Fantastyka · 5 min czytania
Daydreamers (Kości) - Rozdział 4.
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 4
Rozdział 4 — Pi i Sigma
— Czyli co, uważasz, że znaliśmy się już kiedyś? — spytała, odsuwając się od niego. Wiedziała, że jest dziwny. Czytała jego artykuły, słuchała nagrań. I komentarzy. Chwilami nie wiedziała, czy śmiać się, czy płakać.
Nie wierzyła w te jego opowieści o wspomnieniach z innego świata. Gdyby nie ta cholerna kostka, pewnie nigdy by się tym nie zajęła. Sama nie miała żadnych „wspomnień z innej rzeczywistości”. To wszystko wyglądało raczej jak zbiorowe szaleństwo.
— Nie wierzysz mi? — zapytał z uśmiechem. Jakby go to wcale nie ruszało.
— Nie wiem — odpowiedziała, sama się sobie dziwiąc.
— Udowodnię ci — powiedział spokojnie i zaczął zdejmować skórzaną kurtkę.
Edyta natychmiast się cofnęła.
— Spokojnie! — dodał. — Rozejrzyj się, pełno tu ludzi. Nie mam zamiaru się rozbierać. Nie jestem zboczeńcem.
Część 22 / 4
— Wcale tak nie myślałam — odparła, choć nie była tego taka pewna.
— To dobrze. Bo teraz nie krzycz — podwinął czarny podkoszulek, odsłaniając brzuch.
Edyta zmarszczyła brwi. Nie spodziewała się, że będzie wyglądał tak... normalnie. Nie napakowany kulturysta, ale jednak atleta. Silne ramiona. I ten sześciopak!
— Widzisz? — zapytał.
— Masz dobry plan treningowy? — rzuciła zaczepnie, z uśmiechem.
— Spójrz uważniej — ponaglił. — robi mi się zimno!
Już miała mu powiedzieć coś o jego owłosieniu, ale wtedy zobaczyła — tatuaż.
Część 33 / 4
Na pachwinie, po lewej stronie, grecka litera Σ.
Edyta wstrzymała oddech.
— Ty też masz taki? — zapytał cicho.
— Niezupełnie... — szepnęła zmieszana.
— Tak, wiem. — Zasłonił brzuch i narzucił kurtkę. — Ty masz inną literę.
— To prawda...
— Pi. — powiedział to z pewnością, która ją przeraziła.
Część 44 / 4
Skinęła głową. Skąd o tym wiedział?
— Znam cię — powiedział. — Widziałem ten tatuaż.
— To nic nie znaczy — odparła szybko, czując narastającą złość — na niego, ale i na siebie. — Pewnie widziałeś go na jakimś zdjęciu. Mam ich pełno w sieci.
Tyle że nie wierzyła w to do końca. Tatuaż był mały i dobrze ukryty. Zrobiła go jako nastolatka — kompletnie pijana. Obudziła się z bólem głowy i plamą tuszu, której wstydziła się latami. Chciała go usunąć, ale nie miała pieniędzy. Został — jak blizna po błędzie.
„Przynajmniej jest mały” — powtarzała chłopakom przy winie. „Tatuażysta mógł ci wydziarać swoje imię!” — śmiali się. „Albo kutasa!”
„Sam był kutasem” — pomyślała teraz. — „Gdybym go dorwała, urwałabym mu jaja.”
Poczuła…