psychologia · 4 min czytania
Decyzja
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Miałem ze sobą broń, chociaż nie wiem po co. Może chciałem być zwyczajnie pewien, że nie wydarzy się nic nieprzewidzianego i wreszcie na dobre z tym skończę. Windy w tych pieprzonych budynkach zawsze jak trzeba to nie działają. Bite kilkadziesiąt pięter schodami, trzeba się nie lada napocić żeby odebrać sobie życie w trochę bardziej spektakularny sposób. Otworzyłem drzwi prowadzące na dach i momentalnie moje oczy przyjęły potężną dawkę promieni słonecznych, które to dopiero co wschodziły na niebo. Głowy budynków skąpane w żółtych łunach poranka – coś pięknego. Zatrzymałem się na chwilę, ale nie miałem na co czekać. Powoli podszedłem do krawędzi, stanąłem na murku i przyłożyłem pistolet do skroni. Strzał w locie, ale to będzie piękne – pomyślałem. Już miałem pociągać za spust, aż tu nagle zupełnie znikąd odezwał się tajemniczy głos. Momentalnie się odwróciłem, uważając, żeby przynajmniej jeszcze nie teraz zlecieć na dół. Starszy pan zapytał: - Dlaczego to robisz? Nie namyślając się długo odparłem: - Po prostu nie wierzę w ten świat. Nienawidzę patrzeć na smutnych ludzi, których mijam każdego dnia na ulicy. - Ile masz lat? – zapytał. - 19 – rzuciłem zrezygnowany - Masz przed sobą całe życie, nie musi tak być. Próbował mnie jeszcze ratować, ale ja byłem już zdecydowany, przynajmniej tak myślałem. - Daj mi broń i zwyczajnie chodźmy stąd, to taki piękny poranek. - Pod jednym warunkiem. Jeśli szczerze odpowie mi pan na moje pytania, rozważę pańską propozycję. Popatrzył na mnie chwilę, ale bardzo zdecydowanie odparł: - No już, mów. - Ile ma pan lat? - 64. - Pracuje pan w tym budynku? - Tak. - Kiedy wstał pan dzisiaj do pracy, czy choćby przez chwilę zrobiło się panu smutno? - Jeśli chcesz mi udowodnić, że jestem jak