Akcja · 5 min czytania
Daydreamers (Kości) - Rozdział 6.
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 3
— Atmos? — spytała Edyta, nie dowierzając własnym uszom. — Masz na myśli ten klub?
Atmos wcale nie był klubem, przynajmniej nie w sensie, jaki znało miasto. Wszyscy o nim słyszeli, ale był raczej legendą niż miejscem, do którego można pójść. Edyta nie znała nikogo, kto by tam był, ale słyszała opowieści: najlepsi DJ-e z Berlina, trans wgryzający się w mózg bez narkotyków, dostęp do wszystkiego, czego można zapragnąć. Jedni mówili o dzikich orgiach, inni o stanie dysocjacji, w którym człowiek bawi się sam ze sobą. Atmos miał wiele wejść — w tunelach, kanałach, piwnicach. Zimą podobno lodowaty, latem duszny i lepki od wilgoci. Jedyny sposób, by się tam znaleźć, to…
— Nie wierz w te wszystkie bzdury — odezwał się Sigma. — Atmos istnieje, ale nie jest klubem.
— Czyli czym?
— To przestrzeń — stworzona przez paradoks.
Edyta zmrużyła oczy, ale on mówił dalej, jakby jej wątpliwości nie istniały.
Część 22 / 3
— Atmos narodził się w chwili zmiany — końca tamtego świata i początku naszego. W naszej rzeczywistości musiało powstać „nie-miejsce” dla nadmiaru materii, której nie dało się pomieścić.
— Nie rozumiem — przyznała, czując, że gubi się w tym labiryncie słów, choć ciekawość paliła ją od środka.
— Spróbuję inaczej — powiedział Sigma po chwili milczenia. — Widziałem twoje projekty. Przerabiasz czasem stare ubrania?
Edyta skinęła głową. Projektowanie było jej hobby. Na co dzień pracowała w kuchni, ale po godzinach szyła — dla siebie i znajomych, ze skrawków lumpeksowych ubrań. Zdarzało się, że dorabiała przeróbkami: skracanie, zwężanie, czasem ambitniejsze zlecenia. To dzięki jednemu z nich poznała chłopaków — w kuchni przerobionej na garderobę szyła ich sceniczne kostiumy z rzeczy wygrzebanych na bazarach.
— Masz pewnie pudło ze wszystkimi skrawkami, odciętymi rękawami, za długimi nogawkami…
— Tak, mam cały kosz — uśmiechnęła się.
Część 33 / 3
— To jest Atmos. — Jego głos stał się cichszy. — Wszystkie te fragmenty czasu i przestrzeni, dla których nie ma miejsca w naszej rzeczywistości. Nie mogły zniknąć. Trafiły do pudła. Są równie chaotyczne jak skrawki materiału w twoim koszu. Każdy, kto tam zajrzy, znalazłby fragmenty swojego życia.
— I można tam trafić? — spytała, wciąż sceptycznie.
— Można… — zawahał się. — Najłatwiej — przez przypadek.
— W ciemnym zakamarku, w piwnicy, otwierasz złe drzwi szukając toalety… — zaczęła.
— I bach!…