Fantasy · 9 min czytania
Danimura: Dhaurini, Ludzie-wilki
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Stado. Najcenniejsze, najważniejsze. Jedyne. Przestało istnieć. Dhaurin nie miał złudzeń. Żadne inne stado nie przyjmie go do siebie. Był najzagorzalszym z przeciwników podczas walk o terytorium łowieckie. Nie znającym litości. Nie znającym porażki. Zostałby przepędzony. Nie. Raczej zabity. Serce Stada nie ucieka z pola walki. Ghavrr uniósł głowę i zaczął węszyć. Wyczuwał zapach Stada Wschodu. Był na obcym terytorium. Od wielu godzin, spędzonych w szalonym biegu, jego nozdrza nie wychwyciły zapachu intruzów. Kilka razy natknął się na zielonoskórych, lecz nie atakował. Respektował ich prawo do swobodnego wędrowania po lesie; nie ich teraz szukał. Sam Wielki Wilk przyznał im ten przywilej. Ghavrr nie atakował ich, oni nie atakowali jego. Kiedy pozdrowili go uniesieniem dłoni, z trudem zwalczył zew krwi. Od dawna już nie czuł na języku słodkiego smaku posoki. Od dawna jego gardło było suche jak wiór. Pazury świerzbiły, by rozpruwać ciała, szczęki pragnęły miażdżyć kości. Stado Wschodu było jednym z najwaleczniejszych w Lesie Cierni. Jego wartownicy byli czujni i atakowali bez uprzedzenia. Ale Ghavrr miał wśród nich sprzymierzeńca. Rr’eyhh był Sercem Stada Wschodu. Tak jak on, bezlitosnym... Lecz wiernym więzom krwi. On i Ghavrr zawarli kiedyś pakt. Przypieczętowany krwią pakt o wierności. Teraz tylko na jego pomoc mógł liczyć Ghavrr. Jeżeli zdoła do niego dotrzeć. Musi ominąć wartowników. Albo ich zabić. Błysnęły kły, odsłonięte bezwolnym uniesieniem warg. Krew. Ich krew wzywała. Mamiła. Przyciągała. Słodka, gorąca krew. Szkarłatny nektar Wielkiego Wilka. Pijąc ją, odzyska siły. Ruszył biegiem. Pędził niczym wiatr. Liście nie szeleściły pod jego stopami, krzaki nie szumiały, gdy obok nich przebiegał. Były jego sprzymierzeńcami. Tylko jedno przeszkadzało w tym biegu. Powietrze miało gorzki posmak. Płuca, pochodzące od bezwłosych, pracowały coraz ciężej. Dhaurin zatrzymał się. Spojrzał na swą umięśnioną pierś. Porośniętą szarą sierścią, a jednak o kształtach podobnych torsom bezwłosych. Zawodną. Wywiesił język, by odpocząć i ustabilizować oddech. Ramiona bezwłosych przydawały się, i to nieraz. W nich tkwiła potężna siła. Jednak zazdrościł swym braciom-wilkom ich postury. Mimo całej swej szybkości nie mógł się z nimi równać. Był dalece wytrzymalszy, szybszy i silniejszy od bezwłosych, ale posiadał też niektóre ich wady. Dobrze, że Wielki Wilk w swej łasce pozwolił dhaurinom zatrzymać głowy i rozumy wilków. Ruszył dalej. Teraz już wolniej, ciszej, jeszcze bardziej niepostrzeżenie. Czuł wyraźnie zapach wartowników, czuł zew ich krwi. Co jakiś czas migały mu ich sylwetki, przygarbione i czujne. Żałosne. Zatrzymał się. Przed nim, na odległość skoku, stał wartownik. Miał jasnoszarą sierść. Nie powinien w ogóle wartować. Był jak księżyc na czarnym niebie. Doskonały cel. Ghavrr wyprysnął z zarośli niczym strzała. Wartownik zauważył go i obrócił się doń przodem, lecz nie zdołał się zasłonić. Kły Ghavrra zacisnęły się na jego gardle, dusząc skowyt, który miał ostrzec innych o ataku, zanim jeszcze wydostał się z krtani. Krew, słodka i ciepła, zwilżyła suchy przełyk dhaurina. Rozkoszował się tym jeszcze długo po tym, jak z wartownika uszło życie. Chłeptał ową krew jak ożywczą wodę. Czuł, jak dzięki niej odzyskuje siły. O mało co nie zginął przez swe uwielbienie dla krwi. Z trudem uniknął potężnego ciosu szponami, wymierzonego w jego kark. Odskoczył, przygarbił się, sprężył. Drugi wartownik był płowy, większy od poprzedniego. I szybszy. Odsłonił kły w groźbie. "Zginiesz, zginiesz." Ghavrr wyciągnął rękę i gestem używanym przez bezwłosych ponaglił wartownika do walki. Jednocześnie również odsłonił kły w typowo wilczym grymasie. "Chodź, chodź. Zginiesz. Jestem silniejszy. Zginiesz. Jak on." Warownik nie zaskowyczał. Nie wezwał pomocy, nie wszczął alarmu. Wierzył w siebie, jak mawiają bezwłosi. Pazury Ghavrra pozostawiły na piersi wartownika cztery równe, głębokie rowki. Atak nastąpił błyskawicznie, niemal niezauważalnie dla bezwłosego oka. Kolejny również był szybki. Na ciele wartownika powstałaby kolejna rana, gdyby nie to, że chwycił nadgarstek Ghavrra zanim cios sięgnął celu. Serce Stada nie był na to przygotowany. Zdołał uniknąć kontrataku, lecz…