Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Romans · 23 min czytania

Daria zakochana

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Rozdział I Nienawidzę Darka. Jest moim bratem, ale nie zważając na ten fakt, nie cierpię go. Znowu grzebał mi w moich rzeczach i przypadkowo (jak to on nazwał ten dość nietypowy przypadek) natknął się na mój pamiętnik. Ja jednak jestem bardzo ostrożna w sprawach „pamiętnikowych” i kluczyk tak ukryłam, że nawet Sherlock Holmes przeprowadzając śledztwo nie znalazłby go. Rodzinka nie wiedziała, że pisze coś takiego, ale teraz najwyraźniej już wie, bo Darek biegał po mieszkaniu i oznajmiał światu, że pisze pamiętnik, a ja skakałam koło niego i chciałam mu go wyrwać (co logicznie nie było możliwe, bo on ma 180 wzrostu, a ja zaledwie 157). W końcu pomógł mi mój kochany tatuś i dostałam z powrotem mój notatnik. Przy kolacji było drętwo. Wszyscy byli zajęci wcinaniem jarzynowej sałatki roboty mojej mamy (nie powiem, że nie była pyszna, ale nie aż tak, żeby „mieć klapki na oczach” i widzieć tylko tą sałatkę na talerzu). - Ej, rodzinko, czy mogłabym coś powiedzieć? – próbowałam, ale nic z tego. Nikt nie słyszał, a miałam im do przekazania ważną wiadomość. Nie pozostało mi nic innego jak podsunąć nietkniętą kolację Darkowi i odejść od stołu. Powiedziałam : „Dziękuję”, ale nikt tym razem nie odpowiedział: „Na zdrowie”. Zamknęłam się w moim pokoju (dobrze, że mamy oddzielne lokum z Darkiem) i zwierzyłam się pamiętnikowi.

20 stycznia 2006 rok Drogi, kochany, zawsze cierpliwy pamiętniku. Nikt mnie nie zauważa. Przynajmniej ja mam takie odczucia. Nikomu nie mogę powiedzieć, że dostałam się do konkursu polonistycznego moim cudownym esejem o życiu. Nikogo nie obchodzi życie nastolatki, a przecież jest takie… no nie wiem jakie…bardzo tajemnicze i zagadkowe…czasami bezsensowne.

Lubię pisać. Robię to często zapisałam już 300 stron w moim notatniku. Moje wypracowania są „cudowne” jak to określa je moja polonistka – pani Kopczyk. Jest spoko – dość wymagająca, ale tolerancyjna. No cóż i zostałam sama z moim małym sukcesem. Chyba znowu obejrzę „Tytanica” .Kocham tego typu romansidła. Nie ukrywam, że Leo jest bardzo przystojny, ale nie z tego powodu obejrzałam ten film milion razy. Darek znowu rozmawia z tą swoją Elżunią. Dlaczego głupiemu zawsze dopisuje szczęście? Ja nie mam nikogo – czuję się samotna. Nawet Tamara (moja najlepsza BYŁA psiapsiółka) odwróciła się ode mnie jakieś dwa miesiące temu i teraz z Elizką są dwiema nierozłącznymi papużkami. A może to i dobrze? Zaczynała mnie już denerwować. Opowiadała tylko o tym swoim Maćku. Nie była jednak zła, bo była jedyną osobą, która umiała, mnie wysłuchać. Pomagałyśmy sobie (podpowiadałyśmy sobie na klasówkach, dzieliłyśmy się batonikami, nosiłyśmy sobie plecaki jak COŚ nas bolało itp.). Ale już nie ma niczego. Wszystko się rozpadło. Przestałam wierzyć w przyjaźń na całe życie. Po prostu, bezczelnie mnie zdradziła! Jak mogła mi cos takiego zrobić? Przecież obiecywałyśmy sobie różne rzeczy m.in. to, że ta przyjaźń będzie trwała przez całe nasze życie, ale jak to się mówi: „Nic nie trwa wiecznie” (nie wiem kto to napisał, ale go podziwiam). Zostałam skazana na samotnię (przynajmniej w przypadku wolnego miejsca w mojej ławce). Słyszę teraz głupie komentarze w stylu: „Jak tam odludku? Szukasz nowego towarzystwa?” lub „Nie martw się, damy ogłoszenie na szkolną gazetkę, że szukasz osoby towarzyszącej do siedzenia z tobą w ławce – na pewno ktoś się zlituje”. Mam tego dosyć! Odważyłam się odezwać na długiej przerwie do tej nowej. Ma na imię Kinga i rozmowa dość nieźle nam szła: - Hej! Co tak sama siedzisz? Mogę usiąść koło ciebie? – zapytałam. - Jasne. Czy mogłabym dzisiaj usiąść z tobą w ławce? Nie wiem jak miałam cię o to zapytać, bo jak wiesz, że jestem raczej nieśmiałą osóbką. – zapytała Kinga. - Wiesz, że chyba mamy coś ze sobą wspólnego? Ja tez miałam cię właśnie zaprosić do mojej ławki. W końcu samotni musza pomagać samotnym nie? To co? Przenosisz plecak? – zapytałam zadowolona. - Czekaj chwilę, już po niego idę. Jeszcze tylko powiadomimy panią o zmianie miejsc i formalności załatwione. Kochana pani Kopczyk oczywiście nie miała nic przeciwko. Ona też sądziła, że powinnyśmy się zakolegować, ale nie chciała się narzucać. I tak oto w ten dość nietypowy sposób zapoczątkowałam PRZYJAŹŃ z Kingą.

