Kryminał · 7 min czytania
Dark Room...część I
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
CZEŚĆ I
Otworzyła powoli oczy. Z nagła oślepił ją blask dnia porannego, który przebijał się paskami jasności przez nie zasłonięte żaluzje. Coraz wyżej unosząc swe powieki stopniowo jej narząd wzroku przyzwyczajał się do światła. Powoli odzyskiwała świadomość. Przez głowę przebiegło jej tysiące niesprecyzowanych myśli. Obraz przed oczyma powoli nabrał ostrości, co było pierwszym krokiem do ujrzenia zaplutego pokoju w podmiejskiej kamienicy. W jej głowie zaczęły formować się pierwsze skojarzenia, a później swą działalność wznowiła pamięć, która spotęgowała uczucie bólu w głowie. Usiadła na łóżku i zaczęła analizować swe położenie, rozglądając się po pomieszczeniu. Zobaczyła tą samą sypialnię, którą widzi codziennie. Te same małe pomieszczenie z zarwanym łóżkiem i wytartą pościelą. Victoria czasami miała żal, że musi mieszkać w takich warunkach. Nie zasługuje na to. Na co były jej te lata nauki, które zwieńczyło otrzymanie dyplomu na jednej z najlepszych uczelni świata? Powinna teraz siedzieć za biurkiem za stosem papierów przed sobą, być bogata, mieć przystojnego męża i dzieci… Jednak zaraz potem uświadamiała sobie, że ona sama wybrała sobie takie życie. Czy coś by się stało, gdyby mieszkała jeszcze z rodzicami?! Chciała być niezależna- jednak lata młodości podpowiadają wiele błędnych pomysłów, za które trzeba płacić w przyszłości. Była taka pewna siebie, taka odważna, nie bała się świata. Doskonale wiedziała, że z takim wykształceniem da sobie radę w świecie. Dała? Czy to co teraz widzi jest potwierdzeniem tego pytania?! Czy Nowy Jork jest spełnieniem jej marzeń? Czy zastąpi bielącą się w słońcu rezydencję rodziców w małym miasteczku na Florydzie? Tak. Cały czas była tego pewna. Cały czas wierzyła w siebie, mimo, iż te sześć lat ubóstwa cały czas podtapiały jej wolność, jej niezależność, jej silną wolę. Czy coś jeszcze z tego zostało? Może tylko usilne wmawianie sobie, że kiedyś zasiądzie za tym upragnionym biurkiem gigantycznej korporacji i będzie od niechcenia podpisywała nieciekawe świstki utwierdziło ją w przekonaniu, że jest kimś nadzwyczajnym, że nie należy do tej szarej masy zwykłych ludzi? Że jest inna…
۞
Jego opuszki palców coraz szybciej stukały w klawiaturę. Celując zmęczonym wzrokiem w monitor migający niebieskim światłem śledził pojawiające się na ekranie litery. Już kończy. Jeszcze tylko chwilę. Rząd cyfr posuwał się coraz niżej, układając się w coraz bardziej skomplikowane układy. Haker. Zawód doskonały. Mimo, iż nieustannie był już przed komputerem od czternastu godzin, mimo iż jego ciało coraz bardziej odmawiało posłuszeństwa, on sam- jego dusza, rozum- zafascynowany był swoimi umiejętnościami. Kochał to. Był z siebie dumny. To jego życiowy cel. Pomaga ludziom? Nie. Raczej im przeszkadza. Jednak jego praca nie była bez celowa. Złamanie długich, skomplikowanych szyfrów, namieszanie w administracji banków, czy nielegalne przelewanie setek tysięcy dolarów za pomocą internetu nie tylko dawało mu pieniądze, ale także było motywacją do kolejnych działań. Był to jego życiowy napęd, bez którego nie mógł żyć. Na szyi poczuł czyjś oddech. Przypomniał sobie gdzie się znajduje. Wykonuje kolejne zlecenie. - Długo jeszcze?- usłyszał za sobą głos o lodowatym tonie. Dokładniej spojrzał na monitor przez chwilę…