Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantasy · 17 min czytania

Danse Macabre (część 5)

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Egzekutor Mordred otrząsnął się z upiornego transu i opadł ciężko na ziemię, kiedy przerażająca moc demona przestała pętać jego ciało i umysł. Chłodna, mokra ziemia lepiąca się do jego policzka zdawała się nieść ulgę, której jego rozpalona gorączką głowa tak bardzo potrzebowała, a lodowate i przyjemnie orzeźwiające powietrze wdzierało się do jego płuc wraz z każdym pełnym, łapczywym oddechem. Spokój. Tylko cisza i spokój. Wszystko było lepsze od tej straszliwej burzy okrutnych, dręczących wizji. Tego piekła. Człowiek nie zdawał sobie sprawy ze szczęścia, jakie wiązało się ze stanem wewnętrznej równowagi, dopóki całkowicie jej nie utracił. Teraz, kiedy cisza na powrót zapanowała w jego umyśle, Mordred mógł wreszcie skoncentrować się na swoim zadaniu. Chwycił leżący nieopodal na bruku srebrny miecz, podparł się na nim i podniósł chwiejnie, stając z pewnym trudem na drżących nogach. Musiała minąć dłuższa chwila, zanim ciemne plamy przestały wirować mu przed oczami, a jego umysł przestała spowijać otępiająca mgiełka, ale kiedy już się to stało, Mordred przypomniał sobie wreszcie sytuację, w jakiej się znajdował. Wszystkie zmysły powróciły do niego z siłą przypominającą młot opadający na kowadło, zalewając go falą doznań, dźwięków i widoków. Ciemną, brudną alejkę, pośrodku której się znajdował, wypełniały złowieszcze wrzaski miotającego się wściekle demona. Działo się coś dziwnego, gdyż wszystkie duchy, których niezliczona ilość wypełniała do tej pory niemal całą przestrzeń ponad tą zdezelowaną alejką, powoli rozpływały się w powietrzu, jeden za drugim. Przestały też zachowywać się agresywnie i otaczać go ze wszystkich stron. Już nie zlatywały do niego na dół, nie stawały przed nim i nie wdzierały się do jego świadomości, żeby wypełnić jego umysł wizjami swej śmierci i zemsty. - PRZEKLINAM WAS, SŁYSZYCIE? PRZEKLINAM! - skowyczał wściekle demon. Jego cienista sylwetka również zdawała się powoli zanikać, a płonące upiornym blaskiem oczodoły miotały wściekłymi spojrzeniami na wszystkie strony. Mordred wnet zorientował się w sytuacji. Spojrzał w stronę swojej niedoszłej ofiary, zakapturzonego czarodzieja, który stał sztywno pośrodku alejki, lekko pochylony i z nisko opuszczoną głową. Coś było z nim nie w porządku. Inkwizytor nie wyczuwał charakterystycznej, życiowej energii, która wcześniej pomogła mu wyśledzić czarnoksiężnika i miał takie wrażenie, jakby patrzył się na pustą skorupę, a nie na żywego człowieka. - TO JESZCZE NIE KONIEC! - ryknął demon z siłą tak wielką, że z pobliskich ścian aż posypał się pył. Mordred zerknął ze zdumieniem na niewyraźną sylwetkę upiora, w której wciąż musiała kryć się siła o wiele większa, niż śmiał nawet przypuszczać. - Oto mój prezent pożegnalny dla ciebie, nędzny robaku! Jeszcze się kiedyś zobaczymy! Pogrążoną dotychczas w półmroku alejkę wypełniło niespodziewanie jasne światło, kiedy w pobliżu demona zmaterializował się nagle podłużny, oślepiający, świetlisty pocisk utkany z najczystszej energii magicznej. Mordred tylko raz w życiu widział coś podobnego, kiedy jeden z upolowanych przez niego czarodziejów próbował desperacko obronić się przed swoim losem, i nie było to zbyt przyjemne wspomnienie. Demon chwycił stworzony przez siebie magiczny pocisk w kościaną dłoń, wycelował w stojącego nieruchomo pośrodku alejki czarnoksiężnika i wziął szeroki zamach. W tym samym momencie Mordredowi przypomniały się wszystkie wizje, którymi jeszcze przed chwilą dręczył go cienisty upiór. Wraz z wizjami, powróciły wątpliwości, jakie zrodziły się we wnętrzu jego duszy, dotyczące niemal całego jego dotychczasowego życia i wywracające do góry nogami cały stworzony przez niego światopogląd. Czy wszyscy czarodzieje zasługiwali na śmierć? Czy inkwizycja naprawdę była nieomylna? Czy wszyscy heretycy, których w swoim życiu zamordował, naprawdę byli heretykami? I, co najważniejsze, czy jego osoba naprawdę była mieczem sprawiedliwości, przynoszącym zgubę i sąd tym, którzy na to zasługują, czy tylko zwykłym narzędziem w rękach manipulantów? Egzekutor spojrzał z wahaniem w kierunku czarodzieja, zastanawiając się gorączkowo nad dalszym rozwojem sytuacji. Jego ofiara, na którą jeszcze niedawno polował, nie stanowiła w chwili obecnej w jego oczach źródła wszelkiego zła, jakie koniecznie trzeba było zlikwidować, a dekret skazujący czarodzieja śmierć, znajdujący się w kieszeni Mordreda, już niewiele dla niego znaczył. Rozpływający się powoli w przestrzeni świata rzeczywistego demon wydał z siebie ostatni, desperacki ryk, po czym cisnął magicznym pociskiem w kierunku nieruchomego czarodzieja i zdematerializował się do reszty. Mordred zaklął pod nosem. Nie miał pojęcia co robić. Wyglądało na to, że czarodziej raczej nie zdąży na czas otrząsnąć się z tego dziwnego stanu w którym się znajdował. Oznaczało to, że magiczny pocisk niechybnie go dosięgnie i rozerwie na drobne, śmierdzące spalenizną strzępy. Po raz pierwszy w swoim długim życiu, egzekutor Mordred naprawdę nie wiedział co począć. Likwidacja czarodzieja była głównym celem, dla którego w ogóle go odnalazł i wyśledził, jednak w świetle ostatnich wydarzeń oraz wątpliwości, jakie narodziły się we wnętrzu jego duszy, nic już nie mogło być takie proste. A tym bardziej jego własne sumienie nie mogło być pewne, co do słuszności takiego postępowania. Egzekutor spojrzał na trzymaną w ręku broń. Wielkie, fioletowe kryształy lirytu połyskiwały słabo na rękojeści srebrnego miecza, odbijając niewielką ilość księżycowego światła, jaka przedostawała się do wnętrza ponurej i mrocznej alejki. Wiedziony impulsem, nie zastanawiając się zbytnio nad słusznością swojej decyzji, Mordred wziął poprawkę na rozpędzony magiczny pocisk mknący w stronę czarodzieja i cisnął przed siebie trzymanym w ręku mieczem, wkładając w to całą siłę swoich nadludzko zmienionych mięśni. Ostrze poszybowało wysokim łukiem przez powietrze i popędziło na spotkanie ze swoim celem, kręcąc po drodze serię wyjątkowo widowiskowych młynków.