Rozdział II Obecnie z Kingą rozumiemy się bez słów. Nie mamy przed sobą żadnych tajemnic. Jest o wiele lepsza od Tamary jeśli można tak oceniać przyjaciółki. Głupie odzywki ustały. Nie ukrywam, trochę podciągnęłam się w nauce za sprawą Kingi, bo jest ode mnie o wiele lepsza, ale nie myślcie, że tylko na to zwróciłam w niej uwagę. Mama projektuje nowa kolekcje sukni ślubnych. Jest projektantka mody (jest dość popularna). Mamy z tego niezłe dochody. Tata pracuje w firmie budowlanej jako „dowódca” całej ekipy (nie wiem jak ten zawód się nazywa, bo tata pracuje dopiero od miesiąca na tym stanowisku ). Mój brat, którego poznaliście już wcześniej chodzi do pierwszej liceum. Jest między nami różnica trzech lat, a i tak nie dochodzimy nigdy do ugody i porozumienia. Na przykład wczoraj ukradł mi mojego misia i brutalnie rozpruł mu brzuszek!!! Twierdził, że potrzebna mu była gorczyca, a mój świętej pamięci kochany mis miał ją w środku. Ja jednak nie wierzę w jego tak łagodne intencje. Zrobił to z premedytacją (czy czymś tam). Nie nawidzę go jeszcze bardziej. Za chwile powinna się u mnie zjawić Kinga ze świeżą porcją czasopism dla nastolatek. Oglądamy je po sto razy, a potem kombinujemy jakby tu się upodobnić np. do Madonny (no wiecie – ciuchy, makijaż i te sprawy). Już jest. Lecę jej otworzyć. - Cześć Daria! Nie za wcześnie? – zapytała zdyszana. - Hej, nie, wchodź. – odparłam. Wraz z sobą przyniosła na sobie chyba tonę śniegu. Zdejmując kurtkę wszystko spadło na nowy chodnik w przedpokoju. Mam nie będzie zadowolona. Zawinęłyśmy go i zaniosłyśmy do mojego pokoju żeby wysuszyć go na grzejniku. Było jak zwykle: chipsy, czasopisma, głośna muzyka itd. Uśmiałyśmy się za wszystkie czasy. Czasami tak sobie myślę co ja widziałam w tej Tamarze? Czasami mam lekkie zaćmienia umysłu (chyba każdemu się zdarza). Dowiedziałam się, że Kinga robi walentynkową imprezkę. Będzie mała zrzutka na napoje i tam jakieś krakersy albo paluszki (nie trzeba nam więcej, i tak nigdy wszystkiego nie zjadamy). Przyszła mama. Muszę iść się POUCZYĆ. Chociaż tylko mama mi wierzy, że się uczę. Tak naprawdę czytam sobie książki albo gazety, a w szkole jakoś zawsze mi się udaje zdobyć ze wszystkiego po czwórce. Nie jestem najlepszą uczennicą. Rodzicom to nie przeszkadza. Na wywiadówki chodzi mama, ale i tak nigdy nie wie co na nich było, czyli jak widzicie mam pełny luz w sprawach szkoły. Rozdział III Nie opisuje walentynkowej imprezy u Kingi, bo była beznadziejna ( w pewnym znaczeniu tego słowa). Muzyka do kitu, jedzenie też i towarzystwo TEŻ. Ogólnie mówiąc ta impreza była totalną porażką. Kinga chyba tylko się dobrze bawiła, gdyż nie było jej w ogóle na tej imprezie. Pozostawiła mnie na pastwę czterech, dwa lata starszych chłopców i jednej dziewczyny, której nigdy w życiu nie słyszałam. Zmyłam się stamtąd po dwóch godzinach. Nie wiem jak w ogóle będzie wyglądała nasza dalsza przyjaźń Kingą. Zrobiła mi wielkie świństwo. Od tej imprezy nie odezwałyśmy się jeszcze ani słowem, a okazji było dużo. Ale ja nie będę żyła wiecznie przeszłością (czyli imprezą). Żyję dalej, a tamto zdarzenie nie było katastrofą. Może to tylko wyolbrzymiłam? Nie wiem. Pisałam wszystko co miałam na myśli. Najbardziej mi żal tego, że nikt na przyjęciu nie docenił dwóch godzin spędzonych przed lustrem na doprowadzeniu mojej twarzy do porządku i dopasowaniu odpowiedniego stroju. Moja praca poszła na marne. Lecz nie zupełnie. Gdy wracałam do domku zobaczył mnie ten sąsiad z naprzeciwka. Chyba mam u niego plusa za wygląd. Jest ode mnie rok starszy, ale co tam. Nie zawsze ma się przystojnego sąsiada. W szkole nudy, chociaż… Pan Dymek (nauczyciel matematyki) zachorował i mieliśmy zastępstwo i to z najgorszym nauczycielem z naszej szkoły – z Wariatem. Ja nie wiem, czy ten facet nie ma kompleksów choćby z własnego nazwiska. Przychodzi czasami się przedstawić, a tu musisz powiedzieć: „Nazywam się Krzysztof Wariat”. No i akurat dzisiaj mu podpadłam. Siedzimy sobie z Kingą w przed ostatniej ławce (mimo tego nie rozpatrzyłyśmy wszystkich możliwych wariantów kłopotów). Na zastępstwie tak rozgadałyśmy się o imprezie, że Wariat ze złości przytargał mnie do tablicy. Wtedy już wiedziałam, że popełniłam błąd nie uważając na piątkowej lekcji o wyrażeniach algebraicznych. Stałam pod tablicą i ogarniałam wzrokiem wszystkie tablice matematyczne na ścianach w poszukiwaniu odpowiedzi na zadawane pytania przez Wariata. Niestety nie odpowiedziałam na ani jedno, a w dzienniku pojawiła się nowa ocena w rubryce MATEMATYKA. Oczywiście pała. Jak zawsze. Mam już trzy na nowy semestr. Nie tylko z matmy. Czy trzeba cos z tym zrobić? Chyba nie. Może samo przejdzie. Wiem – musze zabrać się do nauki (chociaż bardzo mi się nie chce). Takie (podłe) jest życie. Nic na to nie poradzę, że istnieją jedynki. Głupcem był tylko ten, który wymyślił szkołę, oceny i wykształcenie. Nie przydaje się połowa rzeczy, których uczymy się w szkole. Tak jest. Najbardziej nie normalna jest oczywiście matma. Nikt z naszej klasy nie wie co, jak i dlaczego z tymi wszystkimi literami i cyframi (no może Anka, ale ona jest kujonką, więc się chyba nie dziwicie). Dobra, nie mam ochoty pisać o szkole. Mój brat jest okropny. Stwarza na to coraz to więcej przykładów. Najważniejszym powodem jest to, że mamy podobnie na imię (Darek i Daria to prawie to samo). Normalnie już nie mogę na niego patrzeć. Dzisiaj znowu grzebał mi w rzeczach, ale zanim znalazł się przy biurku zdążyłam wtargnąć do pokoju z krzykiem: „Wynoś się stąd!!!”. I się speszył. Wyszedł potulny jak baranek. No może mu trochę pomogłam tym ostatnim kopniakiem w tylną część ciała. Wiem jednak, że nie mogę powiedzieć, że to się więcej nie powtórzy. Świnia zostanie na zawsze świnią.

