Fantastyka · 10 min czytania
Dawno dawno temu... Mroczny Elf Część I
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
Było już późne popołudnie Prue odebrała swe dzieci ze szkoły. Zjedli szybką obiadokolacje, Maria oraz Max poszli się umyć , by ułożyć się do snu. Gdy maluchy ułożyły się w łóżkach , mama przyszła im dać causa na dobranoc . - Dobrej nocy. Powiedziała kobieta. - Mamo! Krzyknęła dziewczynka. - Maria , idź spać juro szkoła. Mruknęła zmęczona kobieta. - Ale mamo! Jutro jest piątek! - Słuchaj skarbie jeśli jeszcze raz opuścisz lekcje , to cię zawieszą. - Opowiedz to jeszcze raz! Krzyknął - Jest już strasznie późno. Burknęła. - Mamo prosimy! Powiedzieli równocześnie. - Już dobrze. Powiedziała zrezygnowana kobieta. - Hura!!!
Dzieciaki podskoczyły z radości , kobieta usiadła w miękko obitym fotelu i potarła swe skronie. Ależ oni mają siłę , mają ją po tobie. Dlaczego postanowiłeś nas opuścić? Przecież było tak pięknie , a ty mnie porzuciłeś raz , drugi i nie wróciłeś .... Wybrałeś inną niezobowiązującą drogę. - Mamo! Krzyknął Max . - Co ci mamo? Spytał.
- Nic , nic skarbie. Uśmiechnęłam się słabo. - Opowiesz nam jeszcze raz? Spytał niepewnie. - Jasne , Maxi . A może mi przypomnicie jak to leciało? - Dawno , dawno temu... Zaczęła mała dziewczynka. - Oj Mari to wiem . Uśmiechnęła się. - Chodzi ci o ten magiczny wierszyk? Spytał Max. - Właśnie! Kobieta wstała. - Lepiej dobrze się trzymajcie , bo zaczynamy naszą opowieść!
Kobieta zakręciła się wkoło ,a Maria i Max okryli się kołdrą.
Część 22 / 2
Niech słonce zgaśnie i mrok nastanie! Czas znów stanie i mrok nastanie! Niech wiatr zawieje i żywym odbierze nadzieje , światło zgaśnie i mrok się rozproszy gdy płomień świecy w pokoju się rozpanoszy!
*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*- To było wczoraj , jakby wczoraj. Minęła kolejna kolejna godzina spędzona w domu z bratem. Matka i ojczym pracują na dwie z trzech zmian , ja siedzę w domu z młodszym bratem. Paul tak się nazywa , jaki z niego nie znośny bachor! Mama mówi , że jest podobny do mnie , ciekawe z której strony?! Wszędzie biega i hałasuje , nie chce odrabiać lekcji i ciągle przesiaduje przy telewizorze. A ja? Gdzie czas dla mnie?! Dobry żart , nie mam go. Musiałam uzgodnić z wychowawcą , że będę przychodzić na zajęcia wieczorowe , jak dorosła osoba... Bo w dzień nie mam czasu , mama wychodzi wcześnie rano i siedzi do północy w pracy , za to Mark wstaje o dziewiątej i przychodzi o dwudziestej drugiej , albo później. Oczywiście ja wstaje gdzieś tak o siódmej , siódmej trzydzieści idę po coś do jedzenia i picia , później wracam i robie śniadanie dla Paula. Przebieram się w miarę szybko i odprowadzam go do szkoły , później wracam i sprzątam , gotuje obiad i lecę po niego i tak wkoło jakby nie miał rodziców. Może to się wydać śmieszne , ale mój nauczyciel od biologi przyjeżdża po mnie i odwozi pod szkołę. Dziś jest tak samo , ułożyłam Paula do snu. Mark przyjechał wcześniej i spojrzy na niego. Minęliśmy się w drzwiach , spojrzał podejrzliwie na Colina , poklepałam go po ramieniu. - Masz klucze? Spytał - Tak , Mark . - Może zaczniesz mówić mi tato? - Heh , dzięki , ale nie. Pa!
Wskoczyłam jak najszybciej do samochodu . - Tylko nie siedź tam za długo! Krzyknął - Jasne , jasne. Mruknęła – Do zobaczenia! W końcu Colin odpalił silnik i odjechaliśmy .
- Ten twój ojczym jest strasznie dziwny. Mruknął. - E tam , przepracowany i tyle. - A jak tam twój brat? Spytał. - Nieznośny jak zwykle , ledwo co go zaciągnęłam do łóżka! - Jesteś jak druga mama , ale powinnaś zająć się sobą. - Colin , dobrze wiesz , że nie mam na to czasu. - Ever , masz dopiero siedemnaście lat , nauka to podstawa. - Przecież wiem , ale są też ważniejsze rzeczy niż nauka. Nie pouczaj mnie co mam robić. Dobrze? - Niech ci będzie. Powiedział zrezygnowany. - Jakie masz dziś zajęcia ? Spytał - dwie biologie , matmę , polaka i historię. - Heh , dwie biologie? Od kiedy? Zaśmiał się. - Od dziś. Uśmiechnęła się . - I tak te lekcje nie trwają więcej niż 25 min. - Niestety , taka twa niedola. - Lepsza taka szkoła i nauka niż żadna. - Biologie mamy na dwóch ostatnich lekcjach? - Tak , czemu pytasz? - Możemy ją sobie odpuścić. - Łał , taki pilny nauczyciel , a chce odwołać lekcje! - Przyda ci się odpoczynek , chociaż te dwie godziny. - Będziesz miał problemy przez odwołanie zajęć. Warknęłam. - Coś wymyślę. - Powiedz jak to możliwe , że w takim wieku jesteś nauczycielem? - Heh , głupi nie byłem i się dużo uczyłem. - I do tego świetnie rymujesz:) Colin tylko się roześmiał , w końcu się zatrzymaliśmy. Drogę do szkoły oświetlała latarnia , która zresztą ledwo co zipała. - O której mam być? - Wrócę sama. Mruknęłam. - Jest ciemno i niebezpieczne , nie wrócisz sama. Na jego twarzy pojawił się głupi , aczkolwiek błyskotliwy uśmiech. Otworzyłam drzwi i wysiadłam .