie. – Chciałabym go jeszcze raz zobaczyć. Może ten twój pomysł z tą książką nie jest taki zły. Może rzeczywiście skontaktuje się z tobą, o ile ją przeczyta. Może wtedy zechce się ze mną spotkać. Może... – ściszyła głos tak by Stefan nie mógł jej usłyszeć. Tak się jej przynajmniej wydawało. Ale on słyszał, mówiła: „Może znów mnie pokocha”.

Doktor Judym niestety nie miał czasu na czytanie. Tak właściwie, doktor Judym nie miał czasu na nic. Po rozstaniu z Joanną zrezygnował ze wszystkich przyjemności i całkowicie poświęcił się służeniu biedakom. Ponownie założył własną klinikę, do której jednak nikt nie przychodził. Jak powiedział mu jeden z ostatnich pacjentów, unosił się tam „niewyborny zapa-szek”. - A jaki niby miał się unosić. – Pomyślał Tomasz – w końcu leczę tu chorych biedaków, a ci przecie nie mają się gdzie umyć. Tak więc do kliniki nikt nie przychodził, oczywiście nikt, kto miał pieniądze na lecze-nie, bo poza takimi, to klinika pękała w szwach. Pełno tam było ludzi, o ile takie określenie jest dla nich właściwym, brudnych i śmierdzących, z których każdy był na coś chory. Zwykle była to pylica, wywołana zbyt długim siedzeniem w kopalni, wśród wszędobylskiego pyłu, unoszą-cego się w powietrzu. Zdarzała się także gruźlica, wszelakie skaleczenia i urazy doznane pod-czas przerzucania węgla. - Jeżeli w przeciągu miesiąca nie będę miał więcej klienteli, stracę klinikę. – Powiedział sam do siebie Judym. - Co szanowny pan mówił? – Słowa te wypowiedziane przez aktualnie badanego sześć-dziesięcioletniego mężczyznę, o spojrzeniu zbitego psa, wyrwały doktora z letargu. - Trzeba będzie włożyć w gips, albo chociaż usztywnić i przez trzy – cztery tygodnie nie chodzić. - Błagam – zawył pacjent – niechże się pan zlituje panie dokturze, przecie mnie wyży-wić rodzinę trza, a nie w doma siedzieć. Pan doktur musi coś innego. Judym nie słuchał łkania chorego górnika. Za wiele razy tłumaczył, że nie ma innej rady, zbyt dobrze rozumiał sytuację tych ludzi. Wiedział, że ma rację, ale jednocześnie, wie-dział, że oni też ja mają. Już jakiś czas temu przekonał się, że jest bezsilny. Żałował swojego wystąpienia u Czernisza, żałował bójki z Krzywosądem, a nade wszystko żałował porzucenia Joanny. Teraz zdawał sobie sprawę, iż jego starania o zapewnienia ludziom ubogim należytego standardu higieny, przypominały przysłowiową walkę z wiatrakami. Z chęcią powróciłby do szczęśliwego czasu spędzonego z Joasią w Cisach. Niestety nie było to możliwe. Po ostatnim spotkaniu nigdy więcej się nie widzieli, nie przyszedł ani jeden list, a Ona wyjechała z Cisów, niewiadomo gdzie. Tak bardzo żałował...

Następnego dnia nawiedził go

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
DALSZE LOSY TOMASZA JUDYMA — czytnik · opowiadania