Religia · 7 min czytania
Decyzja. Rozdz -1-
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
-1-
Schodząc po schodkach z wahadłowca na platformę lądowiska 241 piętra Vilardu czułem bezsilność, znużenie i niechęć do kontynuowania jakiejkolwiek aktywności życiowej. Powodowany jedynie konformizmem poczłapałem się w stronę wejścia do rezydencji uznając wyższość siedzenia w głębokim fotelu nad staniem na metalowej platformie w chłodny wieczór siedemset metrów nad ziemią. Przechodząc w stronę wejściowego włazu mimowolnie zacząłem zastanawiać się nad otaczającym mnie krajobrazem. Nity, czyli potężne wieżowce mające sięgać nieba wydawały się być jak małe dzieci, które wspinają się na palce próbując sięgnąć księżyca. Śmieszyła mnie duma wielu radnych, którzy chwalili się tymi nitami, jakby to oni sami je projektowali, budowali i to wszystkie na raz. Dla mnie były one grobowcami. A im wyższe były, tym bardziej się to rzucało w oczy. Ale ja też nie projektowałem nitów. I niestety znałem tych radnych. Sam byłem jednym z nich. Przechodząc przez właz i wchodząc do mieszkania dobrze zdawałem sobie sprawę z mego umęczenia. Fotel, lepszy od lądowiska nie kojarzył mi się jednak z odpoczynkiem. Nie można było odpocząć od zmęczenia, które mnie trawiło, gdyż nie miało ono fizycznych wymiarów. W moim umyśle były igły, które bezlitośnie drążyły mój mózg i były jak ból zepsutego zęba przy braku dentysty. Z reguły po wejściu do domu szybko włączałem Telewall i dawałem wessać się w szeroko płynący nurt informacji i symulacji zdarzeń. Dziś jednak odrzuciłem takową chęć i w ciszy opadłem na mój skórzany fotel. Był najwyższej klasy. Szeroki. Głęboki. Doskonale dopasowany do ciała. Antyk. Z początku XXII wieku. Jednak dziś ten fakt bardziej mnie uwierał niż koił. Podobnie jak chęć do wspomnień i rozmyślań. Mimo to, jednak się jej poddałem. Brzmi to strasznie banalnie kiedy się myśli „nie tak to sobie wyobrażałem”, mało wiarygodnie, wziąwszy pod uwagę styl i przepych w jakim żyłem, będący marzeniem prawie wszystkich ludzi na świecie. A jednak tak było i tak jest. Władza i zamożność miały być źródłem satysfakcji. Możliwość zmieniania świata miała być źródłem spełnienia. Więc dlaczego czułem gorycz? Utrzymanie się na wierzchu wymagało wiele „wysiłku”, o tak. Szczególnie tego niechlubnego. To dobre słowo: niechlubnego. Bo jak inaczej można nazwać popieranie RJP lub forsowanie wyroku na Danijela... Nie mogłem o tym zapomnieć. Ciągle słyszałem te słowa. I dręczyło mnie to spojrzenie pełne spokoju. Mówił: „Jesteś niewolnikiem systemu, którego tak gorliwie strzeżesz. Ale ja za chwilę będę wolny”. Chwilę później został zepchnięty z podestu w przepaść. Taka była kara za spiskowanie przeciwko Poleis, naszemu państwu, które miało się szczycić wywodzeniem swych korzeni od Poleis mitycznych Greków, być jego ideową kontynuacją, a stało się jego groteską. Roztrzaskane o ziemię ciało Danijela do wieczora leżało na głównej alei. Miało być przestrogą przed pójściem w jego ślady. O zgrozo miał rację. Miałem ten sam chip, który wykrył w nim aktywność przeciw Poleis. Najbardziej zaawansowany cud biotechniki. Wykrywał impulsy w mózgu odpowiedzialne za myślenie przeciw ojczyźnie. Danijel wykryty został szybko. I szybko go usunięto. By nie zdążył swoją „zarazą napiętnować” innych. Do dziś nie mogę o nim zapomnieć. Tym bardziej, że to ja naciskałem na sędziów, by ogłosili…