Rozdział IV Stał się cud. 14 luty był tydzień temu, a ja dostałam prezent. Na pewno nie zgadniecie od kogo. Od mojego przystojnego sąsiada. Nie stworzył co prawda romantycznej atmosfery kiedy mi go dawał, ale to przecież nie jest ważne. Powiedział coś w stylu: - Proszę, to na walentynki. Nie wiem czy będzie ci się podobał, bo było u mnie w tym miesiącu kiepsko z kasą, a teraz wszystko takie drogie. Zaczął opowiadać o swojej ciężkiej sytuacji w domu. Nie wiedziałam, że nie ma mamy. Współczuję mu. Ja nie wiem, czy on sobie myśli, że jestem jego dziewczyną? Najśmieszniejsze jest to, że nie wiem jak ma na imię. Wiem, że cos na D. On wie jak ja mam na imię, bo mnie dzisiaj zawołał jak szłam ze sklepu. Dostałam cudownego kwiatka w doniczce. Każdy pączek innego koloru. Jest śliczny. Musze poszukać czegoś o nim w internecie, bo wydaje się być tropikalnym kwiatkiem, a u nas w domu jest czasami 12 stopni Celsjusza, wiec taki okaz mógłby tego nie wytrzymać. On chyba na coś oczekuje. Dzwonił do mnie po południu. Rozmowa była krótka.

Rozdział V Dzisiaj mam normalnie pecha od samego rana. Przy śniadaniu potłukłam jedną…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%