***

Pierwszą rzeczą, jaką zobaczył Garret tuż po otworzeniu oczu, była oślepiająca eksplozja białego światła. Fala niszczycielskiej magicznej energii uderzyła w niego chwilę później, zdzierając mu kaptur z głowy i omal nie zwalając go z nóg. Czarodziej zaklął pod nosem, pochylił się i cofnął o krok do tyłu, przesłaniając twarz ramieniem. Przed ślepotą uratowały go tylko i wyłącznie założone wcześniej mechaniczne gogle, a energia magiczna pochodząca z eksplozji nie rozerwała go na strzępy tylko dlatego, że coś ją wcześniej znacznie rozproszyło. Jego umysł sondował pośpiesznie okolicę w poszukiwaniu śladu obecności istot duchowych lub energii przesączającej się przez dziury w rzeczywistości, jednak nic takiego nie udało mu się znaleźć. Oznaczało to pewien sukces, który dokonał się ostatecznie na płaszczyźnie świata mentalnego. Cienisty upiór, będący niższą formą demona, został pokonany i wygnany z powrotem do świata duchów, a międzywymiarowe dziury zostały zamknięte. Przynajmniej jedno z niebezpieczeństw udało się tymczasowo zażegnać. Kiedy białe światło wreszcie zniknęło, a magiczna energia całkowicie się rozproszyła, Garret zamrugał gwałtownie powiekami, starając się pozbyć uporczywie wirujących mu przed oczami kolorowych plam. Pozostało jeszcze tylko jedno zagrożenie, którego nie można było w żaden sposób lekceważyć, i z którym czarodziej musiał się jakoś uporać. Egzekutor Mordred. Walka z demonem okazała się być na tyle niebezpieczna i pochłaniająca uwagę, że Garret zdążył już całkiem zapomnieć, kto tak naprawdę próbował go tutaj zabić i kto zmusił go do stworzenia dziur w powłoce rzeczywistości, przez które przedostały się duchy będące przyczyną tego całego zamieszania. Wszystko zależało teraz od tego, w jakim stanie znajdował się jego przeciwnik, i czy Garret posiadał jeszcze jakiegoś asa w rękawie, którego mógłby wykorzystać do poradzenia sobie z nadludzko silnym i niezwykle niebezpiecznym egzekutorem, od stóp do głów obwieszonym kryształami pochłaniającymi energię magiczną. Po tym, jak jego oczy odzyskały pełną sprawność widzenia, Garret ze zdumieniem spostrzegł srebrny miecz, wbity ostrzem w ziemię nieopodal jego stóp, co spowodowało u niego całkowicie odruchowe przełknięcie śliny. Nie…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%