Fantasy · 8 min czytania
Decyzja
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Mój brat powiedział mi, że jutro umrze. Pamiętam każde słowo wypowiedziane przez niego tego wieczora. Wcześniej stał oparty o drzewo z lekko uniesioną głową. Może wpatrywał się w gwiazdy, a może szukał w nich odpowiedzi, dlaczego tak musiało się stać. Wojna. To krótkie słowo przynosiło z sobą tyle strasznych wieści. Jeszcze nie tak dawno wcale o tym nie myślałem. Byłem dumny z tego, że jestem żołnierzem, łucznikiem w służbie króla. Pamiętam jak się czułem gdy wróciłem z zaprzysiężenia i pokazałem matce spinkę w kształcie srebrnego liścia na kapturze mojej peleryny. A ona miała łzy w oczach. Szczęścia? Teraz już nie jestem tego taki pewien. Mój brat Tom uściskał mnie tak jak tylko on potrafił, a na zawsze surowej twarzy ojca pojawił się uśmiech. Podszedł do mnie, podał mi rękę i poklepał po plecach. Jego drugi syn został żołnierzem, wydawało mi się jakby zrobił się troszkę wyższy. Wiedziałem, że był ze mnie dumny, chociaż nigdy mi tego nie powiedział. Nie zdążył. Umarł pół roku później. Miał słabe serce. Pamiętam napis na jego nagrobku: „Nie bój się, że twoje życie się skończy - bój się, że nigdy się nie zacznie”. Gdy zapytałem się Toma co to znaczy, powiedział, że ojciec miał dobre życie, cudowną żonę i synów których wychował na porządnych ludzi. A ja nie potrafiłem już dłużej powstrzymywać łez.
Nagły trzask palonego drewna przerwał moje myśli. Śmierć potrafi być okrutna. Spojrzałem na twarze ludzi zgromadzonych wokół ogniska. Tak niewiele ich zostało. Gdy wyruszaliśmy mój oddział łuczników liczył 30 osób. Szybko policzyłem cienie wokół ognia. Trzynaście. Śmierć tańczyła wokół nas każdego dnia. Tom zbliżał się wolnym krokiem do naszej grupy. Poprosił nas o wspólną rozmowę tego wieczora. Gdy na niego patrzyłem w moich myślach pojawiło się pytanie: czy ja wyglądam tak jak on? Brudny i zmęczony. W ciągu ostatniego miesiąca postarzał się chyba o dziesięć lat. Spokojnie usiadł po drugiej stronie ogniska, dokładnie naprzeciwko mnie, wcześniej sprawdzając czy jesteśmy wszyscy razem. Czekaliśmy co powie. A właściwie liczyliśmy, że powie coś co podniesie nas na duchu. - Jestem żołnierzem od ośmiu lat. – zaczął.- Wydaje mi się, że większość z was znam od zawsze. Traktuję was jak rodzinę i …….- spojrzał w moją stronę - …… boję się. Boję się jutrzejszego dnia. Przerwał na chwilę i zaczął grzebać kijem w lekko przygasający ogniu. A może tylko zbierał myśli. - Wszyscy z was myślą o tej bitwie. Spychają powoli naszą obronę dzień po dniu od miesiąca. Naszymi wypadami zadajemy im straty, ale nie jesteśmy w stanie ich zatrzymać. Jesteśmy już za blisko Stolicy. Król powziął decyzję, że nie będzie się chował w zamku jak tchórz i przyjmie otwartą bitwę. Jutro wszystko się rozstrzygnie. Nie wiem czy damy radę zwyciężyć. Przyznam szczerze i chcę, żebyście to dobrze zrozumieli. Jeśli młody Książe nie zdążył zebrać posiłków na wschodnich ziemiach i nie dotrze tutaj na czas to przegramy. Na pewno.
Przegramy. To słowo zawisło nad nami jak ciężki topór. Właściwie to wiedzieliśmy, że cały czas jest ciężko, ale aż do tej pory nie dopuszczaliśmy tej myśli do naszych głów. Tom był z nas najstarszy, najbardziej doświadczony i ufaliśmy mu. A on nam teraz mówił, że się boi i że przegramy. Nikt się nie poruszał. Wszyscy wpatrywali się w mojego brata. Tylko młody Terry gapił się pustym wzrokiem w ogień. Nawet nie wiem czy rozumiał słowa Toma. Dwa dni temu zmarł od ran jego brat bliźniak. Podobno gdy ginie jedno z takiego rodzeństwa, to i w drugiej połowie coś umiera. Gdy patrzyłem teraz na Terre’go mógłbym się założyć, że tak jest