Fantastyka · 9 min czytania
Death By a Plane
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Lot samolotem jest niczym samobójstwo, gdy przekroczysz ten próg, nie ma już odwrotu. Chyba już nigdy nie pozbędę się tej myśli. Okazuję stewardessie bilet i paszport. Uśmiecham się zdawkowo,ona za to strasznie się szczerzy. Widzisz, wszystko będzie dobrze, ta babka lata tak kilka razy dziennie i na pewno jest wręcz znudzona, a ty trzęsiesz porami. - Dzień dobry. Zapraszam. Przechodzę dalej. Samolot wygląda na średnio zapełniony. Ostatni rząd wolny, ale wiecie co o nim mówią. Idę do przodu. Tu jakieś babcie. Tam jakiś starszy typek – nie wygląda na milusińskiego. Dalej jakaś parka, nie będę im przeszkadzał. Może miejsca przy wyjściach awaryjnych na skrzydłach będą wolne, mógłbym rozprostować nogi. Czas lotów ciasnymi samolotami to chyba jedyne chwile w których żałuję, że jestem wysoki. Docieram do połowy samolotu by przekonać się o tym, że moje upragnione miejsca zajęte są przez jakieś staruszki. Ciekawe na co im tyle przestrzeni na nogi skoro wzrostem ledwo przewyższają hobbita. Ok, ok, już nie marudzę to starsze… Starzy ludzie! Obracam się dookoła. Sami starzy ludzie! O Jezu, to niedobrze! To bardzo niedobrze! Bóg z pewnością preferuje starszych i grzeszników takich jak ja. O nie… Czy naprawdę nie ma tu nikogo młodego? Rozglądam się raz jeszcze. Nie… nie… nie… O! Ten chłopak wygląda na młodego i niedoświadczonego. Słyszę płacz dziecka! Uff… To już lepiej… Czuję się lepiej… Za staruszkami jest wolny rząd. Zawsze to bliżej do wyjścia. Rzucam trzymane w ręce czasopismo na jedno z miejsc. Gdy wkładam podręczny bagaż do schowka nad siedzeniami, pojawia się młoda kobieta, choć może bardziej pasuje do niej - dziewczyna. Uśmiecha się i pyta: - Czy tu jest wolne? - Tak, pomogę pani z tym bagażem. – Chwytam jej torbę i wsuwam tam gdzie wcześniej moją. Dziewczyna mija miejsce, na którym leży mój magazyn i usadawia się tuż przy oknie. Rozglądam się kolejny raz po samolocie. Pełno miejsca, dlaczego wybrała akurat to? Hmm… musiało chodzić o mój wzrost, uśmiecham się do siebie. Ktoś dotyka mojego ramienia. To jedna z hobbitek. - Czy mógłby pan… nie mogę sięgnąć. – Podaje mi swój bagaż. - Jasne. – Odbieram tobołek i wrzucam do luki. - I jeszcze te. – Babcie, patrząc na mnie podają swoje bagaże. - Ależ oczywiście. – Mogę tak cały dzień. Jakoś mnie to bawi. - Dziękujemy. –Uśmiechają się pociesznie, tylko jedna z nich zdaje się być jakaś smutna. Zamykam klapy od schowków i zajmuję miejsce obok pięknej nieznajomej. Uśmiecham się przyjaźnie. Dziewczyna odwzajemnia uśmiech i spogląda na mnie, zbyt długo… Wzrok przykuwa jej niebieska w soczyste plamy sukienka. Gdybym był motylem nie omieszkałbym na niej przysiąść. Zapinam pas i biorę do rąk czasopismo. Chciałbym przewinąć czas do startu. Nie znoszę czekać aż wszyscy wsiądą i zajmą miejsca. Irytuje kolejny pokaz stewardess jak założyć kamizelkę i gdzie są wyjścia awaryjne. Śliczna kobietka siedząca tuż obok, przypomina mi o Marlen. Czas odkąd cię nie widziałem zdaje się być wiecznością. Wyglądałaś wtedy tak pięknie i smutno machając mi na pożegnanie. Raniłaś moje serce. Mógłbym przysiąc, że widziałem cię jeszcze z samolotu na tarasie widokowym. Boże jak bardzo za tobą tęsknię… Płacz. Płacz dziecka roznosi się gdzieś za mną gdy samolot podrywa się w górę. Musiałem zasnąć. Dziewczyna obok uśmiecha się podenerwowana. Odwzajemniam to by dodać nam otuchy. Wzrost płaczu dziecka zdaje się proporcjonalny do ciśnienia w kabinie. Ja też tego nie lubię, więc nie dziwię się biednemu maluchowi. Jego płacz niestety zwiększa odczuwane przeze mnie napięcie. Kolana zgniatają mi się z przednim fotelem co tylko wzmaga wrażenie siedzenia w klaustrofobicznej puszce. Często myślę o tym jak bardzo boli upadek… Wyobrażam sobie katastrofę samolotu, zgniatające się o siebie rzędy foteli, pękające moje ciało i kości. Czasami wręcz jestem w stanie poczuć ból. Ale nie. Nie chcę o tym myśleć. Dziewczyna obok włożyła słuchawki do uszu. Dziecko przestało płakać. Ja w takim razie zajmę się magazynem. Wertuję kartki, patrzę po zdjęciach i nagłówkach. Jest coś o robotach grających w piłkę i latających spodkach z Ziemi. Nie mogę się jednak skupić. Wiercę się w fotelu by w końcu zastygnąć w wygodniejszej pozycji. Płacz. Budzę się znowu. W samolocie jest niewiarygodnie zimno. Jezu, co się stało z ogrzewaniem? Cichy płacz. Jest tak cicho a ciężką atmosferę dopełnia…